wiosna 09 258

wiosna 09 252

wiosna 09 255

ac 040

 

 

czy trzeba coś pisać? chyba nie….

a skoro już ten sun-day nastał, należało z chirurgiczną niemal precyzją oddzielić Radka i jego x-boxa i zrobić zdjęcia w plenerze. lekko nie było:)

najpierw pojawiło się pytanie: zdjąć kurtkę, czy nie? ryzykować zamarznięcie, czy nie? matką rodziny jestem… i kto będzie karmił mojego ukochanego kotka?

ac 600

ale przecież ludzie płacą ciężką kasę za zabiegi w komorach kriogenicznych… a ja mogę to mieć zupełnie bezpłatnie…

zdejmuję!

ac 585

może nawet spróbuję się uśmiechnąć… nie wyszło? spróbujemy inaczej…

ac 606

ac 609

koniec:)

a teraz trochę spraw technicznych: sweterek to model z Dropsa – o właśnie ten, robiony z włóczki “przemysłowej” kupionej na e-bayu u kingcraigfabrics: była to mieszanka wełny jagnięcej i jedwabiu (75/25) o lekko tweedowym wyglądzie, przerabiana na drutach nr3

nazwałam ten wytwór “espresso” i wydaje mi się, że ta nazwa pasuje idealnie, chociażby ze względu na kolor – to kolor pięknego espresso z delikatną orzechową pianką… i może espresso nie jest najbardziej wyrafinowaną i “ odlotową” kawą na świecie, jednak to podstawa – ja nie umiem bez niego żyć:)

pozdrawiam:)

.. w lekturze dotyczącej programu “Kapitał Ludzki”.

rzecz dotyczy funduszy unijnych przeznaczonych min na aktywizację zawodową kobiet powracających na rynek pracy po urodzeniu dziecka. paluchy gryzę próbując to jakoś objąć umysłem, poukładać w odpowiednich szufladkach w łepetynie… tyle tego jest! cały wieczór nad tym siedziałam, a pojęcie mam nadal mgliste…szok! i jeszcze wiszę pół dnia przy telefonie próbując skontaktować się z instytucjami o nazwach tak powalonych, ze człowiek nie jest tego w stanie powtórzyć

i jeszcze dochodzi do głosu strach przed rozpoczęciem pracy na własny rachunek… denerwuję się i ciągle rozmyślam nas sensownością mojego pomysłu… rany julek! albo “koniec świata” jak mawia moja Młodsza:)

ale dosyć o czynnikach stresujących: Magii zmobilizowała mnie, żebym W KOŃCU wyciągnęła z szafki lace merino od Laury i Fanaberii :) i zaczęła działać. ponieważ na skuteczne zajęcie myśli najlepszy jest ażur, postanowiłam zabrać się za szal estoński (wzór z książki Haapsalu sall)

ac 527

na zdjęciu widać kawałek panelu centralnego (można tak powiedzieć?) mizerny jeszcze, bo w tak zwanym międzyczasie kończyłam brązowy kardigan z Dropsa (w międzyczasie dostał nazwę: espresso). na razie robi się baaardzo przyjemnie, człowiek nie ma czasu się nudzić, a wełna (wełenka, wełnunia) jest cudowna! jestem bardzo przejęta:)

i na razie kończę bo Młoda koniecznie chce pisać ze mną

pozdrawiam

ależ mi się trafiło…

moje własne Młode pojechały na weekend do Dziadków! wyszło więc na to, ze pierwszy raz od sześciu lat mogliśmy wyspać się do syta, zapleśnieć przy komputerze, oglądać telewizję do późnej nocy … i w ogóle robić tylko to, na co mamy ochotę.. brzmi nieźle? ja myślę!

przyznam jednak, że był moment, kiedy to nagłe osamotnienie, nie wpłynęło na mnie dobrze… zamiast cieszyć się, że czeka mnie błogie lenistwo, byłam gotowa wsiadać w cokolwiek zdatnego do jazdy i odebrać moje maleństwa… bo one na pewno takie biedne bez mamusi są…

na szczęscie w porę oprzytomniałąm i puknęłam się w głowę – i to mocno! zamiast cieszyć śię, że w końcu Dziadkowie dali się namówić na taką zabawę, marudzę jak stara ciotka! a dzieci pewnie nie mają czasu nawet o mnie pomyśleć:)

tak nastawiona, odmoczyłam się w kąpieli za wszystkie czasy, pośliniłam się oglądając stronę colourmartu i oczywiście – dziergałam…

pierwotnie miałam wielkie plany – chciałam ruszyć w miasto, tak dla przyjemności przejść się Marszałkowską… popatrzeć na dekoracje na Nowym Świecie… ale zrobię to następnym razem (oby!), bo zimno było jak diabli! nie będę spacerować za karę! grzeczna byłam:) zakopałam się więc pod kocykiem i cieszyłam się każdą chwilą, kiedy nie musiałam spod niego wychodzić…

w ramach tej nagłej wolności skończyłam kadłubek dropsowego kardigana:

ac 449

ac 482

na razie wszystko poupinane jest szpilkami, bo przyznam się, że nie chciało mi się fastrygować:) wygląda więc na razie nieszczególnie.. ale nie mogłam się doczekać pierwszej przymiarki:)))

przyznaję, że jestem bardzo zadowolona: po uwolnieniu od warstwy wosku, (czy czegoś podobnego , nie wiem dokładnie), wełna jest miękka, oczka pięknie się poukładały, a ciapki jedwabiu dają delikatny tweedowy efekt. a ten kolor gorzkiej czekolady… i nie śmierdzi już:)

trzymam kciuki aby szło tak dalej, bo czuję, ze to będzie mój ukochany sweterek:)))

i jest news! odkopali nas! przyjechało takie wielkie Coś - podobne zupełnie do niczego i zrobiło, co trzeba:) to chyba jakiś mocno specjalistyczny sprzęt był, bo nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam: ni to wyrośnięty traktor, ni bogfoot. najważniejsze, że odkopał, nie ważne, jak się zwie:)

pozdrawiam Was wszystkich

chciałabym kupić sobie traktor, ale taki w wersji de lux, z pługiem śnieżnym w podstawowym wyposażeniu. założyłabym kufajkę, śniegowce (albo w wersji swojskiej – gumofilce). do tego obowiązkowo czapa uszatka… i tak ustrojona wybrałabym się na przejażdzkę odświeżająco – rozpoznawczą po okolicy… tłumy wylegałyby z domów, dzieci rzucałyby kwiaty na maskę (czy traktor ma maskę?), a ja jak Oswobodziciel – Wybawca jechałabym, jechała… od czasu do czasu pozdrowiłabym wiwatujących na moją cześć…..

rozmarzyłam się…

a to wszystko dlatego, że zasypało nas dokumentnie. nieośnieżona droga przez las to nie jest rzecz ,którą mój samochód lubi, dlatego odmówił współpracy. siedzę więc w domu i kwitnę.

nawet listonosz nie przyjeżdża, buuuu…

wczoraj widziano podobno pług w tej okolicy, ale pewnie tak samo jak Paskudę w Zalewie Zegrzyńskim… nie ekscytuję się więc nadmiernie.

tylko nasze Młode się cieszą. właśnie wymyśliły nową zabawę – bawią się w Himalaje

ac 436

a ja?

zabrałam się za kardigan z Dropsa

ac 447

na razie wygląda to jak nie- wygląd, bo prosto z drutów zdjęte to raz, a dwa – użyłam wełny używanej przy dzianiu przemysłowym. nić pokryta jest woskową warstwą, która sprawia,ze jest sznurowata i w robocie wygląda fatalnie. no i zapach roztacza nie najprzyjemniejszy - czuć zapach fabryki, czy coś w tym stylu. ale spodobała mi się tak bardzo, że musiałam spróbować… i skład ma zachęcający – 75/25 wełna jagnięca/jedwab.

a tu mamy próbkę po upraniu;

ac 443

niestety nie widać tego tak ładnie, jak bym chciała… musicie uwierzyć mi na słowo: po praniu całą robótka pęcznieje i wszystko ładnie się prostuje. wełna nie jest z tych najbardziej miękkich, ale ja jestem wełnoodporna, dla mnie jest w sam raz do noszenia

nie mogę się już doczekać końcowego efektu:)

pozdrawiam

rozliczenie ze Starym Rokiem muszę zrobić… tak dla porządku i spokojności ducha.

mam do pokazania Wytwora Zamykającego, czyli ostatnią rzecz, którą udało mi się skończyć przed pierwszym stycznia (bo całą reszta leży oczywiście rozgrzebana w różnych dziwnych miejscach, bo czy to człowiek wie, gdzie najdzie go gwałtowna ochota na dzierganie?)


ac 322

ac 320


poznajecie? to oczywiście Eliina Shawl, w której jestem zakochana do nieprzytomności… i żadnej nie zrobiłam dla siebie! powiedzenie z szewcem sprawdza się co do joty:) myślę więc, że będę Was jeszcze gnębić widokiem Elinki…

ta tutaj zrobiona jest z cieniutkiego merino. z tego, co mi się w głowie majaczy na 100 gramów składa się 950 metrów włoczki. kupiłam ją TUTAJ. zużyłam około 3/4 motka.

i już:) lakonicznie nieco, bo było, minęło… czas na nowe:)

pozdrawiam

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy