tydzień temu napisałam, że przymierzam się do wydłubania Mrs. Darcy cardigan oraz to, ze nie mam do niego szczęścia. przerabiałam różne warianty, aż doszłam do wniosku, że kasztanowa sonia będzie odpowiednia. no i dobrze... wszystko gra.
do czasu...

kiedy wszystko się zmieniło - teraz będzie żółty!

tak, tak jezzabell i aniu, podprowadziłyście mnie na całego :))
w oczekiwaniu na zamówioną włóczkę dziergam kamizelko-wdzianko z włóczki forban. w robocie wychodzi tak:



robię już drugi przód, więc jest nadzieja, że niedługo pokażę.
dodatkowo, w tak zwanym innym międzyczasie dziergam clapotis dla Mamy




kocham clapotisy! mam już dwie wersje, każda w innym kolorze i rozmiarze, a kusi mnie również
taki jak ten. kolory są trochę przekłamane, w rzeczywistości więcej jest tu wiśni i czerwieni, fiolet pojawia się sporadycznie.
jak dla mnie - bomba!
kiedyś miewałam ostre fazy maniakalne po obejrzeniu "perfekcyjnej pani domu". czyściłam w domu wszystko, co tylko mogłam a jeszcze było mi mało....
pewnego dnia zebrałam się w sobie i dzielnie ruszyłam do garażu, gdzie panował, oględnie mówiąc, nieład uniemożliwiający jego prawidłowe wykorzystanie.
nawet nie będę wspominała jak się urobiłam po łokcie i sam czubek głowy. najważniejsze było to, że były tam jeszcze pozostałości z budowy, a wśród nich całe, nieużywane kawałki styropianu.
co podpowiedziały mi moje zwoje mózgowe?: oto twoje przyrządy do blokowania!!!!!

muszę przyznać, że dla tego wynalazku opłaciło mi się sprzątać! żyje mi się z nimi bardzo, bardzo wygodnie.
nie jest co prawda zbyt piękne ale jakie praktyczne!
nie, jeszcze nie minął mi zapał do pisania bloga!

po wykonaniu fioletowego potwora (tak go ochrzciłam podczas zszywania i chowania nitek) tak mi się jakoś niewyraźnie zrobiło. chodziłam z kąta w kąt.
w k0ńcu zaczęłam dziergać Mrs. Darcy cardigan autorstwa Mary Weaver.
oto oryginał:



lubię rozpinane sweterki, takie jak ten. dodatkowo jego nazwa budzi miłe skojarzenia - "dumę i uprzedzenie" w wersji bbc znam niemal na pamięć. Małż tylko wznosi oczy do nieba, kiedy włączam dvd.
całą sobotę dziergałam tył w kolorze wiśniowym, po to aby stwierdzić, ze to jednak nie to...
więc dla odmiany w niedzielę dziergałam w kolorze brązowym.

a w tak zwanym międzyczasie starsze Maleństwo zaczęło dopominać się zrobienia sweterka z różowego merino, które wygrzebała z jakiś przepastnych czeluści mojej skrytki na włoczki.
powstała więc kamizelka z guzikiem z muszli ( perłowy połysk i róż musi być ostatnio wszędzie!)



oto ona - podgrzybek, który urósł w moim ogrodzie.
zaledwie trzy metry od okna kuchennego, pod rododendronem - dosyć nietypowa lokalizacja, bo przysięgłabym, że po moim ryciu w ziemi nie ocalał żaden fragment grzybni.
od razu pobiegłam przeszukiwać pozostałą część ogrodu i znalazłam parę innych ale były takie malutkie, że ich jeszcze nie zrywałam.poczekam. mam nadzieję, że robaki go nie dopadną przede mną

jeszcze tylko zasadzę ziemniaki,warzywa,drzewa owocowe, posieję zboże, zacznę hodować krówki i będę samowystarczalna
Stop! bzdury wypisuję !! jeszcze owce - na wełnę

to się chyba głupawka nazywa;)))))
nie powiem - niskie temperatury mogą mieć korzystny wpływ na człowieka. mnie skłoniły do wygrzebania z dna robótkowego kosza tworu ze śliwkowej oliwii. męczyłam się z nim i męczyłam - końca nie było widać. dwa razy zabrakło mi włóczki. kot wyspał się na blokującym się przodzie - odczepiałam te jego kłaki i moje uczucie do niego drastycznie zmalało. w końcu zszyłam i co się okazało? coś się dzieje z moim aparatem i zdjecia wychodzą takie sobie, niestety.
mimo wszystko pokażę, co wymęczyłam ...




model pochodzi z phildara 480.

mam nadzieję, że teraz pech mnie opuści
któregoś dnia pomyślałam sobie, że byłoby fajnie założyć bloga.

kiedy powiedziałam czcigodnemu małżonkowi (zwanemu dalej po prostu małżem) oznajmił krótko i treściwie, że jestem stuknięta, po czym wymienił listę moich codziennych rozrywek w stylu: gotowanie, sprzątanie, przekopywanie grządek w ogrodzie,prasowanie no i oczywiście opieka nad dwójką mocno małoletnich, psem i kotem itd, itd....
i kiedy znajdę na to czas, bo chyba nie zdaję sobie sprawy ile to pracy!

to wszystko racja ale szalę przeważyła jedna sytuacja: przy okazji prac remontowo- budowlanych pojawił się w domu Fachowiec i coś tam sobie zaczął dłubać - praca miała zająć mu cały dzień. nie bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić, bo w sytuacji kiedy ktoś obcy kręci mi się po domu nie umiem zachowywać się w pełni naturalnie. ale pomyślałam, że odprężę się przy robieniu kamizelki dla córeczki. Fachowiec wszedł, popatrzył i wrócił do pracy. sytuacja powtórzyła się parę razy, aż w końcu nabożnie wyznał - moja babcia też robiła na drutach...

babcią mam nadzieję nie zostać jeszcze przez długie lata, a byłoby miło poznać innych pasjonatów dziergania, móc o tym rozmawiać i nie zostać uznanym za dziwadło z innej epoki
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy