to lubię

/
9 Comments

Rene nakłoniła mnie do zwierzeń  na temat ulubionych rzeczy: mam  wymienić tylko dziesięć, więc  trzeba było porządnie pomyśleć i przeprowadzić ostrą selekcję.
zaczynamy z tym lubieniem, zakładam, że chodzi o “dyskretny urok drobiazgów” , jak z filmu o Amelii,

1. najbardziej na świecie lubię zapach kawy o poranku.
takiej z ekspresu, albo z tygielka, mocnej,esencjonalnej, cudownie aromatycznej… z mlekiem:) a jeśli jeszcze zdarzy się,że   pijąc tę poranną kawę  jestem w lesie albo nad jeziorem, to już  blisko mam do Nieba:)
2. zaraz po kawie -  zapach Świąt – nieważne w jakim wymiarze się je przeżywa – zapach jest zawsze magiczny: pomarańcze, piernik , choinka…  do ideału brakuje jeszcze nuty pasty  do  parkietów
3. lubię zawinąć się  w puchaty kocyk  po sam czubek nosa ,usiąść przy kominku, poczytać, posłuchać muzyki, podziergać
4. lubię  ten moment, kiedy wieczorem mogę sobie powiedzieć, że  dobrze się dzisiaj  spisałam, ze zrobiłam wszystko, co sobie zaplanowałam
5. pieczenie ciasta przyprawia mnie  o dreszcze ekscytacji jak  niejeden kryminał: wyrośnie, nie wyrośnie?  lubię moment, kiedy  zaglądam przez szybkę i już wiem, że wszystko będzie dobrze:)
6. lubię wełnę: wróć – mam bzika na jej punkcie.  czasem łapię się na tym ,ze traktuję  ją jak kolejny okaz kolekcjonerski…  lubię to, że kiedy jest jeszcze motkiem, jest  multipotencjalna – może być praktycznie wszystkim, a ja nadam jej ostateczny kształt (oby dorównał  wyobrażeniom:))
7. lubię wstać bardzo rano i  pobyć  chociaż przez pół godziny sama ze sobą
8. lubię zapach ziemi, zwłaszcza wiosną, kiedy mogę się już w niej  grzebać
9. lubię  chodzić rano na targ warzywny, zwłaszcza  wczesną jesienią, kiedy   bogactwo kolorów, form i zapachów osiąga  maksimum
10.lubię zagajniki brzozowe, brzozy pojedynczo, lubię je zawsze  i wszędzie

nie wskazuję kolejnych osób ,bo jak znam życie, wszyscy wzięli już udział. w tej zabawie  na jakiś czas wypadłam “z obiegu”.   Moja Karolinka pomaszerowała do szkoły, Alunia do przedszkola: zmiany na całego. i chociaż mam teraz  więcej  czasu w ciągu dnia, to jeszcze  to do mnie nie dotarło, nie  mogę znależ sobie miejsca. no i oczywiście ,przeżywam… od razu przypomniał mi się dzień, kiedy wróciłam ze szpitala z moją malutką córeczką i jak   osioł ostatni, albo  wołek na miedzy ryczałam ,że “za chwilę pójdzie do szkoły, potem  się wyprowadzi.. i już” no to poszła, nawet chętnie. i odkryła uzależniającą  moc lizaków ze sklepiku szkolnego:)

a z powodu klęski urodzaju w postaci  dzikich  ilości grzybów, w całej okolicy nie ma octu, ba , nie  było go też w Almie i w pobliskim supermarkecie. farbowanie  chwilowo zawieszone, mam nadzieję, że  na niezbyt długi czas.

pozdrawiam


You may also like

9 komentarzy:

  1. U mnie w domu też mnóstwo grzybów, bo pani na bazarku nie miała co z nimi zrobić i rozdawała darmo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powinnaś sobie sprawić więcej dzieci ;) Moja mama ma 4 córki i na pewno nie było jej łatwo, ale teraz mówi, że się cieszy, że ma nas aż 4, bo dwie już wywędrowały ale jeszcze 2 są w domu i nie jest tak bardzo smutno :)
    Niemożliwe, że ocet wywędrował, a kiedyś tylko ocet był :P
    Co z Penelope? Dziergasz to jeszcze?Nie pamiętam żebyś pokazywała skończony sweterek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że się odezwałaś, bo zaczynałam się martwić.
    Mimo poczynionych zakupów włóczkowychm ciągle myślę o pewnym wypełnonym po brzegi regale z nitkami o wiele ciekawszymi:)))

    ... a gazetkami zawsze się mogę podzielić!

    OdpowiedzUsuń
  4. Punktem numer 7 mi zaimponowalas. Ja w pracy tak do 10 chodze po scianach. Wspolpracownicy sie juz przyzwyczaili i teraz to sie nawet ze mnie nie smieja :-))) Ja na grzyby wyskocze w ten zapiatek, zobaczymy co przywloke :-) Pozdrawiam bardzo, B

    OdpowiedzUsuń
  5. Zulka- poszłam ostatnio do lasu i za każdym razem kiedy chciałam wychodzić, jakiś grzyb zagradzał mi drogą:) rzeczywiście jest ich mnóstwo

    Fiubździu - Ty się chyba z moimi TeSciami porozumiałaś przed pisaniem komentarza:))))
    ocet zdobyty!! będzie dobrze . a penelopa jest nieskończona - dwa rękawy są , a do reszty jakoś nie mogę się zabrać. ale pamiętam, że mam robić notatki:)))

    Rene - regał czeka na sygnał do ataku:)) mnie też spędza sen z powiek...

    Kite - już na tyle siebie poznałam , żeby wiedzieć, że dzień rozpoczęty na wariackich papierach, to jakiś rozlazły jest... i właśnie dla ochrony otoczenia potrzebuję tej chwili dla siebie, bo w przeciwnym razie mogę pogryżć:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zulka- poszłam ostatnio do lasu i za każdym razem kiedy chciałam wychodzić, jakiś grzyb zagradzał mi drogą:) rzeczywiście jest ich mnóstwo

    Fiubździu - Ty się chyba z moimi TeSciami porozumiałaś przed pisaniem komentarza:))))
    ocet zdobyty!! będzie dobrze . a penelopa jest nieskończona - dwa rękawy są , a do reszty jakoś nie mogę się zabrać. ale pamiętam, że mam robić notatki:)))

    Rene - regał czeka na sygnał do ataku:)) mnie też spędza sen z powiek...

    Kite - już na tyle siebie poznałam , żeby wiedzieć, że dzień rozpoczęty na wariackich papierach, to jakiś rozlazły jest... i właśnie dla ochrony otoczenia potrzebuję tej chwili dla siebie, bo w przeciwnym razie mogę pogryżć:)

    OdpowiedzUsuń
  7. nie żebym pamiętała osobiście te czasy, bo wtedy byłam pacholęciem albo mnie w sumie jeszcze nie było ;)Tak mi się po prostu skojarzyło ;)
    Dziergaj Penelope dzielnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. chyba trzeba będzie wystosować postulat do grzybiarzy pod tytułem " suszcie grzyby, a nie marynujcie", bo obecnie z octem jest jak z majonezem przed Wielkanocą :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Szale śliczne, farbowanki - prze - śliczne zatem zagoszczę czasem i popodglądam :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy