praca nad Kingscotem idzie pełną parą…przody wydziergane, poprawione, uprane. teraz muszą swoje odleżeć na styropianie, który służy mi za tańszy odpowiednik maty do blokowania:)

a w międzyczasie, jako że słowo się rzekło postanowiłam kończyć powolutku rozgrzebane prace… bo znowu pokusę mam… spodobał mi się ten model:

100_1569

robiła go Brahdelt, robiła Effcia, teraz moja kolej …

warto skończyć trzy (!) rzeczy, żeby móc się do niego dobrać (trzy rzeczy , a nie pięć, bo pięć to dla tych na wyższych levelach jest - i cele realistyczne miały być, żeby kolejna frustracja w ziemię mnie nie wbiła:)

i rzecz pierwsza już na wylocie

ac 766

kolejny wieszaczek kuchenny… jak widać , ćwiczę postarzanie przedmiotów. poza tym motyw wzorowany na dawnych , holenderskich kaflach chodził za mną już od dawna. i potrzebowałam małej zachęty, żeby to dokończyć:)

może to i nie na temat, ale lubię te wycinanki… i ostatnio znowu naoglądałam się pięknych rzeczy na innych blogach, więc motywacja do dalszych ćwiczeń jest

pozdrawiam

coś tam drgnęło…

zaczęłam wdrażać metodę Opakowanej – zanim zaczniesz coś nowego- skończ pięć innych rzeczy. czy wytrwam? mam szczerą nadzieję…

w ramach przyzwyczajania się do nowego, ulepszonego sposobu działania, wygrzebałam z najczarniejszych czeluści szafki kingscota. zaczęłam go dziergać chyba jeszcze w sierpniu… a potem okazało się, że ściągacze w przodach są jakby nierówne ( gdzie ja miałam oczy?) i to skutecznie zniechęciło mnie do dalszej pracy – już byłam gotowa do prucia. na szczęście po raz kolejny okazało się, że lenistwo popłaca, bo Weronika podsunęła mi rozwiązanie: ciapnij ściągacz, dorób co masz do dorobienia i przyszyj kitchenerem. genialne! bo jeśli miałabym robić te wszystkie bąbelki jeszcze raz, to byłabym zaprzeczeniem teorii, że robótki ręczne wyciszają i uspokajają.

tył już jest skończony:

ac 752

używam klasika w kolorze wiśniowym. kolor na zdjęciu jakimś cudem przypomina ten prawdziwy:) mam wrażenie, ze wychodzi przyzwoicie… trzymajcie kciuki:)

aha i jeszcze jedno: Dagmara wyczaiła e- dziewiarkę i tam można już kupić druty knit picks!

UPDATE: nie jestem w stanie napisać instrukcji do kitchenera - wydaje mi się, ze próby wytłumaczenia, co mam na myśli byłyby wymyślną torturą:) wydaje mi się, że tutaj jest to dobrze wyjaśnione

pozdrawiam


dopadł mnie ostatnimi czasy dziwny stan… tak mniej więcej od czasu pogrążenia się w egipskich ciemnościach, o czym pisałam wcześniej.

mam zbyt mało wszystkiego – a już najmniej czasu i cierpliwości… chyba mam nieczyste sumienie, czy coś w tym stylu, bo kiedy siadam sobie z drucikami na kanapie, najczęściej wygląda to tak, że zrobię jeden rządek, góra dwa i już podrywam się, i biegnę w najdalszy kąt domu. tam rozgrzebuję coś, bo właśnie przyszło mi do głowy np. sortowanie ubrań zimowych, zbyt małych itp. potem bardzo często przychodzi mi do głowy myśl, że miło byłoby spędzić dzień jakoś produktywnie, nauczyć się czegoś… biegnę więc do szycia (cały czas zajadle ćwiczę)… a moje lepsze ja zajmuje się w tym czasie nieletnimi…

efekt tego jest taki, że zaczęłam i skończyć nie mogę:

1. kingscot

2. cobblestone pullover

3.laminaria

4.alpine shawl

5. reading mittens

zgroza mnie ogarnęła , kiedy to wszystko sobie wypisałam. ciągle biegam, a wymiernych efektów bieganiny brak. jak chomik. kiszkowato troszkę:) chyba włożę sobie obciążniki do kieszeni, żeby siedzieć na miejscu i coś nareszcie skończyć

pozdrawiam

miałam w ubiegłym tygodniu…

pamiętacie serwisy informacyjne, gdzie podawano, że na Mazowszu ileś tam tysięcy gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu? to było również i o mnie… prawie dwa dni trwała ta zabawa. było naprawdę interesująco: nie działał piec c.o , nie było wody (bo mamy własną studnię) – nie było nic. nawet droga zrobiła się nieprzejezdna, bo młode brzózki rosnące sobie spokojnie na skraju nagle padły na twarz, przygięte pod naporem śniegu. słabo?

ale nie na darmo człowiek do harcerstwa należał… w kominku rozpaliłam tak, ze prawie w odrzutowiec się zamienił i utrzymywałam płomień “na wysokości przelotowej”, uzyskując oszałamiającą temperaturę 18,5 stopnia (z czego jestem dumna szczerze), a ze śniegu zebranego w ogrodzie pozyskiwałam wodę do …. innych , poza spożywczymi, celów.

ale kiedy już było po wszystkim… było cudnie… w pierwszej chwili nie dowierzaliśmy szczęściu, które nas spotkało, a potem strzeliliśmy sobie wszyscy po kolei gorącą kąpiel z dłuuuugim namaczaniem…

a Przemek wyczuł chyba pismo nosem i na pociechę przyznał mi wyróznienia, za które serdecznie dziękuję

aaa

a w związku z tym, że zrobiło się chłodniej, wzięłam przykład z Rene i zabrałam się za dzierganie czapeczek dla małych, odkładając wszystko inne na bok (i dopychając kolanem, bo na tym “boku” to już się drzwiczki nie domykają)

ac 725ac 731












wzór to Berry Baby Hat, w moim wydaniu nie bardzo baby, ale wydaje mi się ,że wyszło sympatycznie:)

pozdrawiam

dobrze, że mamy wolne… dobrze, że nie robiliśmy wielkich planów… dobrze, że nie mamy zobowiązań towarzyskich w tych dniach… dlaczego? a dlatego, że wytoczyłam ciężkie działa w wojnie z przeziębieniem, ba! przyparta do muru broń chemiczną zastosowałam!

ac 715

bez ostrzeżenia wyciągnęłam ze spiżarnia samo dobre: mleko, miód, czosnek w dużych ilościach. podgrzałam , zmieszałam, wypiłam i czekam kto kogo prędzej wykończy – ja wirusa, czy to mleko mnie:) atmosfera jest więc gorąca (i nie tylko gorąca, uwierzcie mi:) jestem gotowa na wszystko…

jest jednak pewna korzyść : niech mnie ktoś spróbuje ruszyć- ni człowiek , ni wampir mi niestraszny! jestem niepokonana – wszystkich zwalę z nóg- heheheee – a wszystkie spory i wątpliwości są rozstrzygane na moją korzyść, rzecz jasna:)

jutro będzie już zwyczajnie… na wieczór i jutrzejszy poranek mam zachomikowane spore ilości natki pietruszki, która zadziała jak antidotum – przynajmniej tak mówi teoria - zobaczymy:)

ponieważ zostałam jednak poproszona grzecznie o trzymanie się w bezpiecznej odległości od reszty kochającej rodziny, powędrowałam do kącika i po cichutku skończyłam wieszaczek kuchenny.

ac 724

zamierzam powiesić go w pobliżu piekarnika, a na nim będą sobie powiewały łapki, które szyję mniej więcej od dwóch miesięcy. wieszaczek też nie miał szczęścia – a od peelingu papierem ściernym delikatny jest jak pupka niemowlaczka:) koncepcje zmieniały się mniej więcej co drugi dzień. przechodziłam przez nieśmiertelną gałązkę oliwki, koguty, kury, cytryny. powyższa wersja obowiązuje dzisiaj, a jutro- prędzej ją wyrzucę niż znowu zabiorę się do przeróbek. ciężka jest droga do wiedzy:)

pozdrawiam

p.s 1 z przedszkolem udało się porozumieć, co mnie bardzo ucieszyło:)

p.s 2 na komentarze nie odpowiadałam z powodu zdechlactwa ogólnego, nie miejcie mi za złe:)

obiecałam i niniejszym słowa dotrzymuję: opiszę krok po kroku sposób, w jaki robiłam Laminarię.

zaczynamy:

  • bierzemy do ręki szydełko i włóczkę jakąś tam, najlepiej byle jaką i robimy krótki łańcuszek
  • mamy łańcuszek, więc bierzemy druty i włóczkę właściwą i na trzech oczkach łańcuszka, najwygodniej środkowych, nabieramy 3 oczka i mamy początek naszej robótki. łańcuszek będzie później spruty i odsłoni nam oczka, bardzo potrzebne i użyteczne – ta metoda została tu nazwana Crochet cast-on
  • przerabiamy 17 rzędów, po obu stronach robimy oczka brzegowe – ja zdejmuję pierwsze o. bez przerabiania. mamy trzy oczka na drucie i z dłuższego boku robótki dobieramy 7 oczek, prujemy łańcuszek i podnosimy “powstałe” oczka na drut. powinno być 13 oczek
  • objaśnienia oznaczeń: k – o.prawe, k3tog – 3 oczka przerobione razem na prawo, sssks2kp- zsunąć 2 oczka jak do przerobienia k2 tog, przerobić oczko,przeciągnąć przerobione przez zdjęte - jak tutaj ,sk2p – zsunąć 1 o jak do przerobienia na prawo, k2tog, przeciągnąć przerobione przez zdjęte o .- tak jak tutaj,1-into-3 star: [K1 tbl, yo, k1 tbl] – czyli tak – z jednego oczka robimy 3 - przerabiamy nie zdejmując 1 oczko prawe przekręcone, narzut, 1 oczko prawe przekręcone, 3-into-3 star: 3 oczka razem bez zdejmowania, narzut, 1 oczko prawe – mamy 3 nowe oczka w miejsce 3 starych, 3-into-2 star: k3 tog bez zdejmowania, oczko lewe – mamy dwa zamiast trzech, 3-into-9 star: k3 tog jak poprzednio, narzut, o.prawe – powtarzać, aż będzie 9 “nowych” oczek, 2-into-9 star – podobnie jak 3-into-9 star ale zamiast k3 tog, mamy k2 tog – zsunąć 3 oczka jak do przerobienia na prawo na prawy drut,wkłuć lewy drut od przody i przerobić na prawo,
  • teraz zaczyna się już poważna praca: sl (zsuń oczko bez przerabiania= o. brzegowe), k2 – przerobić pierwszy rząd Set-up chart, umieść marker, oczko prawe przekręcone (to jest środek chusty - to oczko zawsze przerabiamy jako przekręcone na “prawej” stronie robótki, a na lewo po “lewej), powtarzamy pierwszy rząd Set-up chart. trzy oczka z każdej strony tworzą border robiony wzorem francuskim
  • przerobić 2-6 rz. set-up chart – mamy 37 oczek
  • przerobić 1- 8 rz. Star chart 6 razy -229 oczek
  • przerobić 1-16 Transition Chart. 225 oczek
  • przerobić 1-8 rz. Blossom Chart . powtórzyć 8 razy - mamy 417 oczek. i 17 motywów na każdej połowie chusty.
  • przerobić 1-16 rz. edging chart1 – 497
  • przerobić 1-12 rz. Edging Chart 2. 629 oczek
  • kończymy robótkę – dołączamy drugą nić, będziemy przerabiać dwiema – 2 lewe, następnie przerabiamy je razem na lewo, o. lewe i znowu przerabiamy je na lrazem na lewo
  • wciągamy nitki,blokujemy tak, żeby powstały “ząbki” – widać to dobrze na zdjęciu
  • i to już koniec

mam nadzieję, że udało mi się przetłumaczyć prawidłowo – starałam się, ale ponieważ jestem a) leworęczna, b) roztrzepana, nie wykluczam możliwości pojawienia się błędów – i na dokładkę jeszcze przerabiam oczka po heretycku!

pozdrawiam

bo szlag mnie trafi na miejscu!

siedem plag chyba na mnie zesłano…. jestem chora, ledwie na oczy patrzę – mogłoby się wydawać, że jako osobnik chory leżę sobie w odosobnieniu i drzemię, czytam albo coś tam jeszcze. nic z tych rzeczy! plączę się po domu czyniąc więcej szkody niż pożytku. dzisiaj zabrałam się za pranie - jak się domyślacie, coś się za tym kryje.

same zobaczcie:

ac 710

fajne wdzianko dla dwulatka wyprodukowałam niechcący… a takie milutkie Listowie było..

ale ufilcowane perfekcyjnie, nie ma nawet śladu po oczkach, wyszła mniej więcej jednorodna masa, zbita i mocna – rasowy filc . szczęka opadła mi w okolice kolan, kiedy wyciągnęłam toto z pralki, zamotane w prześcieradło z gumką. załamka nad własną głupotą mnie dopadła… obiecuję publicznie: będę segregować pranie na bieząco – kupię sobie w końcu kosze na brudne rzeczy (te, które mam kupić już od roku mniej więcej) : na jasne , na czarne, na kolor, na ręczne… motywację mam, że hej!

ale to jeszcze nie koniec: kiedy otwieram swoje zmęczone, sponiewierane oczy, poraża mnie blask bijący od nowych bucików mojego dziecka, i nie jest to bynajmniej blask świeżości czy nowości. zdecydowanie nie. należy potraktować to sformułowanie dosownie. po prostu Karolinka i Tatuś poszli razem na zakupy (o naiwna byłam!) i kupiono to, co się dziecku spodobało…

ac 684

w życiu jeszcze takich nie widziałam i szczęśliwa z tym byłam…

może lepiej pójdę już spać… zdecydowanie Moc mnie opuściła:)

poniedzielnie, bo w dalszym ciągu żyję wczorajszym popołudniem, kiedy to miałyśmy spotkanie robótkowe u Eli

jak się słusznie domyślacie, było bardzo sympatycznie – jakże mogłoby być inaczej?

wyobraźcie sobie: pomieszczenie z gatunku większych, wypełnione kobitkami, drutami i włóczkami:) kosmos! wszystkie mówiły jednocześnie, podziwiały robótki sąsiadek, piły herbatkę i robiły co tam jeszcze komu do głowy przyszło… tak duża porcja energii uwalnia się przy takim spotkaniu , że napełnia entuzjazmem do dziergania na cały następny miesiąc!

a najlepszy motyw był z rozpoznawaniem osób w realu: siedzę ci ja sobie spokojnie obok dziewczyny i rozmyślam: któż to może być, bo jest w niej coś znajomego i tak zręcznie drutami wywija…. za nic nie mogę skojarzyć… Eliinę dzierga… od słowa do słowa okazało się, że to Dziunia jest:) Seremity na szczęście była przewidująca i profesjonalnie przygotowana do spotkania , bo przyczepiła sobie plakietkę z “podwójnym nazewnictwem;)”. potem to już pytałam na bezczela kto zacz (wybaczcie:))

ac 673

dokumentacja zdjęciowa raczej uboga, ale jakoś tak się zagadałam… i jeszcze Rene przyniosła swoje świeżutkie i pachnące Noro, więc w ekstazę niemalże popadłam :)

dziękuję za to spotkanie:)

i nareszcie zdecydowałam się co zrobię z tweedem… oczywiście wydziergam Mrs. Darcy Cardigan! czy to komuś szkodzi, że już jeden leży w szafie ? jakieś takie skrzywienie mam ,że kiedy pokocham dany model , mogę robić do w dziesięciu róznych kolorach i wariacjach, a i tak za każdym razem będę zadowolona jakbym Amerykę odkrywała:)

oczywiście, ten będzie zupełnie inny:) poprzedni był (jest) żółty,robiony do spódnicy . ten będzie dłuższy, ściągacz będzie w innym miejscu niż w oryginale i dekolt będzie nieco bardziej skromny

ac 690

jestem ciężko zachwycona tym tweedem! delektuję się każda chwilą dziergania. te farfocle są urocze… cieszę się, że po roku czy nawet dłuższym okresie marudzenia w końcu go kupiłam:) do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze własnej talii, która gdzieś mi się, skubaniutka, zapodziała…

pozdrawiam

a tak naprawdę to ciągnie mnie w stronę kufajek, nawozu i gustownych kaloszy zwanych niekiedy gumofilcami… brzmi dziwnie?

popatrzcie na te słodziaki, a same zrozumiecie:) ja jestem ciężko zakochana, od pierwszego wejrzenia:)

to są nasze polskie alpaki, pochodzą z hodowli Pani Marty z Konina. wychodzi więc na to, że moja wizja hodowli czegoś wełnistego nie jest tak bardzo odległa i nierealna, jak mogłoby się wydawać. jest tylko jeden szkopuł: chyba nie wyżyłabym ze sprzedaży wełny…. bo najchętniej przerobiłabym cały surowiec sama:) swoją drogą, ciekawe, co pani Marta robi z wełną? hm……..

w alpakach spodobało mi się jeszcze jedno – mają charakterek:)

“ Jeśli zwierzę jest ekstremalnie niezadowolone z zachowania hodowcy, może zaatakować śmierdzącą, zieloną breją. Zapach jest tak okropny, że wielu hodowców woli mieć do czynienia z odchodami alpaki niż z pluciem i śliną.”

chyba nikt nie odważy się na znęcanie się nad alpaką:))

o alpakach można poczytać więcej tu i tu

ten wpis jest tylko pozornie “od czapy”, to etap nastawiania się do dziergania z wełny alpaki właśnie – będzie kolejna Laminaria, tym razem czerwona:) była Zielenica, to teraz czas na Krasnorosta. p

poza tym dzisiaj potrzebuję czegoś miłego ,jako odskoczni od życia. okazało się bowiem ,że właściciel przedszkola do którego chodzi Karolinka, podsunął nam do podpisania umowy na tak bandyckich warunkach, że aż ciężko mi w to uwierzyć… i teraz zgryz mam potężny – właściwie należałoby odwrócić się na pięcie i zabrać dziecko z przedszkola, a z drugiej strony, Karolinka chodzi do przedszkola bardzo chętnie, bywa, że wstaje skoro świt i dopytuje, czy pani Matylda już jest w przedszkolu, i czy możemy się już ubierać? na razie czekamy na opinię z Urzędu Ochrony Konsumentów, gdzie sprawa została skierowana przez Radę rodziców.

mam nadzieję, że wszystko się ułoży. w międzyczasie popatrzę sobie jeszcze na alpaki

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy