nudą wieje…

/
18 Comments
… z tego bloga…  
niby coś się pokazuje od czasu do czasu, ale jakieś to takie nijakie, bezbarwne... żeby to chociaż napisane porządnie było… żeby ta kobita jakąś osobowość miała…  a tak?  nudy.. “ aż się chce wyjść z kina”
nie jest dobrze, drogie Panie, oj  nie…
dorzućcie  sobie do tego  przemyślenia o samotności w  tłumie, niezrozumieniu przez świat i na odwrót: niezrozumieniu świata…
czyli:  Martusia się przeziębiła. nie na tyle poważnie, żeby leżeć i dogorywać, ale  w sam raz na tyle, żeby do łez doprowadzała myśl o tym ,że terapeutyczny rosołek  musi być ugotowany własnoręcznie ( a nie przez np. krasnoludki, dobre wróżki  byłyby też akceptowalne), że  przysłowiowa szklanka herbaty  sama do człowieka nie przyjdzie, a  zdolności do telekinezy są w tym przypadku zerowe. okropieństwo.
jeśli się szybko nie wyleczę, to sama ze sobą nie wytrzymam! 
i na dokładkę jakimś paskudztwem “wszechstronnym działaniu’ się  nafaszerowałam i oczy same mi się zamykają, a  głowa  się kiwa, jak kurze  na grzędzie! niby nic , ale  to czyni robótki na drutach  hobby potencjalnie niebezpiecznym dla życia;) czyli  na tym polu wiele nie zdziałałam.
widać tak być musi…
natomiast z wielką przyjemnością  i z  pewnym zaskoczeniem  odrabiam  ćwiczenia z  przędzenia. rozłożyłam się przy kaloryferze, w wełnianych skarpetach i  okryta kocem  - wyglądam trochę jak pancernik. ale  tutaj  raczej   nie wbiję sobie  niczego w oko, kiedy  niepostrzeżenie przysnę;) a zresztą, o czym tu mówić: jestem na takim etapie, kiedy nie ma takiej siły, która mogłaby  utrzymać mnie z dala od kołowrotka.  tym bardziej, że zaczęło robić się całkiem przyjemnie: nie mam jeszcze rozterek, ze  mało umiem, ze może nie wychodzi  mistrzowsko.. na razie cieszę się ,ze nić  nie rwie się tak często!
wymyśliłam sobie, że  pobawię się  “na róziowo” , bo  ten kolor podobno na człowieka dobrze wpływa, różowe okulary i te sprawy… 
i jak różowy obłoczek objawił się   mój pierwszy motek wełny, który ma szanse nie trafić do kosza: to  czesanka merino – mieszanka  kolorów “Whisper”

merino urugwajskie 111


idealnie nie jest, ale  jakoś mnie to nie dobija, zajmuję się się tym niezbyt długo, muszę  jeszcze  swoje odcierpieć:) i poskręcać:)
teraz dla równowagi  będę musiała zabrać się  za jakieś brązy, czy co…
pozdrawiam


You may also like

18 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twoje pisanie:)
    Dobrze, że jesteś, zdrówka życzę!
    A Twoja włóczka... no cóż, wyobraź sobie na jej widok moje serce krzyknęło nagle wyrywając się z piersi: " kcem to, kcem to, kcem to!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki Violet za dobre słowo:)
    a z włoczkami to masz dokładnie tak jak ja...u mnie tez w środku coś tak krzyczy, po nocach spać nie daje, do portfela sie dobiera...

    OdpowiedzUsuń
  3. Włóczka mnie się podoba, ohydki też były sympatyczne, bo pierwsze, bo najulubieńsze:) Te włóczki straszne działanie na człowieka mają, no nie da się opisać. Moja winna cascada na razie czeka, ale zaglądam do niej i macam z wielką przyjemnością. I do sklepu też zaglądam - i uciekam zaraz, ja silnej woli włóczkowej nie mam... A w ogóle co to znaczy, żeby szklanki herbaty, rosołku, no nikt? Smutno tak. I ja też, jak Violet, lubię Cię czytać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczna włóczka , zazdrość mnie zżera, pocieszam się że i na mnie przyjdzie czas i sobie poprzędę. Pisz, pisz i pokazuj jak najwięcej tylko nie choruj.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaglądam tu regularnie, podpatruję, czytam, prawie się nie odzywam. Ale dzisiaj życzę zdrowia i mam pomysł na posta "o uzdrawiającym działaniu rosołu gotowanym na płycie kuchni kaflowej" (będzie nie wcześniej jak w niedzielę - rosół i post). Z życzeniami powrotu do zdrowia Krynia.
    PS, włóczki na mnie działają zniewalająco, te ręcznie przędzone i malowane szczególnie, Twoje różowe są piękne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kobieto jak najbardziej z osobowością - ja wybieram niezrozumienie przez świat ;) Róziowy jest śliczny. Z brązów proponuję wielbłądzi kolor, modny tej jesieni, uprząść.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez osobowości, też sobie wymyśliłaś!! Piekna Ci ta włóczka wyszła, kolory są niesamowite. Na temat tego co u mnie woła na widok włóczek zmilczę, z Twojej Zagrody ostatnio uciekłam kiedy już miałam przycisnąć kup ( a w koszyku parę pozycji!) Zgroza. Pociesz sie, że za 2-3 lata Twoje córcie bedą na tyle duże i ochocze! , że chociaż herbatka będzie pod nos podstawiona. Zdrówka dużo i uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. O, jak ładnie przędziesz :)
    Może masz ochotę przysiąść się do prząśnicy i pokazać swoje wełenki ? Wysłałam Ci zaproszenie:

    OdpowiedzUsuń
  10. Dorothea - ano smutno trochę.. bo z takimi smutkami to jak z niektórymi bakteriami: jeśli jest dobrze, to jest dobrze, a jak gorszy czas się człowiekowi trafi to i one swoje dołozą.

    Barbara - postaram sie zastosowac do zalecen! nie bedę chorować, bo okropna wtedy jestem, maruda i jęczydusza ze mnie wyłazi

    Kryniafu - moim marzeniem była zawsze kuchnia kaflowa, ale niestety , niestety... nie udało się, bo do tej kuchni to jeszcze parę hektarów miało być dołączone...
    więc pyrkam ten rosół na wolnym gazie.
    Zulka - dzięki:0 nie pomyślałam o wielbładzim. hmmmm... dlaczego ja o nim nie pomyślałąm? to jakieś niedopatrzenie chyba
    edi-bk - córcie ochocze to już są. ale tak ,jak mówisz, jeszcze ze dwa , trzy lata. na razie specjalizują się w specyfikach typu: herbata liściasta albo mięta zalana zimną wodą - pycha! i stoją i pilnują ,zeby wszystko było wypite;)
    Pracownia na Kaszubach - dziękuję za zaproszenie:) miło mi:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Może Ci tego rosołku podesłać w dwojakach? Bo właśnie kuruję chorego męża i nagotowałam wielki gar! *^v^*
    Odpocznij, kobieto, od drutów, czasami trzeba zwolnić tempo, żeby potem mieć nowe siły do działania. Bardzo podoba mi się różowa włóczka, w sam raz na nadchodzące szare dni. ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. boszeeeeeeeeeeeeee jakie niedoskonałości jak ja już bym się do tego cuuuuuuuudownego koloru przytuliła ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Myszooptico,
    zdrowia życzę a uprzędzione wełenki bardzo ładne są!!!na prawdę bez kompleksów pozostań!

    OdpowiedzUsuń
  14. o jedno "o" za dużo, przepraszam za literówkę:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wełenki potrafią być zdecydowanie bardziej terapeutyzujące niż rosołek - moje osobiste zdanie. A te różowości... bardziej terapeutyzujące nawet, bo i śliczne i własnoręczne - co prawda u rosołku własnoręczność boli, ale w tym przypadku chyba wręcz przeciwnie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam nadzieję, że już doszłaś do zdrowia!!!???
    Tego Ci z całego serca życzę. Gdybym była w Warszawie, na pewno bym Ci rosołek przywiozła:)

    Śliczna ta Twoja wełenka. Zdolny samouk z Ciebie (chyba, że cichcem gdzieś nauki pobierasz?)...

    OdpowiedzUsuń
  17. Brahdelt - a może mini rurociąg przez Wisłę puścimy? to abonament obiadowy u ciebie od razu wykupię ;) to byłoby coś... pozdrowienia dla chorych i prawie chorych:)

    Anna - serdecznie dziękuję:)

    Iza z Kidowa - dziekuję:) to nie tyle kompleksy, co świadomość, że wiele rzeczy trzeba dopracować, samo się nie zrobi, niestety... ale mam ciągle mam zapał odo dalszych ćwiczeń i próbowania nowych rzeczy. mam frajdę, co tu dużo opowiadać:))))

    ann007 - masz rację, tu nie boli, tu daje istną powódź hormonów szczęścia, czyli działanie terapeutyczne jest... jak znam życie, już jakieś badania na ten temat są:)

    Rene - daję radę, bo muszę:) rozbroiłaś mnie swoją rosołową deklaracją;) wiedziałam!
    a za komplement dla włoczki dziękuję:) pamiętasz, jak długo to przędzenie za mną chodziło? w końcu się poddałam, kupiłam, a potem oczy wypatrywałam na you tube, zadręczałam inne prządki pytaniami i jakoś poszło. teraz czekam na " mądrą" książkę :) bo jak w łapie podręcznika nie mam to jakoś tak niepewnie sie czuję:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy