jak dobrze, jak wspaniale , jak cudownie, że już po Świętach…

wszystko byłoby dobrze, gdyby znowu nie kazano siedzieć mi grzecznie przy stole, bez ekstrawagancji w postaci drutów i włoczki… co za męka! na nic zdały się moje tłumaczenia, że mam podzielną uwagę i nic, ale to nic z rozmowy nie uronię… musiałam siedzieć bezczynnie. na dokładkę nie mogłam używać wspomagania w postaci winka, bo za kierowcę robiłam…

dlatego cieszę się, że jest juz po wszystkim. na co dzień otoczenie akceptuje jednak mojego bzika na punkcie dziergania. i dobrze!

jest jeszcze jeden powód to tego, aby było dobrze… byłam w pasmanterii i Kingscot ma nowe guziki. i nie kupiłam nic poza guzikami! jestem z siebie naprawdę dumna, nie będę ukrywać:) Kingscot otrzymał przy okazji finiszu wdzięczną nazwę - “ Brazyliada” – ponieważ: ta robota ciągnęła się jak telenowela - zaczęłam dziergać w sierpniu – więc trochę czasu minęło; bogactwo wzoru jest dla mnie nieco egzotyczne i odległe, troszkę jak karnawał w Rio – ładne to, ale po co mi w domu?

ac 359

wyprodukowałam toto z wiśnowego eliana klasik – kolor na zdjęciu jest bardzo podobny do rzeczywistego . włoczka kupiona w Zamotane. zuzyłam 10 motków (chyba?) na rozmiar L, druty 3,5

pozdrawiam

udziela mi się ostro napięcie przedświąteczne…

a to dlatego, że wrodzone lenistwo znowu mnie oszukało! zdradziecko podesłało wizję spokojnych, miłych świąt w domu, z zaproszonymi gośćmi, bez nerwowego biegania z kolacji na kolację w milion zgoła miejsc… a przecież wystarczyłoby ubrać dzieci i siebie oraz wyjść…a potem z górki…

i tak: zaprosiłam sobie plus minus 15 osób. teraz latam jak w ukropie żeby wszystko wypucować,wyszorować itp. ściany ze śladami twórczości dziecięcej, ignorowane przez cały rok, teraz nagle irytują mnie w sposób trudny do opisania, łazienka na górze (w której nie ma jeszcze nic do sprzątania, bo gołym betonem zieje) też oberwała i została postraszona wizytą hydraulika – cudotwórcy od zmian wszelakich. czysty obłęd. w niedzielę ułożę podłogę w pokoju gościnnym…

toż to nerwica jakaś, czy co?

albo muszę odreagować…

ostatnie dwie prace, czyli cooblestone pullover i bingo, pożegnały się z tym światem gwałtownie i definitywnie, z powodu nie spełniania oczekiwań. jestem więc silnie zniechęcona i zła. muszę odtajać. albo pomalować całą chałupę…

nie mogę jednak całkiem zaprzestać dziergania – to dopiero wzbudziłoby niepokój nie tylko mój:) wyciągnęłam więc dwa moteczki Merino Mix, od Fanaberii, a kupionego za pośrednictwem Laurowego Kashmiru i w związku z Wielkim Zimnem zrobiłam sobie kolejny komin…

ac 283

ac 282

ac 272

ac 318

pomysł mój osobisty. długość ok. 60 cm. druty nr 4.

wełna jest cudna; lekka jak piórko, puchata jak najmilszy miś. kupiłam ją z zamiarem wydziergania Gemma Beret, ale pewne skojarzenia kazały mi jednak zaniechać tego zamiaru. wydaje mi się ,ze dobrze zrobiłam produkując w to miejsce komin… wyglądam co prawda jak skrzyżowanie baby z zapiecka z innowiercem , ale za to jak wyszlachetniał mi owal twarzy…

pozdrawiam

wracam. stęsknione nie-własne Młode także powróciły na łono rodziny… w związku z powyższym nie ustawia mi się kolejka do komputera i mogę coś naskrobać.

w mojej ocenie jest o czym…

zamówiłam w colourmart malutką, skromniutką ceweczkę mieszanki kaszmiru i merino, określanej straszną nazwą: 2/6NM dk wt 5/95 cashmere/merino bulky wool rojo mel. jako człowiek niezbyt światowy, nie mający nic wspólnego z kaszmirem, spodziewałam się otrzymać coś na kształt niebiańskiej chmurki:)

a kiedy już miałam to swoje cudo w łapkach, byłam bardzo zaskoczona: widać, że włoczka z tych “dobrze urodzonych”… ale nic z anielskim puszkiem nie ma wspólnego… bo po pierwsze, pokryta jest warstwą jakiegoś oleju ( ułatwienie przy dziewiarstwie przemysłowym), a po drugie chyba taka jej uroda…

kiedy piszę w tym tonie, można pomyśleć , ze byłam rozczarowana… wcale nie… najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam czego mam się spodziewać i dopowiedziałam sobie bajeczkę o nieziemskiej miękkości.

a potem wydłubałam sobie spokojnie komin, bo widzę, że przypuszczają ostry szturm w tym sezonie (nie sądziłam ,ze przeżyję to ponownie, ale niech będzie:))

ac 225

i znowu najlepsze czekało na końcu – przy praniu to całe przemysłowe tatałajstwo się zmyło,a dodatek kaszmiru sprawił, że włoczka napęczniała, zrobiła się puszysta.. oczka ustawiły się równiutko, jak podczas musztry…cud miód i malina…

chcę jeszcze.. jestem ciężko zachwycona.

pozdrawiam

to co miało się stać… czyli zapowiedziane na dzisiaj losowanie. cała przejęta i stremowana, bo przecież pierwszy raz urządzam taką zabawę, wydrukowałam komentarze i pocięłam ładnie na paseczki i wrzuciłam do czapki. następnie zebrała się szanowna komisja w osobach moich własnych Młodych i w w tej uroczystej atmosferze wylosowana została – co z prawdziwą przyjemnością ogłaszam:

Fiubździu

i co dalej?

zapakuję ładnie prezent:

ac 208

dorzucę parę całkowicie kwadratowych, musujących kulek do kąpieli….

wyślę

i będę trzymać kciuki, żeby Kasia była zadowolona z upominku:)

pozdrawiam

uwaga, uwaga!

podaję rozwiązanie zagadki z poprzedniego wpisu.

czytając komentarze, zauważyłam, że wyłoniły się dwie frakcje – kulinarna i “kosmetyczno- higieniczna”… i rację miała ta ostatnia :) do gotowania to ja tak nie bardzo… zabrałam się za zabawę pt. zróbmy sobie mydło. i nawet porządnie się do tego przygotowałam: mydło tworzone było od początku, w wyniku reakcji fazy tłuszczowej z wodorotlenkiem sodu. teraz czekam, aż mydło dojrzeje – jeszcze dwa tygodnie… niestety

moje mydło robione było z masła kakaowego i masła shea. brzmi baaardzo fajnie, czyż nie? do mydełka brązowego dodałam trochę peelingu z czarnej porzeczki… a te maleństwa z ostatniego zdjęcia to natłuszczające, musujące kulki do kąpieli, w moim wydaniu całkiem kwadratowe:)

przyznaję, że to fajna zabawa i wciąga jak diabli! bo zaraz chce się spróbować z nowym zapachem, nowym kolorem. możliwości jest mnóstwo!

i wiecie co sobie pomyślałam? w związku z tym, ze wczoraj były Mikołajki, postanowiłam zrobić malutką zabawę. wśród wszystkich osób, które zostawiły komentarze pod mydlanym wpisem, wylosuję jedną, dla której przygotuję prezent – niespodziankę! losowanie odbędzie się w środę.

i na zakończenie – nie martwcie się walczę z tymi przebrzydłymi reklamami, które pojawiają się zupełnie niekontrolowanie:)

pozdrawiam

lubię dzieci w wieku szkolnym. najlepsze są takie, które są już zręczne manualnie, pewne swoich umiejętności, ale jeszcze zbyt młode, żeby nadmiernie pyskować… z tym ostatnim radzę sobie lepiej lub gorzej kreując w razie potrzeby, wizerunek jędzy:)

ale do rzeczy: Siostrzane Młode nadal pozostają pod moją opieką, co ma swoje zalety. dzięki temu, pod płaszczykiem kreatywnego spędzania czasu z dziećmi , nieźle się bawię w robienie przeróżnych rzeczy własnoręcznie. i co najlepsze- nie prowokuję przy tym kolejnych komentarzy typu: tobie to się chyba nudzi w domu.. albo - czy to się opłaca robić - przecież pełno tego w sklepach leży?

opłaca się lub nie – nie zastanawiam się nad tym – za wszystko można zapłacić, jak mówią w reklamie, ale fun – rzecz bezcenna:)

i tak powstało to:

ac 175

ac 198

ac 205

w produkcję zaangażowani zostali wszyscy- od najstarszego do najmłodszego , tylko pies nie pomagał, no i rybki… kot sprawował urząd kontroli jakości (żeby nie było, że o nim zapomniałam)

i teraz pojawia się pytanie – a cóż to do licha ciężkiego jest? kto wie?

może to i nie na temat…. z pewnością nie pasuje do bloga dziewiarskiego… przyjmijmy więc, że trenuję sztukę prezentacji…

pozdrawiam


m

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy