cienizna….

/
13 Comments

co tu dużo kryć: obijam się ostatnio bezwstydnie.

przynajmniej tak to wszystko wygląda, jeśli spojrzęc na to z boku…. ja oczywiście mam wrażenie, że spracowana jestem okrutnie. a wszystko przez to, że dopadł mnie stan nazywany przez pewną znajomą trafnie: szwędaczka (szwendaczka?)

w moim przypadku polega to na tym, że wychodzi sobie człowiek spokojnie z dziecięciem, kawusią i robótką do ogrodu. słońce świeci, dziecina łaskawie zajmuje się sama sobą w pisakownicy, tudzież zrywa kwiatuszki do malutkiego, słodkiego bukiecika. słowem – sielanka i pełen relaks

dziergam parę rzędów… w dalszym ciągu jest cudownie….

jeszcze rządek i może łyczek kawki…

i tu się zaczyna: do picia kawki muszę oderwać wzrok od robótki i pozwalam mu błądzić sobie swobodnie… zaraz, zaraz! czy ja tam widzę takie paskudne chwasty, które lada chwila się rozsieją? dokładnie tak, to one. podnoszę się więc i biegnę do chwastów, urządzam im małą destrukcję i wracam na miejsce. hola, hola – nie tak szybko – brudne ręce – trzeba umyć. idę do domu. myję. chcę wychodzić i widzę plamę z soku na podłodze – trzeba zetrzeć, bo potem zaschnie i będzie jeszcze gorzej. wycieram, wracam. w międzyczasie dziecko chce pić. znowu mycie rąk, picie, wychodzimy.

siadam. biorę robótkę i w połowie rzędu zerkam na rododendrona. ha, jakoś tak mu listki oklapły. trzeba podlać. podlewam.

mogłabym mnożyć przykłady w nieskończoność.

i tak przez cały dzień. nie mogę usiedzieć w miejscu, bo jakoś tak zaraz dźga mnie wyrzut sumienia, że ja sobie siedzę a tu praca nie zrobiona. i na próżno sobie tłumaczę, że choćbym stanęła na głowie, to w ciągu jednego dnia nie dam rady ze wszystkim…

teoretycznie to ja to wszystko wiem , ale ciągle działam według schematu - kiedy zrobię wszystko, to sobie odpocznę. tylko, że rzadko miewam poczucie , że wszystko zrobiłam.

w efekcie biegam cały dzień, jestem zmęczona, a nic konkretnego nie zrobiłam. brak widocznych efektów mojej pracy frustruje mnie jak …. sami wiecie co.

w bólach wielkich wydziergałam rękawki do Listowia., oczywiście myliłam się chyba ze sto razy… ale chyba mi się podoba.:)

można narzekać, że drugi raz pokazuję podobne ujęcie, ale dla mnie jest różnica – tutaj mamy plecki po blokowaniu, z przyfastrygowanymi rękawkami, więc widać ich ostateczny kształt…

wiosna 09 411

nawet nie mam siły jej dzisiaj porządnie zszyć…

“pomyślę o tym jutro…”

pozdrawiam



You may also like

13 komentarzy:

  1. Listki śliczne! Ja mam tak samo (to znaczy nie, że zauważam, że listki oklapły albo że chwast porasta grządki, z tego jestem noga stołowa) - oskarżam się ciągle, że marnuję czas. Dwaj niemcy mówią na to, że nalezy sobie wyznaczyć zadanie (duże małe obojetnie - tyle żeby skończyć w czasie który mamy ale się nei urobić) a następnie _NAGRODZIĆ SIĘ_ bo inaczej wszystko nie ma sensu. Tak jest parę sprzeczności które sprytnie pominęłam bo w końcu trzeba patrzeć pozytywnie:) Jak ja bym chciała wiedzieć coś o ogrodnictwie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu - właśnie widzę, że takie chaotyczne bieganie (i na dokładkę nie uwzględnianie czynnika ludzkiego, czyli zmęczenia)to tylko mnie złości i mam poczucie, że nie panuję nad tą całą "firmą " domową:) chyba dzisiaj antheę poczytam dla podbudowania morale:)a ten motyw za nagradzaniem siebie to mi się bardzo podoba:)))
    a co chciałabyś wiedzieć o ogrodnictwie ? z tego, co udało mi się podejrzeć za Twoimi pleckami, to nie masz powodu do narzekań....

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam bo mama ma problemy ze spaniem i skoroświt zakrada mi się po sąsiedzku do ogródka i robi za krasnoludka. Jak przestanie chyba plastikowe rośliny zasadzę (no chyba że miałaś na myśli modrzewie? te to same rosną:))
    Co ja bym chciała wiedziec? Oj nie wiem kompletnie nic, nawet nie wiem czego konkretnie nie wiem ech..
    Jak się nie będziesz nagradzać to po diabła wogóle cokolwiek robić, w końcu nie jesteśmy tu za karę ;) Uśmiałam się ostatnio bo na naszej klasie dostałam zaproszenie do jakiegoś konta fikcyjnego "Perfekcyjna pani domu" normalnie ale trafili ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. oj trafili, trafili:)
    ja się chyba zakradnę skoro świt i tę Twoją Mamę porwę normalnie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może i cienizna ale przynajmniej dbasz o rozwój akcji ;)))) Teraz tylko przody - pójdą migusiem :}}}

    OdpowiedzUsuń
  6. Spręzyna - sprawdż skrzynkę:))

    OdpowiedzUsuń
  7. ...a Ty sprawdź swoją ;)))))) DZIĘKI RAZ JESZCZE

    OdpowiedzUsuń
  8. Aj, no, bo tak to bywa... to to, to tamto, i człowiek ma tysiąc innych spraw na głowie...

    a listki, nawet, nawet sie prezentują :)

    Przemek

    OdpowiedzUsuń
  9. Też bym chciała wiedzieć cos o ogrodnictwie. I mieć ogród też bym chciała! *^v^*
    Też tak biegam, bo wciąż mi się wydaje, że jak robię coś, to inne cosie na tym cierpią, więc łapię się za kilka rzeczy na raz i między nimi krążę, ech...
    Listki piękne, dziergaj, dziergaj! ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Listki są piękne! Nie mogę się doczekać reszty.
    Na szczęście nie mam dużego domu z ogrodem, bo też tak mam :/ I w dwupokojowym mieszkaniu latam jak kot z pęcherzem

    OdpowiedzUsuń
  11. No czyli wszystkie juz tak mamy , biegamy , latamy a ciągle mamy wrażenie ,że coś tam nie skończone i niezrobione.
    Ech...szkoda ,że nie mam ogrodu ...bo już dawno bym tam jak rolnik siedziała...wielu pożyteczności nauczył mnie mój tata (zapalony działkowicz) , no nic to, może jeszcze marzenia się spełnią i ogród prawdziwy mieć będę.
    A listki urocze:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Fiubżdziu - jeśli Ty jako siła fachowa biegasz tak samo jak ja, to uznaję to za zachowania mieszczące się w granicach normy::)))

    Brahdelt - no właśnie o to chodzi - o takie bieganie pomiędzy zaczętymi sprawami - wszystko rozgrzebane, a finału brak... a co do prac ogrodowych - mam propozycję (hehehehe)
    przyjedz do mnie , to nauczę Cię jak zakładać trawnik:))

    Kocurku - wierzę w to, że kiedy się bardzo czegoś chce, to koniec konców, osiąga się cel:) pielęgnuj więc swoją wiedzę ogrodniczą:) szkoda, że jesteś tak daleko, bo mogłabym również i Ciebie zaprosić
    na " trawnikową" imprezkę :))))
    wiem, wiem - wredna jestem:)

    Przemo - ja również doszłam do wniosku, że mogą być - te będą w wersji woisenno-letniej chyba. już myślę nad wersją zimową:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Listki super!
    Zresztą wszystkie Twoje prace są urokliwe.
    A co do codziennych przymusów - albo się je pokocha, albo będzie walczyć. Lepiej to pierwsze - po prostu takie jesteśmy :-)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy