to był dosyć ciężki tydzień. w domu słychać cały czas stukanie, wiercenie i inne tego typu kojące psychikę odgłosy. wszystko dlatego, że już wkrótce będziemy szczęśliwymi posiadaczami schodów na piętro - hura!!!!.



na razie więcej z tym zachodu niż powodu do radości, bo pył z betonowej wylewki osadza się dosłownie wszędzie. całymi dniami odkurzam i biegam z mokrą ściereczką, bo drażni mnie to ogromnie. mam takie jakieś skrzywienie, że nie potrafię odpocząć kiedy jest bałagan. to jakaś nerwica chyba albo coś jeszcze gorszego :)
na dokładkę dzieciaczki pokazują co potrafią... w sumie nic dziwnego...
a co na froncie robótek ręcznych?
zajęłam się robótkami innego rodzaju - w sobotę ułożyliśmy z Małżem panele w przedpokoju:) ależ byliśmy z siebie dumni! nawet obsługiwaliśmy piłę - taką skrzyneczkę
z obracającą się tarczą. drętwieliśmy ze strachu, ale udało się! przecinaliśmy nawet panele wzdłuż (odległość palca od tarczy jest przy takiej okazji niepokojąco mała)
zwykle przy okazji takich prac pomaga nam silnie fachowy szwagier ale tym razem był zajęty, a ja nie chciałam już dłużej czekać. niech skończą się te remonty!

dla odprężenia pochowałam nitki w clapotisie dla Mamy. jest bardzo duży i ciepły, a przy tym lekki. idealny do okrycia się podczas czytania lub dziergania. ja jestem zmarźluch , więc kocham takie rzeczy






aniu, kite designer - dziękuję Wam za miłe słowa. doceniam tym bardziej, że szczerze podziwiam wasze prace. a wiecie co wykombinowałam? że sympatyczna byłaby kamizelka na podstawie tego wzoru. widziałam jedno wykonanie tego typu na ravelry, co prawda nie zachwyciło mnie ale wyobraźnia zaczęła działać....
skończyłam nareszcie! trochę kombinowałam żeby przód ładnie się układał na "atrybutach kobiecości";).
chciałam uniknąć sytuacji, kiedy wyskakiwałyby ze sweterka i żyły własnym życiem:))
a tak poza tym jestem bardzo przejęta tym nowym wytworem, bo jest to moje pierwsze ubranie w kolorze żółtym! od czasów dzieciństwa nie nosiłam takich kolorów... kiedy pokażę się mojej Mamie, chyba z wrażenia spadnie z krzesła, bo nigdy nie podejrzewałaby mnie o taki kolorek. do tej pory przepadałam za brązami i beżem...







teraz dla odmiany mam wielką ochotę na coś w kolorze czerwonym. po prostu nie poznaję siebie samej :)
nie mogę się oprzeć żeby nie pochwalić się moimi ogrodowymi okazami




czuję dumę jak myśliwy, który upolował co najmniej tygrysa albo jak wędkarz ze swoim pierwszym wymiarowym szczupakiem :)))
w związki z powyższymi znaleziskami nie ma nawet mowy o zakładaniu rasowego trawnika na całości działki (cały czas jestem w fazie urządzania ogrodu). dzisiaj znalazłam tyle grzybków, że swobodnie wystarczyło na zupę i jeszcze kilka sztuk zostało do suszenia.
chyba dopiero dzisiaj polubiłam tę okolicę.... mimo, ze przeprowadziliśmy się rok temu...

a robótkowo?
zaraz idę uprać mrs darcy, clapotis się suszy, a ja chodzę z kąta w kąt, bo nie mogę się zdecydować, co zrobię w następnej kolejności... mam kilka typów ale wszystko jeszcze może się zmienić

iza - oczywiście, że chcę szydełowe mitenki! sama ich nigdy nie zrobię, a bardzo mi się podobają. dzisiaj próbowałam zrobić oczka rakowe i myślałam, że nadgarstek sobie ukręcę! szydełko mnie nie lubi... buuuuu

aniu - ja nastraszyłam Ciebie mitenkami? taką dziewiarkę? nie wierzę - wydaje mi się, że mitenki są znacznie prostsze niż rękawiczki

isia - dziękuję i w takim układzie nie poddaję się. nie zmoże mnie jakaś tam mitenka!
pomyślałam sobie, że już najwyższy czas zabrać się za poważniejsze przygotowania do zimy,postanowiłam więc powalczyć z mitenkami.
nigdy nie robiłam nic podobnego, nie pokusiłam się nawet o produkcję najmniejszej nawet skarpetki...
ale kto powiedział, że ma być lekko?
wyciągnęłam pierwszy z brzegu kłębek z mojej sekretnej skrytki (o której nawet Małż nie wie bo denerwowałoby się biedactwo).
była to resztka śliwkowej oliwii. trudno, niech i tak będzie, przynajmniej kolor będzie fajny - pomyślałam.
usiadłam sobie wygodnie na kanapie i zaczęłam dziergać.
dziergam sobie ściągaczyk, nawet miło jest. tylko trochę mnie palce zaczynają boleć, bo ściskam te druciki jak kto głupi, tak mi zależy żeby ślicznie było.
zaczynam wzorek warkoczowy, dodaję oczka na klin kciuka - oczywiście robię przymiarki co kilka chwil. w międzyczasie herbatka i błogostan totalny.
nic, tylko mitenki dziergać, myślę.
wreszcie koniec.
i co?
do lekarza trzeba iść, bo ślepa całkowicie jestem!


żle rozliczyłam oczka i wzór jest przesunięty w lewą stronę! do sprucia!!!
przy okazji przekonałam się ostatecznie, że oliwii nie pokocham.

oto dowód, ze kto nie ma w głowie....





aniu, według mnie forban wart jest grzechu. co ciekawe, w mojej ulubionej pasmanterii motek jest o 2 pln tańszy niż w sklepie inernetowym inter-foxu.

iza, wejdźmy w spólkę ;)))) jak wiesz, ja na szydełku nic, a nic....
najwyższa pora pokazać jakiś wytwór. leżał od kilku dni i czekał aż łaskawie raczę zrobić zdjęcia. no i wreszcie dzisiaj nadszedł ten szczęśliwy moment. skorzystałam ze słońca i strzeliłam krótką sesyjkę w ogródku. trochę rześko było ale cóż, nie na darmo byłam harcerką :)))) .
szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia powierzchni skóry - zaręczam, że nie było gęsiej skórki, a i kolor był w miarę naturalny :))))






i zbliżenie na włóczkę.....




.
zakochałam się w forbanie. jest cudownie mięciutki, troszkę włochaty, ale jego włos jest miły i niegryzący i szalenie podoba mi się efekt kolorystyczny. włoczka jest ogólnie rzecz biorąc w kolorze gorzkiej czekolady z domieszką oliwki, granatu i jasnego kasztana- cudo !!! już się czaję na następne zakupy w inter-foxie, bo mam już kolejne pomysły


od kiedy dziergam mrs darcy cardigan miewam przedziwne rozrywki. płyta z "dumą i uprzedzeniem" rywalizuje z "rozważną i romantyczną".
jest to dosyć trudne do zniesienia dla Małża, który ucieka do innego pokoju i gra w jakieś dosyć brutalne gry - jak twierdzi- dla równowagi, żeby nie zemdliło go od ckliwości i słodyczy płynącej z ekranu.
znalazłam nawet coś takiego

którą bohaterką jane austen jesteś ty?




domyślałam się wyniku i bez testu, ale jak się bawić to się bawić!

potwierdziło się- jestem eleanor dashwood

cała ja! ale jeśli mam wybierać wolę być eleonorą z nowej wersji - jej edward jest taki.... odpowiedzialny :))))





urocza para - czyż nie? hugh grant był nieco zbyt ciapowaty jak dla mnie

quiz został zapożyczony z bloga innej wielbicielki "dumy i uprzedzenia" - Królewny
obijam się nieco robótkowo.
przyczyn jest kilka.
pierwsza i najważniejsza - jest dużo grzybów w lesie! kiedy tylko mogę, zabieram dzieciaczki i pędzimy do lasu (jest to trochę określenie na wyrost, po prostu przechodzimy na drugą stronę drogi). grzybiarzy jest tak wielu, że grzybki nie mają szans na to aby dorosnąć - są wymiarowe, stworzone do słoika z octem:)) nie zrażamy się tym wcale a wcale :)
małe szaleją w lesie. karolinka szuka oznak jesieni, bo to ostatnio główny temat rozmów w przedszkolu, a ala fascynuje się mchem, tzn wyrywa kępki i przynosi w podarunku. trzeba oczywiście zabrać je do domu, wiec czasem w koszu mamy więcej zieleniny niż grzybków.
zdjęć nie udaje mi się zrobić, bo małe biegają bez chwili wytchnienia. złapałam jedynie alę na chwilę przed wejściem do domu. była już nieco zmęczona, co skrzętnie wykorzystałam



ma na sobie czapeczkę - myszkę, którą podejrzałam dawno temu u osinek. kolor biały jest jak najbardziej zamierzony:)))
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy