to było chyba dwa dni temu, o ile dobrze pamiętam…

w celach informacyjnych oglądałam sobie tvn24. piłam kawkę , dziergałam –ogólnie rzecz biorąc nastawiałam się psychicznie do przywitania kolejnego dnia. w pewnym momencie z ust prezenterki padło zdanie “ orzeł zwisły jest już w Polsce”. jaki orzeł zwisły? są przednie, to pamiętam, ale zwisły???? dlaczego nic o tym nie wiem? czy mój dyplom należy wyrzucić do kosza? takie myśli przepływały przez jeszcze nie do końca wybudzony mózg…

podniosłam więc oczy na ekran…teraz się przekonam co i jak…nadeszła chwila prawdy!

po jednym spojrzeniu odetchnęłam, głęboko i z ulgą – chodziło o Orła Z Wisły – pokazywano właśnie reportaż z powitania Adama Małysza:)

poza tym uprzejmie donoszę, że akcja odkłaczania została zakończona:

wiosna 010 044

jestem zadowolona, bo tym razem udało mi się uchwycić kolor – a z wcześniejszych doświadczeń wiem, że fioletowy bywa niezbyt wdzięczny jeśli chodzi o zdjęcia – u mnie najczęsciej wychodzi granatowy:)

sweter został wydziergany z myślą o starszej pani, więc w porównaniu z oryginałem ma mały dekolt i jest nieco bardziej swobodny. namieszałam też troszkę we wzorze: pierwotnie było tak – wzór prążków kończył się w połowie kieszeni, a dalej gładko. mnie to jakoś nie leżało - pociągnęłam te prążki za kieszeń, żeby była ich integralną częścią. i chyba tak lepiej jest…

dziergałam z ideala na drutach 3.5 ( 9 motków rozmiar 46) . włóczka przyjemna, trochę śliska, dość zwarta, dobrze się z niej robi. mam nadzieję, że będzie się również dobrze nosiła.

teraz na ludziu: ludź trochę za mały do tego swetra jest, ale musi być ten, bo innego na podorędziu nie ma:) ludź starał się o przyjemny wyraz twarzy, ale słonce mocno odbijało się w szybach i zadną miarą mu to nie wychodziło:)))

wiosna 010 027

pozdrawiam

p.s kot przeżył, rybki też – skorzystałam z pomysłu, który mi podrzuciłyście: podklejam klapkę do karmienia kawałkiem taśmy:) dzięki!!!

o rany, jaką noc dzisiaj miałam- totalnie nieprzespaną!

teoretycznie, jako matka dwóch, niezbyt chętnie śpiących dzieci, powinnam być do tego przyzwyczajona. dzisiaj jednak było inaczej… Kota, vel Dzikie Futro, zapałała miłością do ryb w akwarium ( przynajmniej tak twierdziła: że lubi je baaaardzo…) w związku z tym nagłym uczuciem pragnęła zbliżyć się do nich jak najbliżej, skacząc na pokrywę akwarium. to było stanowisko wypadowe do pacania łapką w szybę. bo to takie fajne jest kiedy kotek pacnie , a ryba ucieka – cóż za zabawa! to lepsze niż pranie się po pysku z innymi kotami….

może i przeżyłabym to, ze tak skacze… ale niech ktoś mi wytłumaczy, jak taki mały koteczek, przy tak małym skoku może robić taki hałas? jak słoń! niewyrośnięty co prawda, ale słoń to słoń:) i nawet “ czułe” słowa “łagodnej” perswazji nie pomagały…. znikała na pewien okres, tak, zebym naiwnie próbowała zasnąć, a potem następował wielki powrót.. i znowy zgrabny (w opinii Koty) skok podrywał mnie z łóżka.

po tak miłej zabawie, gdzieś w okolicach trzeciej rano Kota, obrażona, udała się na zasłużony wypoczynek…

ale to jeszcze nie koniec…

najbardziej dogodnym miejscem do wypoczynku okazał się mój najnowszy wytwór, prawie skończony.

ach, jaki był wygodny, jaki mięciutki i przytulny! rano moje szczęście nie znało granic, tym bardziej, że to jest mój pierwszy sweterek robiony na zamówienie, za Prawdziwe pieniądze!

chciałam go dzisiaj obfocić, pokazać i oddać nowej właścicielce… a tu taka kiszka!

zamiast sesji i pożegnania, urządziłam więc sweterkowi serię płukań i wydłubywań. myślę, że będzie dobrze…ale Kota nie może dzisiaj liczyć na przysmaczki, lachmyta jedna! i powiedzcie mi, że koty nie są inteligentne! naraziłam się Kocie i mam za swoje:)

pokażę wzór nieszczęsnego sweterka:

Thrown Together0024

sweterek robiony jest dla starszej pani i koniecznie musiał mieć kieszonki. fason był właściwie dowolny, ale kieszonki – rzecz nienaruszalna:) nawet fajny … chyba też sobie taki zrobię…

a to jest ta kocia małpa.. cała i zdrowa uwierzcie na słowo:)

jesień 08 519

pozdrawiam

tak, ten sposób o którym pomyślałyście również będzie praktykowany. muszę ogłosić to wszem i wobec, bo stanowić to będzie dodatkową motywację: otóż postanowiłam ostatecznie i definitywnie dokopać temu, za przeproszeniem, dupsku, które ktoś mi doczepił ( i to jak podstępnie! )

zawzięłam się!

przez ostatnie lata czułam się jak stara kobieta, z poczuciem, że nic mnie w życiu już nie czeka… dałam sobie wtłoczyć w głowę, że jestem gorsza od “niektórych”, bo nie prowadzę stosownego trybu życia polegającego na bywaniu w odpowiednich miejscach, przyjmowania “odpowiednich” poglądów, posiadania rzeszy , nie posiadam rzeszy przyjaciół… jednym zdaniem: chodząca katastrofa i kompleks.

a takiego! a dosyć!!! od dawna nie byłam tak zdeterminowana, od dawna nie wierzyłam tak mocno, że mogę osiągnąć cel! wiem ,że jeśli mi się uda wrócić do dawnej formy, uda mi się wiele innych rzeczy. bo będzie to znaczyło, że odzyskałam kontrolę. banały plotę, ale dla mnie to jak odkrycie Ameryki:)

alez jestem nabuzowana, co? ale to dobrze – od dna trzeba odbić się porządnie:)

będę mierzyć się jeszcze z czymś:

to Urban Aran Cardigan, w wykonaniu Jareda Flood’a

nasz drogi przyjaciel Batman nareszcie określił,co mu się podoba… bo pierwotnie miał być to czarny sweter z logo Batmana oczywiście.

na szczęście wychodzi na to ,że gusta się zmieniają;)

oprócz tego, mam jeszcze “zakontraktowane” 3 swetry. się dzieje! i dobrze, bo to lubię… to mi pomaga:)

wyflaczania czas zakończyć

pozdrawiam

w poniedziałek wieczorem wróciłam z Mazur…

i pozostaję pod wielkim wrażeniem ,bo była to moja pierwsza zimowa wyprawa w te rejony. w takim wydaniu to można nawet i tę wyjątkowo uciążliwą zimę polubić :)

pasym 006

pasym 042

pasym 027

pasym 054

pasym 031

na drutach nie robiłam zbyt wiele, ponieważ: albo brodziliśmy w śniegu na dworze, albo się po tym brodzeniu rozgrzewaliśmy:)

pozdrawiam

 

jadę na wycieczkę, zabieram kota w teczkę….

ze dwa kilo wełny – tak na wszelki wypadek:)

książki

 

jeśli nie wrócę we wtorek, to znaczy,ze zostałam odcięta od świata  i będę prowadzić  życie na wsi  az do roztopów

pozdrawiam

 

ps. jest prośba ogromna : pozmieniajcie sobie w czytnikach adres do mnie – oczywiśćie jeśłi chcecie:), bo   po powrocie będę  kasowała stary blog,

tak, jak radziłyście - sprułam ten okropny border… i od razu mi ulżyło… pewnie dlatego, że już wzrok mi się nie męczył od patrzenia na to okropieństwo. teraz zastanawiam się, jakież to licho podkusiło mnie do wyboru takiego wzoru! albo zwyczajnie: znajdowałam się w stanie chwilowej niepoczytalności – nadmiar bodźców płynących z faktu przerabiania nieco bardziej skomplikowanego wzoru, spowodował desensytyzację tej części mózgu, która odpowiada za zdrowy rozsądek:)

potem dosyć długo próbowałam z gładką plisą i koniec końców, wymyśliłam coś takiego:

opis dla gosi 045

a potem to już poszło w miarę sprawnie:

opis dla gosi 037

opis dla gosi 038

szal zrobiony jest z lace merino kupionego u Laury. zużyłam 4 motki i mały kawałeczek piątego – a tak martwiłam się, ze z powodu własnego skąpstwa będę musiała poruszyć niebo i ziemię, żeby zdobyć brakującą wełnę… bo akurat ta wełna rozeszła się jak świeże bułeczki:)

wzór zaczerpnięty został z książki Haapsalu sall, a border w trudzie i znoju wymyśliłam sobie sama

pozdrawiam

kadłubek na kadłubku i kadłubkiem pogania…

z wrodzonej niechęci do dziergania rękawów – tak jakoś się składa,ze zapał do danego projektu opuszcza mnie akurat po ukończeniu przodów - dłubałam same przodki i … tyłki:) chyba myślałam sobie, że kiedy poleżą odpowiednio długo, to same z siebie rozrosną się i może nawet uformują rękawy… no co? w przyrodzie skłonność do rozrastania się jest na porządku dziennym, nawet mała skromna pomarańcza pozostawiona w pojemniku na warzywa i owoce potrafi radykalnie odmienić swoje oblicze. a bioderka? też same rosną - i nawet nie wiadomo kiedy :)

opis dla gosi 013

eksperyment trwa więc w najlepsze - niech sobie poleżą…

chwilowo nie czuję się na siłach, żeby zabrać się za rękawy.. mam rękawowstręt – wrrrrrr!

żeby nie narażać się na śmierć spowodowaną przygnieceniem przez stos niedokończonych robótek, robię szal. jestem na etapie wrabiania borderu – i tu potrzebuję rady…

opis dla gosi 030

czy nie zgrzeszyłam nadmiarem konsekwencji przy dobieraniu wzoru na border? czy to nie jest za bardzo – rąbnięte? cały czas się nad tym zastanawiam i nie mogę dojść do żadnych konstruktywnych wniosków… naprawdę nie mam pojęcia…

ale na szczęście nie samymi rozterkami człowiek żyje…. dostałam wyróżnienie od Olajdy

jest mi niezmiernie miło… niestety kadłubkowo – borderowe jazdy rozwaliły mi na tyle system nerwowy, że nie umiem wybrać kolejnych 10 osób, do których ma trafić to odznaczenie.. czy mogę pomyśleć o tym jutro?

pozdrawiam

ac 770

jak widać, znowu baaardzo dietetycznie… wdrożyłam akcję pt. przyjemność z kąpieli w zamian za przyjemność jedzenia:))) wyprodukowałam więc kolejną partię musujących babeczek do kąpieli. lubię je, bo natłuszczają skórę , ładnie pachną , no i świetnie się bawię przy ich produkcji:)

przepis na przyjemnościowe babeczki do kąpieli jest prosty:

500 gramów sody oczyszczonej

250 gramów kwasku cytrynowego

60 ml roztopionego tłuszczu roślinnego – ja lubię kokosowy lub palmowy bo w temperaturze pokojowej krzepną i ładnie stabilizują strukturę naszej babeczki, albo robię mieszanę olej kokosowy + olej ze słodkich migdałów (szczególnie polecany do suchej skóry)

około 2-3 łyżek mleka w proszki, który działa jako emulgator – tzn po powierzchni wody w wannie nie pływają oka z tłuszczu

mąka ziemniaczana – 1 filiżanka

spryskiwacz do kwiatów napełniony wodą

olejki eteryczne, barwniki , susz kwiatowy, co kto lubi

działamy:

do miski wrzucamy suche składniki, mieszamy.

topimy tłuszcze w kąpieli wodnej – mały garnuszek z tłuszczem wstawiamy do większego z wodą i stawiamy na palniku.

stopiony tłuszcz wlewamy do suchych składników – ja się nie przejmuję nadmiernie i wlewam wszystko na raz.

mieszany dokładnie - najlepiej mikserem.

następnie przyskamy po powierzchni wodą ze spryskiwacza – oszczędnie, żeby mieszanina nie zaczęła “kipiec” mieszamy.

powtarzamy operację spryskiwanie – mieszanie do momentu, kiedy mieszanina nie będzie przypominała lekko wilgotnego piaski na plaży-takiego, żeby można było formować babki. nie należy przesadzać z wodą, ponieważ zbyt mokra mieszanina będzie cały czas musowała i nie da się uformować tak, jak chcemy… poza tym musowaniem to niech się zajmie w wannie…

potem wołamy dzieci i ugniatamy masę w foremkach – mogą to być tacki do lodu, foremki do babeczek albo odcięte denka od butelek po wodzie mineralnej

ac 584

pakujemy wszystko do zamrażarki, wyciągamy kiedy się nam przypomni:) w tym momencie kładę swoje babeczki na drucianej kratce (może być ruszt z piekarnika) nad zlewem i delikatnie! spryskuję wodą.

pozostawiam do wyschnięcia, najlepiej przez noc. ten zabieg powoduje, ze na powierzchni babeczki zrobi się stosunkowo twarda powłoka, która ułatwia przechowywanie. gotowe babeczki przechowuję w słoiku albo pudełku w suchym miejscu

miłej zabawy:)))

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy