jestem z miasta…

/
5 Comments

a tak naprawdę to ciągnie mnie w stronę kufajek, nawozu i gustownych kaloszy zwanych niekiedy gumofilcami… brzmi dziwnie?

popatrzcie na te słodziaki, a same zrozumiecie:) ja jestem ciężko zakochana, od pierwszego wejrzenia:)

to są nasze polskie alpaki, pochodzą z hodowli Pani Marty z Konina. wychodzi więc na to, że moja wizja hodowli czegoś wełnistego nie jest tak bardzo odległa i nierealna, jak mogłoby się wydawać. jest tylko jeden szkopuł: chyba nie wyżyłabym ze sprzedaży wełny…. bo najchętniej przerobiłabym cały surowiec sama:) swoją drogą, ciekawe, co pani Marta robi z wełną? hm……..

w alpakach spodobało mi się jeszcze jedno – mają charakterek:)

“ Jeśli zwierzę jest ekstremalnie niezadowolone z zachowania hodowcy, może zaatakować śmierdzącą, zieloną breją. Zapach jest tak okropny, że wielu hodowców woli mieć do czynienia z odchodami alpaki niż z pluciem i śliną.”

chyba nikt nie odważy się na znęcanie się nad alpaką:))

o alpakach można poczytać więcej tu i tu

ten wpis jest tylko pozornie “od czapy”, to etap nastawiania się do dziergania z wełny alpaki właśnie – będzie kolejna Laminaria, tym razem czerwona:) była Zielenica, to teraz czas na Krasnorosta. p

poza tym dzisiaj potrzebuję czegoś miłego ,jako odskoczni od życia. okazało się bowiem ,że właściciel przedszkola do którego chodzi Karolinka, podsunął nam do podpisania umowy na tak bandyckich warunkach, że aż ciężko mi w to uwierzyć… i teraz zgryz mam potężny – właściwie należałoby odwrócić się na pięcie i zabrać dziecko z przedszkola, a z drugiej strony, Karolinka chodzi do przedszkola bardzo chętnie, bywa, że wstaje skoro świt i dopytuje, czy pani Matylda już jest w przedszkolu, i czy możemy się już ubierać? na razie czekamy na opinię z Urzędu Ochrony Konsumentów, gdzie sprawa została skierowana przez Radę rodziców.

mam nadzieję, że wszystko się ułoży. w międzyczasie popatrzę sobie jeszcze na alpaki



You may also like

5 komentarzy:

  1. Alpaki, choć mają świetne runo, bałabym się hodować (to plucie!) ale nad owcami pracuję. Właściwie pracuje nad mężem, żeby zrozumiał, że owca to ekologiczna kosiarka z włóczką na grzbiecie - dla niego koszenie, dla mnie włóczka ;-)
    Jak się nie uda, to może choć królik angor - podobno też można to prząść... Pozdrawiam i życzę realizacji planów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Alpaki są cudowne. Słodkie do obłędu po prostu.
    Miałam kiedyś taki swetro-płaszcz z alpaki i był obłędnie ciepły - nie musiałam nosić płaszcza nawet gdy temperatura była bardzo bliska 0C.
    Piękny blog.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mogę je oglądac dosc często. Mieszkam bowiem o5 km. od ich zagrody,i miałam okazję je głaskac.I wcale nie pluja.....

    OdpowiedzUsuń
  4. e.gunia - ja też pracuję nad czcigodnym ,ale on jakiś odporny na tę wiedzę jest:) a z królikami to dobry pomysł, a jesli będę perfidna i wredna, to pokażę angorki Karolince i tatuś na pewno ulegnie:))

    Ewa - dziękuję za miłe słowa:) miałam przyjemność dziergać z alpaki i od tamtej pory się zepsułam:) mało co wydaje mi się tak mięciutkie i przytulaśne - ehhh......

    Mika - o, jak Ci zazdroszę! chyba zacznę alpako turystykę urządzać:))))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Tytuł pewnie usprawiedliwia,ale nie wszystko.Wydaje nam się że pisanie niesprawdzonych informacji,które innych wprowadzają w błąd,jest co najmiej nie na miejscu(dotyczy to alpak)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy