gdyby nie to, że jestem ruda...

/
6 Comments
pomyślałabym, że jestem blondynką (proszę, niech blondynki się nie obrażają, że posługuję się stereotypem, to tylko taka figura stylistyczna).
chyba do legendy przejdę :)

od prawie dwóch dni nie miałam internetu - czułam się jak bez ręki. chociaż nie - bez ręki można żyć - jak bez co najmniej jednego płucka:) chodziłam, marudziłam Radkowi, żeby jakoś zadziałał i ogólnie osiągałam wysokie rejestry uciążliwości.
aż tu dzisiaj niespodziewanie, kiedy odtajał mi już rozum po porannym wyjściu do przedszkola, przyszło mi do głowy, żeby obejrzeć komputer od tyłu i sprawdzić, czy kabelek od sieci się aby przypadkiem nie poluzował.
no i co? jak myślicie?
wcisnęłam go na miejsce i oto jestem!
inteligencja w akcji :) bez dwóch zdań !

mało tego -to nie różnice - moim zdaniem - to podobieństwa się przyciągają. przynajmniej wygląda na to, że tak jest w naszym małżeństwie. już wyjaśniam.
Radeczek podjechał sobie wczoraj wieczorem pod bramę, zadowolony , a jakże, przecież już jest prawie w domu ...
poszedł otwierać bramę i zostawił samochód z kluczykami w środku.
w tym samym momencie drzwi auta się zatrzasnęły i zablokowały - silnik pracował, telefon w środku, brama i droga zatarasowana. a najgorsze z tego wszystkiego, że tam w środku były moje zamówione włoczki!!!!!
grozą powiało, jak mi się to przypomniało...

kluczyki zapasowe w pracy, trzeba czekać, aż ktoś dowiezie... no ale przecież nie można tak zostawić tego samochodu, a tu mróz ściska to i owo...
piesek miał przymusowy spacerek, nie chciało mu się, uciekał wzrokiem , udawał, że nie słyszy... ale siła wyższa musiał iść
przewietrzyli się porządnie, nie powiem, musiałam potem Radka grzańcem ratować, a piesuś
dogrzewał si pod dodatkowym kocykiem


dopiero teraz mogę się śmiać do woli, bo przy Radku to mi raczej nie wypadało:)
książkę chyba napiszę...


Spręzyno - no to znasz ten ból:) człowiek chciałby parę słów zamienić, a tu nic - pusto, bo chłopa wywiało... albo jeszcze gorzej - siedzi taki z miną skazańca (na dożywocie:))
Radek to ostatnio nawet naszego wspólnego przyjaciela na mnie nasłał, żeby mnie ugadał w kwestii ich spotkań wieczorno - nocnych, przeznaczonych na granie
na razie powiedziałam wrednie - "jak chcesz - idź, ale ja też tego samego dnia zapraszam własnych kolegów, a może tylko jednego..."
zobaczymy, co się będzie dalej działo:) bo trochę dużo się tego robi: a tu koszykówka, wyście do kolegów, no i przede wszyskim praca. nic dziwnego ,że dosyć zadko się kłócimy - bo zwyczajnie nie ma jak (no i dodatkowo, charakter Radka nie sprzyja kłótniom)

Fiubździu - azteca sama się układa w pasy. dziergając ten głowokryj robię sobie wprawki przed Twoim beretem, jeśłi pozwolisz

Kath - masz rację, coś z uszyskami jest niezbędne - dzisiaj rano mieliśmy minus 24 stopnie - więc wypatrzyłam sobie wstępnie coś takiego. a tak w ogóle to też się głowię nad manchesterem - zamówiłam gerlacha w kolorze brudnego różu, ale jest jednak zbyt gruby - 12 oczek na 10 cm. szkoda. poczekam więc chyba, aż mój fundusz przyjemnościowy pozwoli na kupno prawdziwego tweedu. kocham tweed po prostu, ale niegdzie nie spotkałam takiego, który powaliłby mnie na kolana:)

Kite designer - pewnie, że najlepiej byłoby samemu się focić. przy Radku to się jakoś spinam nadmiernie albo chichoczę jak norka :) przy starym aparacie miałam już względnie opracowany sposób - parapet, ale teraz szarpnęłam się z bólem serca na nowy i tak go cenię i szanuję, że boję się z rąk wypuścić. wariatka jestem!

Persjanko - to prawda jest dużo szczuplutkich dziergatek. ja też chcę!!!! piszę o tym, bo słowo pisane skuteczniej wesprze moją słabą silną wolę:) mam nadzieję


You may also like

6 komentarzy:

  1. Twój przypadek (pierwszy) Marcin skwitował "To normalne". Się obraca w kręgach informatycznych to sie takie rzeczy co rusz zdarzają. Przypadek drugi ja kwituję - to normalne, tyle że jakos nie przyszło mi nigdy do głowy, że się śmiać nie wypada >:) Dobra kobieta z Ciebie :) Solidaryzuję się z Tobą i Sprężyną bo też się kłocić nie mam z kim. Zawsze mawiam, że jakby wyłączyć Marcinowi komputer i teelwizor to mu zawsze jeszcze książka zostaje ;) Ja sobie z uszami Thorpe wydziergałam. Zdjęcia nie wystawię bo wyglądam w nim jak Strażnik z Ankh Morpork. Poza tym jakby gruba wełna nie była, przez wydzierganą czapę na drutach 10 mm wiatr przelatuje swobodnie - co polar to polar jednak. Ale mrozy macie! U nas mniej a i tak marznę (niedługo jeden post poświęcę problemowi chłodnych rąk i stóp u dziergaczek). A co Ty aktualnie dziergasz bo albo wypadłamz obiegu albo zataiłaś? :)
    Ps wiesz co mi każe wpisać w weryfikacji słowa? "chryp" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie umiem krótko pisać - ten wzór który podałaś strasznie piekny - może też sobie zrobię? Ludzie przestaną zwracać uwagę na to że idiotycznie w czapkach wyglądam za to będą się na czapkę gapić.

    OdpowiedzUsuń
  3. no zapomniałam , że pracheta ktoś tu czyta:)
    aktualnie to się zastanawiam co by tu sobie wydziergać bo: sylvi to mi się troszkę znudziła odkąd zakończyłam ciekawszą część czyli plecki - przody to się samym ryżem jedzie - potrzebuję czegoś jako przerywnika ale jeszcze nie wiem dokładnie co to ma być .
    mroźno jak diabli - na dokładkę w lesie jesteśmy, to w ciągu dnia nawet nie bardzo się ogrzewa. a do wiosny daleko... ale są dobre strony - nie muszę chodzić do ogrodu, gdzie zawsze jest nawał pracy i mogę grzać się przy kominku. w poprzednim życiu to albo byłam kotem , albo babą na zapiecku:)

    "chryp" -hahahahaha

    OdpowiedzUsuń
  4. No to czekam z niecierpliwością na beret :D I wcale nie mój, bo to praca zbiorowa wyszła :P Kath, Olgi (ze Szwecji bodajże) i moja.

    Jako blondynka, sama się posiłkuje takimi stereotypowymi stwierdzeniami :P Ale mam przynajmniej dobrą wymówkę :D:D

    Najbardziej to mi żal było włóczek, z tej historii i Ciebie, że to Twoje włóczki tam siedzą zatrzaśnięte :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakby u mnie było embargo na komputer, telewizor i konsolę to by na ryby polazł...Można zwariować...
    Problemy z kabelkami tez mnie dopadaja czasem, ostatnio w pracy faks mi sie zepsuł i uruchomiłam wszystkich panów w budynku. Co tam za sceny dantejskie się wyprawiały...Nawet toner mi wymienili :))) Po kilku godzinach zobaczyłam, że papier się zakleszczył i po wyciagnieciu faks hulał jak nowy. Ot blondynka i kilku blond kolegów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś nie kochałam na ryby chodzić (był zakaz gadania) ale teraz myślę że to całkiem fajne może być - druty weźmiesz, robótkę podciągniesz. Tylko te komary?

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy