dziękuję  Wam za ocenę  moich farbowańców:) bo człowiekowi czasem trudno być obiektywnym w stosunku do swoich własnych wytworów, zwłaszcza jeśli  w ciężki zachwyt  wprawia sam fakt, ze przędza zmieniła kolor w ogóle, nie  nabierając  w tym procesie   giętkości i miękkości drutu ogrodzeniowego;)
na temat samego procesu farbowania można znaleźć wiele filmików na you tube,  a także na blogach znakomitych  koleżanek, o których wspominałam w poprzednim poście.

opowiem Wam , jak ja to robię:
lubię, kiedy kolory wzajemnie się przenikają, uzupełniają, dopełniają… lubię  kiedy występuję jedna barwa o różnych natężeniach np. od  jasno – niebieskiej  prawie do granatu.
nie potrafię dokładnie wskazać źródła, które mnie zainspirowało do farbowania “jednogarnkowego”, bo sporo się tego wszystkiego naoglądałam ,naczytałam.  ostatecznie natchnęlo mnie chyba  wspomnienie z ćwiczeń biochemii, kiedy robiliśmy  elektroforezę. był tam takie etap, kiedy trzeba było dodać   medium, nośnika,  na którym cząsteczki białek  wędrują sobie w najlepsze: kiedy  doda się zbyt dużo medium  białka wędrują szeroką smugą, ślad jest mocno rozmyty . jeśli zaś  damy zbyt mało medium, białko nawet nie raczy ruszyć z miejsca, albo robi to baaardzo opornie . pomyślałam, że podobna sytuacja ma miejsce podczas barwienia w garze: jeśli barwnik rozpuścimy w dużej ilości wody, będzie migrował wszędzie, gdzie ma ochotę i zabarwi wszystko w miarę równomiernie.  jeśli damy zbyt mało wody: wyjdą na m wyraźne ciapy. cała sztuka polega więc na dobraniu odpowiedniej ilości wody w  garze

 
spójrzcie na zdjęcie: drugie od lewej turkusy zostały zabarwione  w zbyt małej ilości wody i widać,że barwnik słabo migrował i mamy plamy koloru, zamiast  łagodnych przejść :  jak dla mnie   - do przefarbowania.  kolory jesieni -  tu było więcej wody i mamy łagodne przejścia pomiędzy poszczególnymi kolorami
po tej podbudowie teoretycznej, czas na konkret:
do farbowania używam szerokiego rondla albo gara, takiego, żeby buchta  wełny  rozłożyła się  w miarę płasko, bez  spiętrzania się

sierpień 010 322

namoczoną uprzednio buchtę wkładam do   gara z roztworem barwnika : to co wystaję,  przyciskam trochę łyżka, żeby złapało kolor, troszkę “gmyram, żeby barwnik dotał wszędzie.  po skończeniu “gmyrania” rzeczy mają się  tak: co wystaje to wystaje, co  się moczy, to się moczy ale wszystko swój kolorek ma.  na koniec to, co wystaje, zabarwi się słabiej
gotuję  na wolnym ogniu jakieś pół godzinki, czterdzieści minut. w  międzyczasie  woda odparowuje troszkę.
przygotowuje roztwór barwnika “dopełniającego” i  ciurkam go na środek ,albo przy ściankach gara, albo tu i tu.  
 
sierpień 010 327

na zdjęciu widoczna jest ciemniejsza smuga  przy ściance gara – to jest właśnie dodany barwnik.
znowu gotuję  - przynajmniej 40 minut – kiedy barwnik się wchłonie, woda robi się przejrzysta. w międzyczasie można obserwować, jak barwnik  rozprzestrzenia się, już nie tworzy  wyrażnej smugi, przypomina raczej cień
wyłączam gaz i pozostawiam wełnę do ostygnięcia i już. potem płuczę  i oglądam , co też udało mi się wymodzić:)  ten etap niezmiennie mnie ekscytuje:)
i cwiczę, ćwieczę, ćwiczę… raz coś wyjdzie fajnie,  innym razem beznadziejnie…wychodzę z założenia, że “ nie od razu Rzym zbudowano” i już:) bez napinki:)

 
technicznie:
barwiona wełna to odnaleziona po Babci  Alicji   przęda owcza średnio-gryząca  podhalańska.   partia z poprzedniego wpisu to było “moje” urugwajskie  merino  tzw. undyed . teraz zamierzam zrobić zakupy tutaj

tym razem  użyłam barwników Kakadu do wełny,  w następnej kolejności przetestuję Kakadu uniwersalne

moja metoda może zawierać błędy,  może ktoś robi to lepiej,prościej- zawsze mogę się mylić ,albo kombinować jak koń pod górkę :)

a teraz, na zakończenie – wytwór z Wiśni z kropelką czerni

sierpień 010 346
 
jak widać nie do końca Wiśniowa wyszła…

sierpień 010 345

ale mnie się podoba… wzór to  Shetland Triangle, druty 4,5 . zużyłam jeden motek  merino  100 purewool, pierwotnie, undyed
na wstępie pragnę podziękować za liczne komentarze z miłymi słowami  pod adresem Atramencika.  jest mi naprawdę miło, kiedy skrobniecie parę słów:) jeszcze raz bardzo pięknie dziękuję!
tak  jak słusznie  zauważyłyście, walczę z krągłościami… a w garach mieszać coś   trzeba, bo przez tyle lat  człowiek nawyk w sobie wyrobił, zaczęłam więc bawić  się  w gotowanie “dziwnych makaronów”

sierpień 010 244
 nazwa  wzięła się stąd, że   jakoś tak w długi weekend czerwcowy byliśmy na Mazurach razem   ze Szwagierką  i Starającym się (o jej względy, oczywiście). a, ze  dzięń wcześniej dostałam   swój pierwszy barwnik do  wełny, nie było nawet mowy, żeby  nie wziąc go ze sobą. mogłam zapomnieć  wielu rzeczy, ale gar do farbowania, drewniana łyżka, wełna i barwnik  zostały zapakowane z należytą atencją.   na miejscu  zaczęło się  farbowanie… nieśmiało,  próbnie. wszystko na fioletowo – jak leci, bo barwnik kupiłam tylko jeden.  i tak stał sobie gar z fioletową wodą i wełenką, jak  należy…  w tym czasie Starający się wpadł do kuchni i zaczął myszkować po garach. kiedy dotarł do  mojego, ucieszył się, że zupa jagodowa będzie i  przymierzał się do próby jakości… co dalej było nie wiem dokładnie – w każdym razie wybiegł na taras z pytaniem ,czy  na pewno te dziwne makarony to na obiad się nadają:))

trochę jednak znudziło mi się farbowanie wszystkiego na fioletowo, zwłaszcza kiedy  człowiek poogląda sobie   jak farbuje  FanaberiaKocurek, Laura, Cu@5 i Pimposhka. od razu ręce latają,  karta  płatnicza  cichutko jęczy  z przerażenia, a tzw stary robi się zielony, bo “co ty znowu wymyśliłaś, kobieto!”   no co ja poradzę, że ta wełna to się do mnie tak czepia i czepia?  walka z wewnętrzną naturą jest z góry skazana na porażkę;)
a, ze właśnie u Pimposhki pochwaliłam się, że  listonosz doniósł wełnę i farbki – więc do dzieła! to mój dotychczasowy urobek – jest jeszcze  turkusik, ale nie zdążył wyschnąć
sierpień 010 283
 
sierpień 010 295 farbowanie jednym kolorem farbki,   różne stężenia  barwnika

sierpień 010 302
tutaj popiel z kropelką czerni i  wrzosowymi refleksami

sierpień 010 310
oliwka połączona z popielem

sierpień 010 312
niebieski w odcieniach

sierpień 010 315
czerwień, wiśnia i kropelka czerni


farbowałam zupełnie intuicyjnie, podpierając się tym, co zobaczyłam u Dziewczyn i na  You tube.  farbowanie w  garze, używałam barwników w saszetkach z motylkiem, kupionych na allegro, pomyślałam ,że do nauki  mogą być bo są  stosunkowo tanie.
może być  na początek?
matko jedyna,  już myślałam ,że  nie napiszę tego posta.  podejść miałam sporo, za każdym razem  tkwiło we mnie silne postanowienie, że usiądę i napiszę-  myślę ;  w szkole pisać nauczyli, więc  to nie jest takie   znowu trudne.  i za każdym razem  coś się działo, a to telefon zadzwonił,  a to w garach zbyt mocno bulgotało, a to   dzieciaczki   czegoś chciały… a kiedy było już względnie spokojnie, pies  ukradł kocie saszetki i rozpracowywał je na trawniku, tym samym tworząc coś na kształt małego wysypiska śmieci.. tak więc od tego pisania to… nogi mnie bolą!
i teraz bez zbędnych ceregieli, bo nie wiadomo, co może wydarzyć się za chwilę (co za wariacki dzień!), przedstawiam Atramencika:

sierpień 010 190 sierpień 010 243
sierpień 010 222
sierpień 010 122


wzór pochodzi z czasopisma Rebecca nr 29, wydziergałam   go z włoczki Pima Silk (85/15 bawełna/jedwab)  na drutach  3,5. zużyłam 7 całych motków i   mały kawałeczek ósmego

pozdrawiam
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy