wielka wyprawa, część pierwsza

/
5 Comments

no dobrze, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - odpoczęłam po właśnie zakończonych wakacjach i wracam do świata żywych ( bo kiedy wysiadłam w końcu z samochodu po 24 godzinach podróży, to raczej do świata upiorów się zaliczałam albo innych zombie)

a podróżowałam tak z pięknej Toskanii…

trudno mi tak od razu napisać co tam robiłam, bo wrażeń było tyle, że jeszcze mi to wszystko wiruje przed oczami i wcale nie chce wskoczyć do odpowiedniej szufladki w głowie – światło, kolory, zapachy i smaki, ludzie - tańczą razem w szalonym korowodzie… w dalszym ciągu pozostaję pod wielkim wrażeniem, a może szoku? wzystko było tak inne, takie wręcz nieprawdziwe w swojej odmienności…

ot, oderwali Martę od garów i biedaczka w obłęd popadła :))

a zaczęło się nieciekawie ; moja Teściowa zamówiła dla nas pokój w mieście San Vincenzo. Pokój miał znajdować się w willi nad samym morzem.

po dojechaniu na miejsce (również po 24 godzinach w samochodzie) okazało się, że nie jesteśmy oczekiwanymi gośćmi i miejsca dla nas nie ma i nie będzie, bo wszystkie pokoje są zajęte. w tym miejscu wypada wspomnieć, że Teściowej z nami nie było, bo miała dojechać za dwa dni. cud miód i malina po prostu. Teść się wścieka, bo oczywiście go oszukano, Szwagierka jest zła jak osa, bo tak wypadło, dzieciaki piszczą, a jak padam na twarz. recepcjonistka szuka zawzięcie – nie ma. w końcu olśniło mnie – i mówię: proszę szukać w rejestrze przelewów bankowych, tam musi coś być. miła Pani szuka ponownie. nie ma. telefon do Teściowej: kobieto - z jakim tytułem, z jakim nazwiskiem puściłaś zaliczkę? nie wiem….

sprawa nareszcie znalazła szczęśliwe zakończenie : przelew i rezerwacja były. okazało się, że Teściowa zarezerwowała pokój poza miastem, w innej willi (na szczęście właściciel był ten sam:) a jaka była przyczyna? myśląc o willi w mieście, napisała maila z prośbą o rezerwację i wysłała go na adres tej podmiejskiej. i jeśli treść brzmiała mniej więcej tak: chcę zarezerwować miejsce w Twojej willi, to sprawa dla właściciela była oczywista… spakowaliśmy się więc z powrotem do samochodu i grzecznie pojechaliśmy do “naszego “ pokoju.

i jest nauka dla żuka: bądź precyzyjny i wszystko sprawdzaj pięć razy

skończyło się tak, że zaproponowano nam przeprowadzkę do miasta po tygodniu, kiedy zwolni się miejsce, z czego skorzystaliśmy.

ale i tak nie było źle:))

po tych nerwach nie mieliśmy na nic siły…. moczyliśmy się więc w morzu długo i zajadle . widziałyście kiedyś rybę przyrządzoną w solnej skorupce? tak mniej więcej wyglądałam ja, zanim nie uświadomiłam sobie, że po kąpieli w morzu trzeba koniecznie iść pod prysznic… woda była baaardzo ciepła i tak słona, że wypierała ciało do góry. nie trzeba było wcale ruszać nogami podczas płynięcia, a i tak człowiek utrzymywał się na powierzchni

ac 462

ac 396 ac 484

ac 483

a nocami spełniałam swoja marzenia o byciu obserwatorem dzikej przyrody:

ac 433

ac 455

wypasiona, czyż nie?

na drutach robiłam w tym okresie niewiele, bo dzieciaczki były tak podekscytowane, że biegały w jedną i w drugą stronę jak nakręcone – aż przyjemnie było patrzeć, jak bardzo się cieszą – zwłaszcza Karolinka ( z tej radości to się prawie w skoczka pustynnego zamieniła, podskakiwała jak na sprężynie)

i tak minął nam pierwszy tydzień wielkich wakacji

ciąg dalszy nastąpi…..



You may also like

5 komentarzy:

  1. Haaa... no, no, nudno nie było ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ogromnie ciekawa dalszego ciągu. I cieszę ,że mieszkam tylko 11 godzin od tego uroczego zakątka.
    Jako że kochamy tą wiejską Toskanię, zamieszkujemy na zabitej dechamy wsi. Wodę mamy jedynie w basenie :)
    Jestem bardzo ciekawa włóczkowych zakupów :)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przemku - stanowczo nie było nudno! głównie dlatego, ze w pierwszym momencie oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością:) po odpoczynku wszystko wyglądało o wiele lepiej. koniec końców było bardzo dobrze!

    Fanaberia - ja też jestem zwolenniczką wiejskich klimatów. san vincenzo to za bardzo machiną do wypoczywania mi pachniało... ale nie wybrzydzam, bo pojechałam tam jako gość:)
    znalazłam oczywiści sklep w sienie i oczywiście rozum mi odjęło, a wraz z nim zdolność do jakiejkolwiek komunikacji. na szczęście właścicielka zgarnęła mnie ze sobą za ladę:)
    na pewno pojadę jeszcze raz z męzem czcigodnym. zachorowałam na toskanię

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne miejsce na wypoczynek:) Koniecznie napisz dalszy ciąg relacji z Toskanii i proszę o fotki, fotki..., zarówno uroczych zakątków, jak i pięknych (jak mniemam) włóczek. Pozdrówka~_*.

    OdpowiedzUsuń
  5. Och jak pięknie! I dzieci takie szczęśliwe! Czekamy na dalszy ciąg!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy