sprawy mają się następująco: dostałam pod opiekę dwójkę  Małoletnich mojej Siostry (która  zebrała małzonka oraz sprzęt i oddaliła się w celach zarobkowych na okres  dwóch tygodni lub dłużej). wyszło więc na to, że  mam w domu  czwórkę dzieci:)  dwie własne Młode mocno nieletnie i  dwójkę mieszaną w wieku  gimnazjalno-podstawowym.     Młode okupują starsze rodzeństwo, a te  z kolei ,chyba z grzeczności  nie protestuje … generalnie wychodzi na to, ze zajmują się sami sobą, co jest cudne:)

ja  zajmuję sie podtrzymywaniem zycia całej czwórki… i odrabianiem lekcji. spełniam się zwłaszcza przy tym ostatnim:)  jestem bez serca, jak  skarży się siostrzany Potomek:) jędza pełną gębą! każę czytać  dokładnie i ze zrozumieniem, ba! odpytuję nader dokładnie… bo mam jeszcze w sobie  energię początkującego  nadzorcy odrabiania lekcji:))

od czasu do czasu daję jednak biednym dzieciom odrobinę wytchnienia… i  dzięki temu ostatecznie zamknęłam sprawę z Krasnorostem, czyli kolejną Laminarią, tym razem czerwoną. 

  ac 111

ac 109

ac 129

ac 160

wydłubałam toto z  przywiezionej z wakacji włóczki – Alpaca Gatto (alpaka i wełna  pól na pół; 50 gramów – 325 metrów) zużyłam  3 motki. do blokowania uzyłam  kilkunastu długich drutów prostych, odziedziczonych w spadku po Babci Radka – nareszcie znalazły zastosowanie -  ja używam wyłacznie  drutów z żyłką, a bukiet drutów stał sobie wysoko na  półce jak wyrzut sumienia…

skończyłam również kinscota, tylko  jakieś zaćmienie w pasmanterii  mnie  dopadło i kupiłam trzy guziki zamiast pięciu.  ponieważ przekroczyłam wszelkie możliwe limity wydatków na hobby – w najbliższym czasie boję się iść tam ponownie.. leży sobie więc na razie i pachnie biedaczyna:)

 

ac 050

jak widać, w mnie znowu “wszystko czerwone”;)

pozdrawiam


baaardzo dietetyczne danie. ciacho z merino i angory - jeszcze tylko wisienki brak do zupełnej ekstazy:)



ac 054



jak widać, przyszła do mnie paczuszka od Laury i Fanaberii:) baaardzo się cieszę:)

pomysły już mam

pozdrawiam

to jawna niesprawiedliwość, żeby jesienią było tak szaro i ponuro;)

niniejszym wnioskuję o zmianę – czy Centrala słyszy? uprasza się o słoneczko, w najgorszym razie zachmurzenie z przejaśnieniami… ten zestaw kolorystyczny – szaro i buro na niebie i ziemi jest stanowczo nie do przyjęcia – to źle robi człowiekowi na wszystko… ueeee!

szczyt zaskoczenia aurą przeżyłam dzisiaj rano podczas odsłaniania okien w pokojach na dole- spokojnie mogłam to sobie darować – nic się nie zmieniło…wyraźnie zmienia się natomiast wskaźnik upierdliwości ogólnej mojej i pozostałych domowników – o, ten to gna w górę jak szalony:) dobrze, że od czasu do czasu trafia się coś miłego jak to:

image0

to prezent od Karolinki - dzieło pt” wymarzone wakacje Mamusi”. na obrazku jestem ja w otoczeniu urugwajskich owieczek, które przyszły ofiarować mi swoją wełenkę… a ponieważ dzierganie jednak troszkę trwa - kochane dziecko narysowało mi leżaczek:) śmiałam się i śmiałam… chociaż może trzeba zmienić tytuł dzieła na “ studium uzaleznienia”?

ten urugwaj nie wziął sie znikąd, ale o tym innym razem, bo dzisiaj, chcę jeszcze wspomnieć o Bingo, zwanym Bo.

otóż nareszcie wystartował:

ac 030

jak zwykle najpierw plecki… dłubię z polo, cudownie odnalezionego w tajemnym schowku na włóczki. spodobał mi się kolor. no i muszę, naprawdę muszę redukować swoje zapasy:) rany jeża, szlachetnieję w oczach:)

żegnam chwilowo i idę obserwować jak przebiega rozstrzyganie mojego wniosku…

piernik trzeba nastawiać Kochane – najwyższy czas!

od jakiegoś czasu używam tego przepisu ( bezwstydnie zapożyczyłam od Apolki z gazetowego) i przekazuję dalej, bo piernik wart jest grzechu:)


Piernik staropolski


Ciasto przygotować na ok. 5-6 tyg. przed świętami, piec na 3-4 dni wcześniej.
Surowe ciasto musi dojrzewać w chłodnym miejscu (ja trzymam na "parterze"
lodówki).
1/2 kg. miodu, 2 szkl. cukru oraz 25 dkg. masła podgrzewać stopniowo, niemal do
wrzenia a następnie ostudzić. Do chłodnej masy dodać: 1 kg. mąki pszennej, 3
jajka, 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej, rozpuszczonej w 1/2 szkl. mleka,
1/2 łyżeczki soli oraz 2-3 torebki przypraw korzennych do piernika. Ciasto
starannie wyrabiamy, przekładamy do kamionkowego lub emaliowanego garnka,
przykrywamy ściereczką i odstawiamy w chłodne miejsce.
Pieczenie:
Ciasto dzielimy na 2-3 części, rozwałkowujemy i pieczemy na posmarowanej
tłuszczem blasze w temp. takiej jak na biszkopt (160-180, zależy od kuchenki,
ja podgrzewam piekarnik jakieś 10 stopni mocniej i po włożeniu placka
zmniejszam temperaturę) przez ok. 15-20 min. (zależy od grubości placka).
Ochłodzone placki przekładamy podgrzanymi powidłami śliwkowymi (można je
wymieszać z bakaliami, np. siekanymi figami), nakrywamy arkuszem papieru i
równomiernie obciążamy, odstawiamy aż "skruszeje" (jakieś 3-4 dni). Potem
piernik można polać polewą lub polukrować (z lukrem dłużej się przechowa).
Piernik jest bardzo długo świeży, wystarczy zawinąć go w papier lub ściereczkę
żeby nie obsychał. A zapach, jaki roznosi się w domu podczas pieczenia ..., od
razu wprawia w prawdziwie świąteczny nastrój.
Teraz jeszcze kilka uwag:
Ciasto ma dość "wolną" konsystencję, jak "posiedzi" w zimnie - stężeje i da się
rozwałkować (trzeba podsypywać mąką), jeśli jednak ktoś doda przy wyrabianiu
trochę więcej mąki - też nie będzie tragedii.
Ja mieszam składniki mikserem z nasadkami do ciasta drożdżowego (inaczej ręka
by mi odpadła, zwykle robię z 3-4 porcji). Mikser "wyje" ale jakoś idzie :o)
Polecam przygotowanie minimum dwóch porcji, inaczej piernik nie doczeka
świąt :o)

robiłam zdjęcia “na gorąco” ale niestety, niestety, wyszły zanadto przaśne – pooglądajcie więc sobie tutaj jak pięknie można przygotować piernik.

mniam, mniam

zostałam wyróżniona przez Rene:

było mi bardzo miło:)

kiedy już się otrząsnęłam, pojawiły się schody - w myśl zasad należy podać dziesięć (tylko!) osób , którym ja z kolei mam to wyróżnienie przekazać…

i oto moja lista:

  1. Dagmara
  2. Laura
  3. Kocurek
  4. Rene
  5. Fanaberia
  6. Kite designer
  7. Edi-bk
  8. Fiubzdziu
  9. Kath
  10. Przemek
  11. Brahdelt
  12. Mamoon
  13. Jagienka

ładna dziesiątka mi wyszła? musiałam się przecież ograniczać…

pozdrawiam

p.s rzecz druga i trzecia skończona, więc nieuchronnie dryfuję w stronę bingo – hura, hura!!

pozdrawiam

wyjątkowo udany poniedziałek miałam – chyba przyszło to upragnione wyrównanie od Losu za nieszczęsne Listowie, przypieczoną dłoń i oczywiście - złote buciki;)

zaczęło się od tego, ze nareszcie wyjrzało słońce! o jak cudnie było… z przyjemnością wyszłam do ogrodu i zaczęłam grabić opadłe, sosnowe igliwie, chociaż grabienia raczej nie kocham (swoją drogą kto mógłby pomyśleć, że drzewo iglaste jest takim śmieciuchem? ) nawet się nie spostrzegłam ,kiedy odwaliłam kawał roboty.

potem przyszedł Pan Listonosz i przyniósł to:

ac 779

moje druciki knitpicks, kupione w e-dziewiarce (dzięki, Dagi:))). i zastanawiam się dlaczegóż zwlekałam z kupnem tak długo…

addiki kocham miłością pierwszą, czystą i wielką, ale do sądzę, że do niektórych prac knitpicksy są jednak lepsze – np do ażurowych szali… same zerknijcie (chociaż wszystcy już pewnie o tym wiedzą, a jak podniecam się, jakbym Amerykę odkrywała)

ac 775

te po lewej to addiki- jak widać, mają bardziej zaokrąglone czubki.

oczywiście, zaraz przerzucę krasnorosta (czerwoną laminarię ) na te druciki i zobaczę, czy te moje teorie są prawdziwe:)

trzeci powód do zadowolenia? chyba największy – Karolinka pozwoliła wyleczyć sobie ząbek! od trzech tygodni wozimy się z nim do gabinetu i zwykle wracałyśmy z niczym…

tak przejmowałam się tą wizytą, że obudziłam się o drugiej w nocy i ni diabła nie mogłam zasnąć… tak wypoczęta byłam po trzech godzinach snu… skorzystał na tym kingscot, bo za chwilę dostanie rękawy. i poczytałam sobie do syta…

oby ten dobry początek był wróżba na kolejne dni:)

pozdrawiam

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy