ale wtopa!

/
18 Comments
opowiem Wam dzisiaj historię jak to Martusia postanowiła być asertywna i co z tego wynikło...

uwaga, nakreślam tło: kiedy jadę do przedszkola Karolinki, muszę z bardzo ruchliwej ulicy ( wiodącej do Wału Miedzeszyńskiego - dla nie wtajemniczonych: Wałem najłatwiej dostać się do centrum tudzież innych dzielnic Warszawy - więc codziennie rano pędzi w jego kierunku sznur samochodów wszelkimi możliwymi drogami dojazdowymi, w tym ulicą wspomnianą przeze mnie powyżej) skręcić w uliczkę tak wąską, że dwa samochody nie są w stanie się wyminąć. jeden musi ustąpić. zwykle ja ustępowałam pierwszeństwa samochodom wyjeżdżającym, co wymagało ode mnie wyjechania tyłem na tę właśnie ruchliwą ulicę i przytulenia się do przystanku autobusowego. jeszcze jedno: nie ma tam żadnego znaku regulującego kwestię pierwszeństwa.

dzisiaj skręciłam i zobaczyłam, że z naprzeciwka nadjeżdża zielone auto. kierowca nawet się nie zawahał, tylko pruje dalej. stanęłam. czekałam, co zrobi tamten.myślę - cuda się zdarzają:)
tamten podjechał mi pod samą maskę. pokazuje, żeby się cofnąć. ja patrzę do tyłu i myślę: tobie łatwiej cofnąć się w pustą uliczkę niż mnie na ruchliwą ulicę... kręcę głową, że się nie cofnę (pierwszy raz w życiu!). na to tamten kierowca - kobieta - puka się w czoło. jeśli ona - to ja też ( wstyd, Martusiu, ale po prostu nie pomyślałam, tylko też się puknęłam ) nareszcie cofnęła. przejechałam. ale cóż to - ta kobieta wysiada z samochodu i coś mówi... odkręciłam wiec szybę i słyszę " co pani sobie wyobraża@!!!!! itd, itp.... no to ja też zaczęłam mówić, że jej chyba łatwiej się cofnąć...
chyba się wcale nie zrozumiałyśmy, bo zaczęłyśmy mówić równocześnie....

wróciłam do domu wstyd mi było, że wdałam się w pyskówkę...ale to nie koniec... zobaczyłam, że moja sąsiadka ma taką samą grzywkę, jak tamta poranna kierująca...
pewności nie mam, ale....... na złodzieju czapka gore! chyba zaszyję się w domu na dwa lata (w najlepszym wypadku)

tak mi się skończyła chęć na bycie asertywną:)
wydaje mi się, że miałam rację, ale teraz czuję się jak nędzny robak...
Radek mówi: daj luz. zrobiłaś, co uważałaś za słuszne i bezpieczna dla ciebie i dzieci, a że to może była sąsiadka... trudno. nie będziesz z tego powodu ustępować jej we wszystkim i przepraszać, że żyjesz...

cóż tego. teraz będę o tym myśleć przez kilka najbliższych dni, a brak pewności, czy to była ona, czy tez nie chyba przyprawi mnie o zawał...

ale kto by to nie był - szkoda wdawać się w awantury. może zmienię godzinę jazdy do przedszkola?
do licha... to sobie narobiłam




You may also like

18 komentarzy:

  1. Ja też się przejmuję (niepotrzebnie) takimi rzeczami, nie mogę spać w nocy a potem okazuje się, że nikt nawet na to nie zwrócił uwagi...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też mam tak samo.
    Byle co rozpamiętuję wiekami :(
    A Wałem Miedzeszyńskim pomykam często. Do biura jadę ;)
    Ale mam to szczęście, że ja jadę w przeciwnym kierunku niż reszta ;) Pod Falenicę mknę,z Mokotowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. nieważne kto miał rację...obie pewnie czujecie się z tego powodu paskudnie...nie cierpię takich sytuacji bo mam dość porywczy charakterek i zdarzały mi się okropne złośliwości względem innych kierowców a tfu, czasem niepotrzebnie się człek uniesie a potem dużo czasu upłynie nim powietrze zejdzie ;) Głowa do góry Martuś, ona (znaczy sąsiadka) też powinna trochę podumać...
    Kiedyś wieczorem wracalam od Mamy i dojeżdzając na parking jest łuk w lewo. Jadę widze miejsce po lewej stronie, zwalniam zatrzymuję się bo stoi na prawej krawędzi jakaś sierota i pisze esemesy, pisze dalej to ja siup na miejscówkę i juz w lusterku widze, ze awantura gotowa...Jak mnie Baba nie zrypała...Ja jej nie pozostałam dłuzna i obie ruszyłyśmy do tej samej bramy...no zdarza się...:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja kiedyś pokazałam język komuś kto mi wpakował się na ulicę i jeszcze awanturował- to chyba gorsze niż popukanie w czoło? :) Mam nadzieję pocieswzyłam (też się takimi bzdurami przejmuję :)) Nie martw się, kiedyś bedziecie się obie z sąsiadką z tego śmiać - zobaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podejrzewam, ze poranny ruch na drogach stolicy mozna porownac do kolejki do check-inu na samolot tanich linii do Polski. Nienawidze, raz sie tam wlasnie dalam wciagnac w pyskowke. Do tej pory jestem zla jak sobie przypomne. Nie martw sie luz i glowa do gory tak to czasem bywa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Marto nie przejmuj się aż tak bardzo , było , minęło. To się zdarza i nic na to się nie poradzi.
    Ja się cieszę , bo tutaj to od uprzejmości można zgłupieć:))) , nawet kierowca autobusu dziękuje za przejazd:)))
    Głowa do góry.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też bym się tym gryzła, ale jakoś mi wychodzi, że Ty miałaś rację, jej było łatwiej się wycofać, a że powiedziałyście sobie od serca, to już inna historia. Cóż z tego, że sąsiadka, pewnie ona też teraz się zastanawia nad zmianą koloru włosów, fryzury i kupnem nowego płaszcza (jeśli nie samochodu ^^), żeby nie zostać rozpoznaną przez sąsiadkę, która obsobaczyła... ~^^~

    OdpowiedzUsuń
  8. aj, ludzie maja różne wpadki, ja na przykład, zamiast zapłacić za bilet pieniędzmi, wyjąłem z kieszeni zamiast portfela... kilka guzików ;D to była wtopa, nie przejmuj sie !

    Pozdrawiam: Przemek
    www.szydelkowo.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Przejmować się tu nie ma czym. Co się stało juz się nie odstanie i rozpamiętywanie sprawy nie wyprostuje. A wątroby szkoda ;)
    Panowanie nad emocjami czasem nie wychodzi i każdy człowiek o tym wie. Sąsiadka też ;) Tu jedna wina rozkłada się na dwie osoby, to tak jakby jej wcale nie było ;)
    A na podniesiony głos rozmówcy dobrze jest reagować głosem przyciszonym i spowolnionym. Łagodzi emocje. Tylko trzeba sobie o tym w odpowiednim momencie przypomnieć ;))) a nie jest łatwo :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocurek ma rację... od nadmiaru uprzejmości może się niedobrze zrobić. U mnie też tak jest ;o/ czasem mi się z piersi wyrywa jakaś odpowiednia wiązanka ale zanim zdążę gębę otworzyć już slyszę "Sorry" od tej drugiej osoby i tylko się w język gryzę i oddycham glęboko żeby mi para uszami nie poszla ;o)

    Nie przejmuj się. Jak sąsiadka, to się jej należalo. Następnym razem pomyśli zanim zacznie się w czolo stukać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Radek mówi, że sąsiadka też mogła mnie nie poznać.... tak często się widujemy, że hej :)
    dzisiaj w ogrodzie to chyba będę przemykać jak cień. no może troszkę zasilę żywopłot, żeby szybciej urósł:)
    jesli przeżyję dzisiejszy dzień, to jakoś pójdzie dalej. w razie czego będę palić niemca:)

    OdpowiedzUsuń
  12. się kobieto przejmujesz, olej to, po co tworzyć sobie dodatkowe zmartwienia ;)
    ty próbujesz być miła, a takie chamy nie dość, że to wykorzystają, to jeszcze będą miały pretensje, że za wolno cofasz. Jak mnie kiedyś facet chciał na przejściu rozjechać (ciekawostka, w warszawie kierowcy przed przejściem przyśpieszają a nie zwalniają), to nie dość , że nie przeprosił, to jeszcze mnie ochrzanił, że chodzę w ciemnej kurtce :/

    OdpowiedzUsuń
  13. mąż ma rację :P Nie przejmuj się :]

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak to dobrze,ze ja nie mam prawka!Jak dla mnie wykazałaś się wysoką kulturą osobistą i zdrowym rozsądkiem,małżonek ma rację. Jakoś mi trudno sobie wyobrazić cofanie pod inne samochody,jeśli ktoś z naprzeciwka może się cofnąć w pustą uliczkę.Jakbyś jej dopuckała to byłoby się czego wstydzić,a tak... ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Na pewno nie powinnaś się przejmować. Miałaś prawo poczuć zdenerwowanie. W autcie były przeciez dzieci, droga ruchliwa, krajowi kierowcy włączających się do ruchu, czy wykonujących manewry traktują jak chorobę - udają,że nie widzą. Niemniej jeśli Cię to gryzie - podejdz do sąsiadki i po porstu powiedz: Wydaje mi się,że obiec nieco zaszalałyśmy za kierownicą.
    Wierz mi, będzie zdumiona,bo tak jak dziewczyny piszą, ona pewnie się też gryzie. Spokojna rozmowa nikomu nie zaszkodziła. A jeśli się rzuci na Ciebie - no cóż, będziesz pewna,że mialaś rację. Dla mnie sąsiedzi są bardzo wazni,ich częściej niż rodzinę proszę o przysługi. Uważam,że złe uczucia można łatwa przerobić, stąd moja propozycja, ale to tylko propozcyja :-) Z doświadczenia wiem,że może z tego wyjść coś dobrego!
    Sama toczyłam wojnę domysłów o murek jaki postawiliśmy koło domu, a jaki podobno przeszkadzał
    sąsiadom...i podobno jest tu najważniejsze.
    A co do samych przepisów jeśli nie ma oznaczenia - dla mnie jest jasne,że jesli ulica jest wąska na jedno auto, ustępuje ten, który jedzie w tzw. górę ( podobnie jak w górach, na rzece itd.)Doł ulicy to jej początek, góra - koniec.Być może to głupie przeniesienie zwyczajów z łażenia po górach, ale u mnie działa :-)))

    OdpowiedzUsuń
  16. chyba jednak wezmę ją na przeczekanie.... pozłości się, a potem, kiedy emocje opadną to znowu będziemy budować sąsiedzkie stosunki.

    dlaczego chcę tak zrobić? bo kiedyś, włączał nam się alarm na budowie trzykrotnie w ciągu nocy, bo jakaś menda tam się włamała...sąsiadka wezwała straż miejską, żeby zrobiła z nami porządek, bo niepoważni jesteśmy. właśnie tego dowiedziałam się nazajutrz, kiedy postanowiłam przeprosić ją za niedogodności. no i przy okazji dowiedziałam się, że w tej okolicy włamań nie było, dopóki nie rozpoczęła się nasza budowa....
    dlatego niech się chwilowo kisi we własnym sosie. i tak raczej nie rozmawiamy, poza zwyczajowym powitaniem, bo ona raczej do ogrodu nie wychodzi... wszelkie sprawy załatwiamy z jej mężem

    może i powinnam ustąpić, no ale trudno: stało się.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie martw się! Ja mam podobną sytuację u mnie na ulicy. Przez parkujące na niej samochody często dochodzi do scen z piekła rodem. Wolna amerykanka można by powiedzieć.
    A Wału też nie lubię jeżdżę nim jak muszę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Martuś, szkoda czasu i nerwów na takie rozpamiętywanie. A sąsiadka pewnie nawet nie pamięta już wydarzenia. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy