czas na zmiany

/
15 Comments
otóż to :)
Nowy Rok troszkę kiepsko się zaczął również dla mnie (chociaż nie aż tak groźnie jak u innych zaprzyjaźnionych blogujących:))
nie zdążyliśmy złożyć dokumentów zawiadamiających o zakończeniu budowy, więc prawdopodobnie będziemy musieli wyłożyć całkiem sporą kaskę na certyfikat energetyczny. mówiąc obrazowo - jakieś 15 kg dobrej włóczki przelatuje mi właśnie koło nosa. zal ściska mi wszystko, co jest tylko możliwe. niby wiadomo jak jest z pieniędzmi - raz są raz ich nie ma i nie trzeba wpadać w rozpacz, ale mimo wszystko lepiej jeśli są:) a wiadomo jak jest, kiedy urządza się dom - wszystko jest potrzebne naraz i każdy grosz się liczy.
dobrze, że jestem w miarę dobrze zaopatrzona we włóczkę :) bo żal byłby jeszcze większy

no ale nie ma tego złego....
wyciągnęłam z szuflady dwa trupy - zalegały na dnie od dwóch lat - wstyd się przyznać:)



to jest motyw z obrusa "zimowego" - brakuje mi już tylko połowy motywu i jakoś nie mogę się zebrać w sobie i dokończyć dzieła




a to jest makatka dla mojej Karolinki - aniołek też mocno świąteczny, bo z choinką, ale jak się sprężę to jeszcze mi ujdzie płazem :)
tak na marginesie - nie zwracamy uwagi na plamy po intensywnym podziwianiu przez dzieci.

no i zmieniłam skórkę, żeby jakoś ten Nowy Rok zaczarować, poza tym tak się zimowo zrobiło, że biel bardziej mi pasuje. zresztą tak jakoś schludniej to wszystko wygląda:)

a wracając do łowienia ryb: ekspertem to ja nie jestem, oj nie! dopiero co przełamałam się i założyłam robaka na haczyk. najbardziej w łowieniu przeszkadza mi obsesyjka pt" przecież to robaka, tudzież rybę boli". ale z drugiej strony, to uczciwa gra - chcesz jeść - musisz upolować pożywienie. tak sobie powtarzam.
a zaczęło się tak:
na wakacjach siadywaliśmy sobie na pomoście nad jeziorem - i ci łowiący, i ci przyglądający się, jak również ci z drutami w ręku ( zielony starsky powinien nazywać się tak naprawdę:wodnik szuwarek ). i tak mijały dni. pod sam koniec wyjazdu na pomoście zrobiło się troszkę lużniej, bo wszystkim się już te rybki jakby przejadły. mówię więc do braciaka - daj spróbować. i jak zaczęłam tak mnie siłą musieli stamtąd wyciągać. druty poszły w kąt, bo jednak na ten spławik trzeba się gapić, żeby w odpowiednim momencie "zaciać".
komary? da się żyć, kiedy odzywa się w człowieku atawistyczna chęć zdobycia pożywienia.




oto moja duma: płoć - złowiona w dniu wyjazdu. kiedy zaczęłam zwijać żyłkę, wiedziałam, że coś grubszego się kroi. walka była zacięta. a ja najbardziej się martwiłam kto mi ją z haczyka zdejmie, bo wszyscy poszli na obiad. na szczęście, kiedy wylądowała na pomoście, zaczęła tak energicznie skakać, że sama się odczepiła.
a jaki skok wtedy wykonałam, żeby moją zdobycz powstrzymać przed ucieczką - ha, Partyka by się nie powstydził:)
a złapałam ją - uwaga - na kukurydzę o smaku waniliowym :))))))) słabo?


You may also like

15 komentarzy:

  1. No pięknie sie u Ciebie zrobiło-tak świeżo :) Gratuluję połowu, jak patrzyłam na to zdjęcie to dreszcze przechodziły mi po całym ciele, ja wciąż nie mogę się przełamać żeby z tak bliska obcować z potencjalnym obiadem.

    OdpowiedzUsuń
  2. zapewniam Cię, ze ja tez miałam dreszcze, zwłaszcza, kiedy istniało realne niebezpieczeństwo, że mi zwieje:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym się bała, że mnie pogryzie :] Grześka kiedyś tak szczupak ukąsił, że od tamtej pory ja trzymam się na bezpieczną odległość.

    OdpowiedzUsuń
  4. zmiana fajowa;)-tak jasno się zrobiło. Nawet nie wiesz jak miło mi się zrobiło kiedy zobaczyłam, że też krzyżykujesz..... Po niektórych tekstach mojego ślubnego myślałam, ze tylko ja jestem az tak "robótkowo nawiedzona"
    Gorące pozdrowienia Karina

    OdpowiedzUsuń
  5. sprężyna- ale zjedliście go w akcie zemsty?

    karina - nawiedzona to ja jestem na ostro, dochodzi do tego, że kiedy siedzę przed telewizorem i nic nie dłubię, to czuje się nieswojo i nawet mam lekkie poczucie winy, że marnuję czas;)a radek mówi, że to mi tyle frajdy sprawia, ze to jest równorzędne z jego x- boxem i kiedy on nie gra, to ja nie powinnam dłubać = chory jakiś czy co?
    hafty to mam chyba przekazane w genach po babci, która haftowała "zawodowo" - na sprzedaż. niestety nigdy jej nie poznałam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten haft na obrus jest przepiękny, ja niestety nie umiem haftu płaskiego a tak mi się podoba. Z tym siedzeniem z pustymi rękami mam tak jak Ty- głupio jak tak siedzę bezczynnie. Ryby u mnie łowi mąż, wystarczy że trzyma robaki w mojej lodówce, tym bardziej podziwiam . Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety był zbyt mały - Grzesiek go wypuścił, nawet kot by nie pojadł :}

    OdpowiedzUsuń
  8. To nie to samo co konsola - jak ja drutuję to mogę rozmawiać a oni są nieprzytomni (no chyba że liczę). Pół dnia sama w domu - marzenie. W tym tygodniu niestety Marcin wybywa na delegację więc będę "sama" ale z Pszczołą i psiurami na dwa etaty. Do 17tej, 18tej się już przyzwyczaiłam tak siedzieć, ale do nocy to już gorzej :/
    Apropos poprawiania sobie humoru- Marcin wczoraj zaproponował (widząc mój nos zwieszony na kwintę) "Słuchaj może wyskoczymy do centrum handlowego? Kupimy jakieś spodnie dla mnie... " Genialne nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. kiedy Radek wyjeżdżał po raz pierwszy, to powiem szczerze miałam uczucie, że to mnie przerośnie - sama z dwójką dzieci. co by nie mówić - wieczorami jednak sporo pomaga w opiece nad maluchami. ale człowiek da sobie radę ze wszystkim - jeśli musi:)
    czy dobrze zrozumiałam - Marcin zaproponował kupno spodni dla siebie?

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak! dokładnie! Na szczęście w Reserved damskie działy są dużo większe :)Przy okazji - jak już rozgorączkowany kupił to co trzeba (a nienawidzi robić dla siebie zakupów) wkońcu poświęcił mi uwagę w przebieralni - na moje pytanie czy brać czy nie z pytaniem "a ile to ksoztuje" zerknął na metkę i zakrzyknął "TAKIE TANIE?" dziwne że mi go kobiety tam nie rozdrapały...Rozwiewam wątpliwości - obniżka damskich ciuchów była dużo wieksza ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To ja się zastanawiam, dlaczego ja u Ciebie nie bywam, a mi Bloglines wcale Twojego bloga nie dodał do listy, ech...
    Fajnie tutaj, zostaję i czytam! *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  12. o, jak fajnie, że jesteś Brahdelt:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sliczny ten haft z kwiatami... :-) Z rybami mam to samo, moge lapac dopoki nie trzeba nadziac robala/zdjac ryby z haczyka. Czyli jakby nie patrzec malo efektywnie te ryby lapie :-))) Pozdrawiam serdecznie, B

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja z innej beczki :)
    Czy mogę prosić o wzór na ten sweterek prezentowany we wpisie 3 stycznia? Bardzo mi się podoba i chciałabym zrobić sobie taki tylko z golfem.
    Mój adres
    alla37@wp.pl
    Pozdrawiam :)


    ------------------------------------
    www.alla-alla.bloog.pl
    www.artalla.netgaleria.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Na mojej liście widzę, że zamieściłaś posta pt. Meldunek z frontu ale niestety kiedy próbuję go otworzyć wyskakuje informacja, że taka strona nie istnieje... Google zwariowało...:(((((

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy