mieszanka

/
7 Comments
mieszanka, bo troszkę muszę pomarudzić, ale nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka...

znowu mam w domu chore dzieci, powtarzamy schemat jesienno - zimowy.
Karolinka chodzi parę dni do przedszkola, po czym dzwoni pani wychowawczyni i prosi, żeby zabrać dziecko do domu, bo ma wysoką gorączkę.
mija jakiś czas - zdrowe dziecko maszeruje z powrotem do przedszkola i historia się powtarza. w międzyczasie zdąży zarazić się Ala i jest ogólnie mówiąc, bardzo wesoło.
dwójka dzieci z niezbyt ciężką, ale dokuczliwą infekcją potrafi wykończyć człowieka na amen. zamieniam się w całodobowy room service - a to trzeba podać pić, misia (oczywiście nie tego, który jest pod ręką), książeczkę, włączyć bajkę, przykryć, odkryć.... i do tego jeszcze wymyślać super atrakcyjne potrawy, żeby towarzystwo raczyło zjeść.
A podawanie leków to poezja po prostu - Ala pluje i prycha i wszystko się lepi.... uch.

wyrodna jestem, bez dwóch zdań!!!
żeby tak zaangażowanych dziadków mieć na podorędziu.... marzenie:) i wysłać dzieciaczki do nich chociaż raz w miesiącu. można byłoby w tym czasie się porządnie wyspać albo wyjść do dorosłych ludzi gdzieś do miasta...

ale dosyć narzekań teraz część optymistyczna:
momentami robi się już mocno wiosennie - zbyt piękne to ,aby było prawdziwe. w każdym razie bywa bardzo przyjemnie:) ptaki, głownie sikory wszelkiej maści, zaczęły się drzeć na całe gardło - w lesie aż dzwoni!
zaczynam już wypatrywać tulipanów i żonkili - i już jeden odważny jest!



dzisiaj niestety jest szaro i ponuro, ale co tam - już praktycznie żyję wiosną! nawet uprałam firanki w salonie - wstyd przyznać, trochę się już z nich kurzyło.... i kolor miały już jakby nie pierwszej świeżości....
jakoś mam tak zakodowane w głowie, że wiosną trzeba posprzątać porządnie, żeby potem móc się obijać:).

w międzyczasie wytworzyłam coś na kształt rozbudowanego szyjogrzeja. wzór wzięłam z dropsa. włoczka to paris mohair, bardzo miękka i raczej niegryząca. i udało mi się z kolorem. to taka prawdziwa wiśnia :)



teraz chodzi za mną taka kamizelka. na zdjęciu wykonanie CelticCastOn - podpatrzone na Ravelry (mam nadzieję, że nie popełniam ciężkiego przestępstwa)



mnie osobiście kojarzyłaby się z kolorem zielonym, takim prawdziwym , irlandzkim - wszak zbliża się Dzień Św. Patryka, a Irlandia to już prawie nasza kolonia :)))))) - mam nadzieję, że nikt się nie obrazi - to tylko taki żart:)))




no i co o tym myślicie?
taki kolorek to coś nowego dla mnie:) zastanawiam się mocno, bo przecież obiecałam sobie, że dwa razy się zastanowię , zanim coś zrobię. inny kolor, który mnie kusi to przydymiony fiolet - nie mogę mieć wszystkiego czerwonego przecież:)

Brahdelt - na te druty trafiłam zupełnie przypadkowo - zamówiłam z tego, co było na stronie, a tu niespodzianka - przyszły te śliczności. potem zadzwoniłam do Pana z Fastrygi i ustalaliśmy zakupy przez telefon. przyszły szybciutko i jestem z nich zadowolona.
ostateczny test przejdą na rękawiczkach:)

a Battlestar jest super - właśnie oglądałam zapowiedź kolejnego odcinka- i zapowiada się nieźle:) teraz zabiorę sie za Babylon 5, ponoć też niezły.

Kath - odkąd "zaraziłaś" mnie magic loop'em szukałam lepszych drucików. na zwykłych da się robić, ale jeśli można mieć lepiej..... to czemu nie?

Przemo - obyś był złym prorokiem:)))))) witaj! ty chyba też jesteś z Warszawy, czy się mylę?



You may also like

7 komentarzy:

  1. wspieram Cie duchowo przy chorych dzieciach. Zdrówka maluchom, a Tobie sił życzę :]

    bajeczny kolorek :D Zawsze się zastanawiałam czy takie coś nie ląduje w końcu zrolowane w okolicy szyi albo nie ogranicza za bardzo ruchów rąk?

    OdpowiedzUsuń
  2. oj, obym był złym prorokiem, oby :) aa tak przy okazji, to nie jestem ze stolicy :)

    Pozdrawiam: Przemek (www.szydelkowo.bloog.pl)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zielony jak najbardziej! Boski! *^v^*
    Ja też tak chorowałam w dzieciństwie, i zawsze po wylądowaniu u dziadków po dwóch dniach choroby nie było. Dziadkowie to fajna sprawa. ^^
    Szyjogrzej bardzo mi się podoba, po pierwsze ze względu na kolor, po drugie - jest podobny do Aime Kim Hargreaves, a do niego się przymierzałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ktoś mi kiedyś powiedział,że dzieci są albo brudne albo chore :))). Może spróbuj? ;)
    Nie załamuj się,bo tak z dziećmi jest. Najpierw chorują,potem pyskują. Już z dwojga złego wolałabym latać z misiem co 5 min. niż użerać się z nastolatkami.
    Szyjogrzej śliczny. Kuszą mnie ostatnio takie rzeczy,chyba sobie machnę jako przerywnik.
    A w zielonym będzie Ci napewno najlepiej,do Twoich włosów pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziewczyno, przecież Ty zrobiłaś Aimee!
    http://www.kimhargreaves.co.uk/acatalog/AIMEE.html Cudne jest - niemal identyczne i bardzo mi się podoba (chciałam zrobić ale czego to ja nie chciałam zrobić ;)
    Tę kamizelkę też miałam na oku (ale czego to ja nie miałam) pięknista jest! I kolory żywe, coś wisi w powietrzu :) Z dzieciaczkami współczuję, wyrodna nie jesteś - ja jestem bo jęczę i bywam zmęczona chociażmoje dziecko jeszcze ani razu nie chorowało (tfu tfu). Dziadkowie dyspozycyjni i pod ręką? Nie znam takich chociaż mieszkam 100 metrów od rodziców :) Trzymaj się dzielnie, wspieram!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fubździu - raczej się nie roluje :) a na dokładkę użyłam grubszej włoczki, więc wisi sobie grzecznie i nie ogranicza:)

    Brahdelt, Dziabnięta - no kusi ten zielony, kusi...już czuję, że się łamię.

    a tak poza tym to macie rację z Aimee- kiedy zobaczyłam, z miejsca się zakochałam , ale jeszcze nie miałam wzoru, sięgnęłam więc do dropsa. i z tego, co kojarzę aimee jest taka bardziej rozchełstano -swobodna pod szyjką.

    OdpowiedzUsuń
  7. Martus próbuj z tą zielenią, jest bardzo ładna :)))))

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy