dziwnie…

/
18 Comments

zostałam opuszczona przez dziecko większe czyli Karolinkę i czcigodnego małżonka. pojechali na obóz płetwonurków. nie myślcie jednak, że wzięłam sobie za męża chłopa który interesuje się w nadmiarze sportem – nic z tych rzeczy – sport, a najchętniej koszykówkę to on uprawia siedząc z kolegami przed x-boxem, zakalec jeden. wyjaśniam więc o co chodzi: mój Teść przez dość długi czas nurkował i zabierał ze sobą na obozy własne dzieci ( bo w ogóle ten cały obóz przypomina cygański tabor. nurkują mniej więcej cztery osoby, a cała reszta to żony, dzieci , babcie, siostry itd) i tak już zostało. jeśli tylko obóz jest organizowany – Radek jedzie. pomaga tam w miarę możliwości na tzw “ obstawach”.

i tyle słowem wstępu.

i co? i jakoś tak dziwnie jest… a jeszcze niedawno siedziałam i narzekałam, że zmęczona jestem, że psyche mi siada, bo wiecznie mam do siebie przyklejone dzieci …

wyszło na to, że wredna kłamczucha jestem, która nawet sama przed sobą nie potrafi przyznać się do tego, że jest ciężko zakochana we własnych dzieciach . a wczoraj w nocy to już szczyty durnoty miałam – zaczęłam sobie wyobrażać moment, kiedy dziewczynki urosną i pójdą w tzw. świat. skończyło się oczywiście potokiem łez:) jakieś hormony płaczliwe mi chyba szaleją.

ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że chociaż mam więcej czasu dla siebie, to jakoś tak przecieka mi on pomiędzy palcami. przecież powinnam niemalże przyrosnąć do drutów , bo wieczory mam teraz długie - Ala chodzi wcześnie spać. jakoś tak dziko jest: mogę robić niemalże wszystko, a siedzę jak ta sierota ostatnia. albo robię gruntowne porządki nie wiadomo po co i na co. drażni mnie sytuacja takiego rozmamłania kompletnego. troszkę pocieszam się, że to okres adaptacji do nowej sytuacji, bo od dwóch lat nie rozstawałam się z dziećmi na dłużej niż kilka godzin.

jedyne do czego się niemalże zmuszam to ten sweterek dla Karolinki. chwilowo w stanie mocno niewyjściowym, więc nie robiłam zdjęć, żeby nikogo nie zrażać:)

no i trenuję filcowanie, ale chwilowo bardzo oszczędnie

to są misie, które chcą zostać breloczkami do kluczy, kiedy dorosną:) nazwałam je okrutnie Azja I i Azja II, ze względy na planowaną technikę mocowania – wiem, jestem okropna… ale skojarzenie było zbyt silne….

oto Azja I w mojej ulubionej róży (ulubiona jest dlatego, że jej płatki do nadają się do dodania do nalewki owocowej, którą właśnie na dniach muszę nastawić)

ac 380 ac 381

a tu zdjęcie grupowe:

ac 390

i to jest wszystko ,co udało mi się zdziałać do tej pory.

pozdrawiam



You may also like

18 komentarzy:

  1. Niebieski miś ma nieco upiorny wyraz twarzy, jak z japońskiego horroru... *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  2. Brahdelt - kobieto! Ty mi nie pisz w nocy takich rzeczy! bo od razu jak żywe stają mi przed oczami wszelkie okropieństwa, a sama spię:)))
    no, może rzeczywiście ma trochę demoniczną osobowość...ale rano o tym pomyslę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Noo, niezłe misie, braaawo ! :) :D
    Brahdelt ma rację :D Ty, tam uważaj na tego niebieskiego :D

    Pozdrawiam: Przemek
    www.szydelkowo.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Przemek - no i macie! idę wywalić go na dwór, bo mi się laleczka chucky przypomniała:))))) prawie na jedno wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nic nie napiszę o pierwszej części postu, bo moje dziecko jedzie w tym roku pierwszy raz na kolonie buuu, buuuuuuu...
    Ale chciałam zapytać o ten sweterek, co to za wzór?
    Właśnie szukam jakiegoś dla siedmiolatki :)
    Będę wdzięczna za jakieś namiary.
    Pozdrawiam- Kasia

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasiaba1 - no tak, wychodzi na to, że okres wakacyjny jest wyjątkowo ciężki dla rodziców...a jeszcze trzeba udawać przed dzieciakiem, że nic człowieka nie rusza:)
    co do sweterka - proszę:http://cache.lionbrand.com/patterns/70807AD.html
    ja robię z bawełny supreme, nieco cieńszej niż oryginalna włoczka
    pozdrawiam i trzymam kciuki za te kolonie:))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję, w życiu bym nie wpadła że to Lionbrand :)
    Chyba mam nawet odpowiedną włóczkę na ten sweterek.
    Na razie zaczęłam coś innego ale ten chyba będzie następny w kolejce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Od razu Azja, a za uszko nie można ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze wiem, co czujesz. Kiedy moja córka po raz pierwszy pojechała sama do dziadków, to ja jak tylko zamknęły się za nią drzwi, wpadłam w taki ryk, że aż strach. W domu panowała cisza, nie do zniesienia. Trudno mi było to wytrzymać i nie mogłam się do tego stanu rzeczy przyzwyczaić. A teraz znowu mnie to czeka, bo Zuźka wyjeżdża za tydzień:( Czasem męczą mnie panujące w domu wrzaski, biegi etc., ale wolę to niż tę wszechogarniającą ciszę. Dodam, że włączenie radia albo tv, nie pomaga:/

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasiaba1 - u mnie w kolejce czeka już następny taki dla Ali:) bo oczywiście obie frużki muszą mieć takie same:)))

    Barbajatoja - no mówię, że bywam okropna:) ciemna strona mocy daje o sobie znać, jakby nie patrzeć:)))

    Rene - no właśnie! jest tak jak mówisz. a dla mnie to właśnie ten pierwszy raz jest, stąd to rozbicie.
    idę skosić trawę, to mnie zajmie na jakiś czas:) chyba, że wcześniej padnę z powodu udaru słonecznego:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mysza,tak to jest jak człowiek z kieratu wypadnie. Głupje z nadmiaru wolności i nie wie co ze sobą zrobić ;). Dobrze,że się wypowiedziano na temat misia i nie czuję się odosobniona w odczuciu. Zamknij niebieskiego na klucz ,bo węszę problemy. Anemia i te sprawy ;))))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Skąd ja to znam , te wzdychania i ciche szlochy kiedy dzieciaki wyjadą...pusto jakoś i cicho.

    Misie urocze i jakoś nie dowidzę upiornego charakterku:)))

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Laura - spoko, sezon na czosnek się zaczął:)żadna stwora mi nie podskoczy:)

    Kocurku - nie dość, że cicho w tym domu to i jeszcze niemrawo:0
    ja też nie widziałam nic złego w misiu, ale ja to się na ludziach tudzież innych stworzeniach nie znam:)kiedy teraz na niego zerkam, to rzeczywiście taki mega przyjazny i dobrotliwy to on nie jest;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A nie można by tych misiów od góry powiesić? Tak trochę makabrycznie będą dyndać główkami do dołu ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja chyba też wieszałabym misie za głowę-nie wiem,czy to mnie drastyczne czy nie, ale chyba będzie wyglądało nieco lepiej...niż zaglądanie im w kuperki :)
    Tęsknotę rozumiem i sama staram się nauczyć,że za rok moje dziecię może mnie opuścić i pojechać gdzies w cholerę...np. na studia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. już wyjaśniam jak to będzie z mocowaniem miśków: zamiast zaostrzonego pala użyłam igły dziewiarskiej z woskowanym sznurkiem i zadziałałam konkretnie: sznurek wychodzi na czubku główki:) i tam też będzie zrobione uszko do powieszenia, więc będą dyndać we właściwej pozycji:))

    Fanaberia - tak mi się właśnie wydaje, że sprawy "dzieciowe" trzeba racjonalnie, na zimno sobie przepracować, bo toż to można w nerwicę ciężką popaść... ja widzę, że to tylko pod górkę będzie i "im dalej w las, tym więcej drzew"

    OdpowiedzUsuń
  17. A mnie się ten niebieski podoba! Charakterek u niego widać gołym okiem, czyli nic cię nie zaskoczy :D To na te słodko uśmiechajace się trzeba mieć baczenie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Jo_ann44 - to prawda, ze uczucia ma wypisane na twarzy:) obłudny nie jest na pewno:)))))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy