niedziela w kuchni…

/
9 Comments

ac 770

jak widać, znowu baaardzo dietetycznie… wdrożyłam akcję pt. przyjemność z kąpieli w zamian za przyjemność jedzenia:))) wyprodukowałam więc kolejną partię musujących babeczek do kąpieli. lubię je, bo natłuszczają skórę , ładnie pachną , no i świetnie się bawię przy ich produkcji:)

przepis na przyjemnościowe babeczki do kąpieli jest prosty:

500 gramów sody oczyszczonej

250 gramów kwasku cytrynowego

60 ml roztopionego tłuszczu roślinnego – ja lubię kokosowy lub palmowy bo w temperaturze pokojowej krzepną i ładnie stabilizują strukturę naszej babeczki, albo robię mieszanę olej kokosowy + olej ze słodkich migdałów (szczególnie polecany do suchej skóry)

około 2-3 łyżek mleka w proszki, który działa jako emulgator – tzn po powierzchni wody w wannie nie pływają oka z tłuszczu

mąka ziemniaczana – 1 filiżanka

spryskiwacz do kwiatów napełniony wodą

olejki eteryczne, barwniki , susz kwiatowy, co kto lubi

działamy:

do miski wrzucamy suche składniki, mieszamy.

topimy tłuszcze w kąpieli wodnej – mały garnuszek z tłuszczem wstawiamy do większego z wodą i stawiamy na palniku.

stopiony tłuszcz wlewamy do suchych składników – ja się nie przejmuję nadmiernie i wlewam wszystko na raz.

mieszany dokładnie - najlepiej mikserem.

następnie przyskamy po powierzchni wodą ze spryskiwacza – oszczędnie, żeby mieszanina nie zaczęła “kipiec” mieszamy.

powtarzamy operację spryskiwanie – mieszanie do momentu, kiedy mieszanina nie będzie przypominała lekko wilgotnego piaski na plaży-takiego, żeby można było formować babki. nie należy przesadzać z wodą, ponieważ zbyt mokra mieszanina będzie cały czas musowała i nie da się uformować tak, jak chcemy… poza tym musowaniem to niech się zajmie w wannie…

potem wołamy dzieci i ugniatamy masę w foremkach – mogą to być tacki do lodu, foremki do babeczek albo odcięte denka od butelek po wodzie mineralnej

ac 584

pakujemy wszystko do zamrażarki, wyciągamy kiedy się nam przypomni:) w tym momencie kładę swoje babeczki na drucianej kratce (może być ruszt z piekarnika) nad zlewem i delikatnie! spryskuję wodą.

pozostawiam do wyschnięcia, najlepiej przez noc. ten zabieg powoduje, ze na powierzchni babeczki zrobi się stosunkowo twarda powłoka, która ułatwia przechowywanie. gotowe babeczki przechowuję w słoiku albo pudełku w suchym miejscu

miłej zabawy:)))



You may also like

9 komentarzy:

  1. witam,
    i to sie nazywa kreatywnosc!
    pozdrawiam serdecznie i zapraszam po wyroznienie kreatywnie bez konca, do odebrania u mnie na blogu, wpis nr 63
    - Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  2. No, no ! ;) Ach, jakaż to cudowna musi być kąpiel przy takich naturalnych (nie)detergentach ;) mmmm... ależ to musi pięknie pachnieć ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam, że potrzebne są jakieś skomplikowane składniki, a to jest całkiem nietrudne, wspaniale wygląda taka kolekcja, jaka szkoda, że nie mam wanny!

    OdpowiedzUsuń
  4. ubolewam nad brakiem wanny, kiedy widzę takie cuda! (i nie tylko wtedy, bo prysznica nie lubię, a nie mam wyboru:/)
    mam jeszcze pytanie o włóczkę od kingcraigfabrics - no oczywiście musiałam nabyć, szmaragdową i śliwkową z "tweedowym nalotem"- w czym prałaś gotowy sweterek? nie chciałabym popsuć, a Ty już doświadczyłaś;)

    OdpowiedzUsuń
  5. aa i jeszcze jedno - czy rękawki w Dropsowym robiłaś wg opisu? bo mi się wydaje, że jeśli zrobię tak, to pod pachami wyjdą wałki. ależ mędzę;) ale tak mi się spodobał ten Twój kardigan, że muszę mieć podobny;))) tylko szmaragdowozielony będzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. inka - prałam w mydle w płynie 'biały jelen' i jeszcze w płynie do prania wełny - brać trzeba dosyć długo, zeby pozbyć się zapachu wełny przemysłowej
    rękawki robiłam "głebiej " osadzone niż w opisie, bo robiąc przody widziałam, ze tak będzie lepiej

    mam nadzieję, ze będziesz zadowolona z tej włoczki, ja jestem. ale np. przy kupnie scotisch wool z tego samego sklepu, co wrażliwsi mogą poczuć się jak w pokutnej włosiennicy:)
    wełnę jagnięcą z jedwabiem polecam szczerze
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż mi się zachciało poeksperymentować z kostkami! W sumie mam jeszcze trochę ferii ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. dziękuję za odpowiedź:)
    na razie się przyzwyczajam, bo włóczka stawia opór. trenuję równe oczka. tej scotish się obawiałam troszkę, i nie zamówiłam, bo mam złe doświadczenie z estońską wełną 100%, która jest...cóż, delikatnie mówiąc, ostra.
    tam jest jeszcze kaszmir z jedwabiem bodajże, ale drogi, więc się oparłam;)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy