dramatycznie nie na temat:)

/
13 Comments
mam nowe zwierzątko...




czworonożne...



przyszło do mnie dzisiaj rano i usadowiło się przed gankiem. wyraźnie na coś czekało...
może na śniadanko, wszakże pora ku temu była jak najbardziej odpowiednia - a może zwyczajnie wpadło na poranną kawkę? widocznie uznało, że coś mu się ode mnie należy, bo spało sobie spokojnie biedactwo po ciężkiej nocy, aż tu nagle zbudził je przyjazd wozu, elegancko rzecz ujmując, asenizacyjnego:)
a zwierzątko tak dzielnie pracuje na moją korzyść: zjada owady, które mogą niespodziewanie użreć jakiś delikatny fragment mojej ulubionej roślinki, no i pożera nagminnie nagie ślimaki, które jakoś tak brzydzą mnie niepomiernie...
tak, zwierzątku należało się coś - bez dwóch zdań!

a ja wredna nie dałam mu nic... tylko święty spokój:)
poczłapało więc noga za nogą (!) do domu: dwa kroki na lewo od starej sosny. takie usłużne , a takie niedocenione.
ech... życie ropuchy szarej jest ciężkie...

a tak na serio: ropuchy rzeczywiście chodzą, chociaż może bardziej pasowałoby słowo: kroczą:)
i z tego co pamiętam, przejawiają pewną inteligencję: potrafią ocenić, jaki sposób będzie najbardziej korzystny dla pokonania przeszkody: przeskoczyć, czy obejść. niby nic, ale kiedy czasem patrzę na mojego psa ukochanego, to wychodzi mi, ze ropucha jest od niego mądrzejsza:))

tak nie na temat ten wpis, ale ta ropucha zaczarowała mnie.
poza tym pada deszcz i w związku z tym nie mogę pstryknąć zielonej kamizelki, którą nareszcie skończyłam (leżąc w kącie zzieleniała jeszcze bardziej).

zaraz,zaraz.... przejaśnia się! może jednak coś z tego będzie dzisiaj:)


You may also like

13 komentarzy:

  1. Ropucha urocza :))) Może zagości na dłużej i psu wytłumaczy o co chodzi z tymi przeszkodami ;)))
    Chwal sie jak najszybciej dziełkiem a nie deszczem się wykręcasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba było symbolicznie podać jej listek zerwany z trawnika, dla zapoznania się. *^v^*
    A tak nie a propos: pisałaś u mnie w komentarzu, że masz działkę pod Pułtuskiem, a gdzie konkretnie? Bo my też mamy, i zaraz się okaże, jak w tym dowcipie, że sąsiadujemy przez płotek... ^^ Nasza wioseczka to Rowy, gmina Obryte, tak bardziej od strony Wyszkowa, dziadek kupił tam kawałek ziemi 30 lat temu na końcu wsi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chodzą chodzą, tak przerażająco trochę, bo też i są spore. Piękna fotka - wygląda na niej ta ropucha jak żeliwna albo jakaś inna metalowa i spatynowana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sprężyna - jest szansa, że zagości, bo osobniki starsze nie mają chęci na częste przeprowadzki:)

    Brahdelt- również gmina Obryte, ale miejscowość wielgolas. oczywiście zaraz sprawdzałam, jak tam z odległościami i wychodzi dwadzieścia parę kilometrów:)
    także w bieliźnie rano możesz spokojnie chodzić, nie będę Cię podglądać:)))))w mieście mamy bliżej chyba....

    Kath - dzięki piękne! to chciałam usłyszeć: nareszcie któreś zdjęcie jest udane:) oczywiście znowu dostarczałam sąsiadom spacerującym z pasami, bo robiłam fotki na kolanach, z głową przy ziemi, ale kuprem w górze;)))
    do manekina to już się przyzwyczaili chyba....

    OdpowiedzUsuń
  5. Ropucha urocza , zdjęcie jak z gazetki o zwierzakach.
    Żab się nie boję ale ropuchy trochę mnie przerażają , więc wolę je oglądać z daleka.
    Tutaj nie spotkałam żadnej żaby , ni komara latem. Ale ptaków jest tu masa więc może dlatego:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie pocałowałaś??? A moze to książę jakiś z lepszego świata? Może jeszcze gdzieś się kręci? Taka szansa... :)))
    jo_an44

    kamizelkę chętnie bym obejrzała

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocurku - bo z tymi ropuchami to trochę tak jest, że do ich brzydoty automatycznie przypisuje się złe cechy:)
    żadnego komara? toż to jawna niesprawiedliwość jest:)))jak masz się tam poczuć jak w domu? :))))

    jo-an44 - nawet chciałam dać buziaka, ale troszkę się przestraszyłam, że grom z jasnego nieba mnie porazi, bo przecież mężata jestem:) ale z drugiej strony, mogłabym takiego księcia wykorzystywać nie martymonialnie - np. do cięższych prac domowych - jako książę potraktowałby to jako miłą odmianę:)
    kamizelka to chyba już po świetach będzie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie o całowanie miałam zapytać-zmarnować taką okazję! Ale Ty jak widzę bardzo praktyczna jesteś i drugi książę w domu Ci do niczego nie potrzebny :)
    Ropucha mi sie bardzo podoba i chętnie bym ją adoptowała. U mnie jakoś się żadna nie pokazuje :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Laura - tajemnica wizyty ropuchy może być taka, jak z komentarza mojej siostry:"przyszła i usiadła pod drzwiami, bo wyczuła, że w środku siedzi coś podobnego" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. swietnie opisalas wisyte ropuszki:0...bardzo fajnych masz gosci i sasiadow::) a zta inteligencja to wiele prawdy jest:)...do tego ma kulture..nachcalnym gosciem nie byla..umie sie zabka zachowac:)..a u nas nie pada..troche deszczu by sie przydalo..pozdrawiam ania

    OdpowiedzUsuń
  11. No to u mnie stadami powinny biegać! Nie poznały się czy jak?
    :))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Ależ ona-on wielki!
    Nic się nie dzieje przez przypadek, trzeba było całować :-)
    Wszystkiego dobrego na święta!

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu - rzeczywiście jakoś tak natychmiast zrobiło się sucho, zastanawiam się nawet , czy podlewania nie odpalić>>

    Laura - :))))))) niemożliwa jesteś:)))

    Fanaberia - nie wiem co to za płeć, aż tak dokładnie to nie mam chęci ich oglądać:)))dziękuję za życzenia:)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy