hop, hoooop…

/
32 Comments
czy jeszcze ktoś mnie tutaj pamięta? 
wydawać by się mogło, że  ja zkolei  zapomniałam o istnieniu własnego bloga… albo, że  zapomniałam jak się  bukwy stawia… albo, że zaistniały tzw inne  okoliczności  znajdujące się poza moją kontrolą. to ostatnie, to może trochę…
otóż:
tu uwaga, bo dla wielu poniższe słowa zabrzmią niemalże obrazoburczo:

nie chciło mi się robić na drutach!

nie ciągnęło mnie do tego nic, a nic. a kiedy  brałam  swoje  jestestwo na poufną rozmowę i przypominałam  temużże jestestwu,  zeby się nie wygłupiało, bo  przecież  czujemy się żle  oraz robimy się nerwowe i wredne, kiedy nie orzymamy  swojej dziennej, niezbędnej dawki dziergania, to ono  wołało uparcie – nie kcem!   a przymuszone posuwało sie  do perfidnego sabotażu ; gubiło oczka, myliło wzór…
to przecież można się  wkurzyć niewąsko!!!
a potem wredne jestestwo   szukało wrażeń  i mocno  nadwyrężyło  blacharkę samochodu  własnego,   z bólem  serca  płaconego –  i to  dwukrotnie w ciągu tygodnia ! tu przypomina  mi się  Robert deNiro, mówiący o przypadkach – wypadkach- ‘ no i  niechcący przejechała go ciężarówka – DWA razy” tak też  - jako  przypadek przedstaiwłam to małżonkowi , ale jakby tego nie kupił.
zastosowałam więc wyższą kombinatorykę:  żeby  tak bardzo  na mnie nie było, przywołałam na pomoc medycynę, czyli powędrowałam do okulisty. niestety  okulista nie współpracował,  ueeech, bo wada wzroku jest  ale nie aż taka znowu wielka  , więc mnie to nie usprawiedliwia. i jeszcze okulary trza było nabyć…  wierz tu medycynie!  znam wiele kobiet  wyglądających w okularach pięknie, bajecznie i wspaniale.. czemu więc ja w każdych wyglądam jak nie przymierzająć: półgłowek?
niech już tak  będzie jeśłi tak być  musi – przyniosłam okulary do domu, założyłam, wzięłam druty…
i znalazłam sięw niebie!  pierwsze wrażenie: ktoś wkońcu umył szyby w tym lokalu:)
jestestwo tez było  jakby zadowolone i pozwoliło próbnie wziąć się do roboty.   i kontrolnie, wydziergałyśmy skarpety do spania z  wełny  bardzo osobistej, czyli własnoręcznie ukręconej jesienią  (corriedale  podwójnie skręcone)


owca podpis 113


owca podpis 123 
owca podpis 124
owca podpis 106

gdybym miała ogon  - machałabym nim do  zwichnięcia, gdybym była kotem mruczałabym z  siłą ciągnika ursus, gdybym była  koniem brykałabym  jak  nakręcona… gdybym była  prosiakiem… hm, to nie najlepszy przykład:)
w każdym bądź razie: dostąpiłam iluminacji i poznałam odpowiedż na pytanie; po kiego czorta robić  skarpetki, zamiast iść i spokojnie  sobie kupić:) otóż  skarpetki ze sztucznych tworzyw niech sie schowają, przynajmniej jeśli chodzi o  użytek domowy.  cudnie jest  miec  stopy otulone wełenką… mięciutko, cieplutko, błogo… a tak dziwiłam się, dlaczego amerykanki  tak zawzięcie dziergają  skarpetki… cóz będę dziergac i ja- udzieliła mi się świadomość zbiorowa.
ładne, czy nieładne-  uwielbiam je!
a po zrobieniu  skarpetek jestestwo wpadło w dobry nastrój i pozwoliło jeszcze  pokręcić:



owca podpis 060
i  ukręciło mi  się ponownie corriedale – około 500 metrów  ale nie wiem w ilu gramach,   bo wagi kuchennaj na stanie brak.

wydaje mi sie, ze istnieje   zależnośc pomiędzy błogostanem stóp  a  ogólnym samopoczuciem:)))

pozdrawiam


You may also like

32 komentarze:

  1. SUPER SKARPETKI! Ja Ciebie pamiętać nie mogę, bo nowa blogowiczka ze mnie, ale chętnie zaglądać będę.

    OdpowiedzUsuń
  2. hej:) miło mi powitać:) mam nadzieję, ze będziesz sie tu dobrze czuła

    OdpowiedzUsuń
  3. Pal sześć te skarpetki za które cię już nienawidzę (mam zaczęte trzy pary,każda na etapie pierwszej części,więc właściwie trzy zaczęte skarpetki),niech diabli wezmą ukreconą ,za która Cie nienawidzę jeszcze bardziej (waż to bo ja chcę koniecznie wiedzieć ile kilo na te pińćset poszło) ,ale czytać to Cie uwielbiam. Gdybym wiedziała,że będziesz pisać do mnie tak często jak ze mną rozmawiasz to nie odbierałabym telefonu. Zaczne się tych Twoich tekstów uczyć na pamięć :D

    Ps. Błagam wywal tę weryfikację słowną plissss

    OdpowiedzUsuń
  4. No Kochana, chwilę trwało zanim sobie Ciebie przypomniałam!!!
    Bezczelnie figlarnie przedstawiłaś swoje cudne skarpetusie, też takie kce :) ... mimo że w planach miałam zuełnie inny wzór!!!

    Kolor ukręconej śliczny, skarpetek takoż. Jeśli napiszesz, że sama farbowałaś, to też Cię już nienawidzę, tak jak Laura :D

    Koniecznie zaprezentuj się w okularach, bo jestem przekonana, że jesteś dla siebie zbyt surowa. Znając Cię już Ci zazdroszczę oprawek. Co prawda u mnie szyby jeszcze czyściutkie, ale to kwestia miesięcy pewnie :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. to pojechałaś po calaku, moja droga! a kto ludzi torturuje zdjeciami na facebooku? i jeszcze nawesletera wrednie podsyła? no nie bedę palcem wskazywać - niech sobie przemysli jedna z drugą:)
    pomysle o tej weryfikacji

    OdpowiedzUsuń
  6. Renia - eeee.... no jakby sama farbowałam
    ale nie bij kochana, bo to Ty mnie z mroków nicości blogowej wyciągnęłaś tzw kopniakiem werbalnym:)to nie możesz teraz nienawidzić:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Skarpetki świetne! Chyba też powinnam sobie jakieś wydziergać, bo cosik ostatnio marzną mi stopy w domu. Ukręcona włóczka jest śliczna - cudny kolor!

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę, a ja od rana o Tobie czule myślę, bo wreszcie przyszła pora, coby wziąć na druty zakupione w Zagrodzie skarby.
    I powinnam tu litanię do wszystkich świętych wypisać samymi wielkimi literami, bo to nie wełna tylko POEMAT!
    Nie piszę więcej, wracam do mojej Cold Mountain :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra, nie ściemnaj tu, tylko mów ile za to chcesz.
    Za to zielono-niewiadomojakie coś.
    Tez kcem skarpetki, a co!

    i ide oglądac Ciebie w brylach:p

    OdpowiedzUsuń
  10. Boszzze- skarpety cudne, nastepne pincetmetrów jeszcze cudniejsze, ty to jesteś noooo ...zdolna- o tego słowa mi brakowało:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. łeee, ale ładnie pfarbowałaś...
    łeee, ale ładnie ukręciłaś....
    łeee, a te skarpety jakie fajne...
    łeeetam, zazdrość mnie zeżarła i już.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdyby nie to, że sama właśnie kończę skarpetki, bardzo bym zazdrościła, bo Twoje piękniejsze i z duuużo piękniejszej włóczki! A tak zazdroszczę, ale ciut mniej, bo moje są moje i już :)
    Wszystkim cierpiącym na syndrom jednej skarpetki polecam robienie obu skarpet naraz na drutach z żyłką. Super sprawa! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. wszelki duch!
    okularnicy górą, mówię to ja, Jarząbek, która od wczesnej podstawówki dobrnęła do -6, i bez okularów to mogę czytać z odległości 10 cm, khe khe.
    piękna uprzędzona, piękna!
    a do skarpetek podchodzę jak pies do jeża, więc nic nie powiem, bo zazdroszczę, że umiesz, że robisz, i że jeszcze takie ładne!

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze,że znowu jesteś. Brakowało mi Twoich postów z poczuciem humoru. A niektórych umiejętności nadal zazdroszczę i pozdrawiam serdecznie:)

    Chyba też muszę udać się do tego od oczu:)

    OdpowiedzUsuń
  15. piękne skarpetki,w pięknym kolorze,a to coś ukręcone-obłędne:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oczywiście, że istnieje związek pomiędzy błogostanem stóp a błogostanem reszty człowieka, skarpetki extra klasa! *^v^*
    Pokaż buzię w okularach, ocenimy czy dobrałaś twarzowe oprawki. ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. O moich brylach mogę powiedzieć tylko jedno - ciemność, ciemność widzę! Ale skarpetki i kręconkę dostrzegłam. Jak na złość bardzo wyraźnie. I jedne i druga przecudnej urody. Skarpetki tchą złotą polską jesienią i miodem, a kręconka... ech! pyszne jagody w mrocznym lesie.
    Czy te kręconki można gdzieś nabyć?

    Pozdrawiam
    Maria z Wr.

    OdpowiedzUsuń
  18. No to jesteśmy dwie - skarpetkoodkrywczynie! Też mnie iluminacja naszła. Corrierdale nie gryzie?
    Niebieska ukręcona wełenka przepiękna, ale jetem nieobiektywna, bo niebieski kocham miłością wielką ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiolka - będziem się o to zielononiebieskie bić! I nic z tego, że znasz Myszę osobiście, że se szarotkujecie, a ja jeno bez telefon - będziem się bić!
    A Laurce się zrobi egzamina z myszowych tekstów - ciekawe, ile się już nauczyła:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Doro, Ty mnie nie nerw, pierwsza byłam!

    OdpowiedzUsuń
  21. skarpetki - jak dla mnie - super - a ten kolor to już w ogóle... o matko, wysłowic się nie mogę, ale zwłaszcza kolorystyka obu wytworów Twych mnie dzisiaj urzekła.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiesz jak ktoś zagląda setki razy dziennie tutaj, to pamięta ;) Myślałam, że mi się czytnik zepsuł.
    Skarpetki boskie! A nie gryzą w stopy? To jest jedyna część ciała, którą mam wrażliwą na gryzienie wełny.
    Witaj w gronie Okularników :D Też jednym jestem, ale teraz takim kryptookularnikiem, bo mam soczewki ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. No, no... i tylko tyle powiem, bo mi mowę odebrało w przenośni i dosłownie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. podsumowując:
    -do publicznego pokazywania sięw brylach jeszcze nie dojrzałam:) to jeszcze ciało baaardzo obce

    - zrobienie skarpet wberew pozormom nie jest trudne - to tylko tak wygląda

    - dla mnie corriedale nie jest gryzące - ale ja nie jestem wrażliwa

    - i teraz już spokojnie mogę serdecznie podziękować za wszelkie miłe słowa:) bardzo mi miło:)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Pewnie, że pamięta i zastanawia się co tam w garach z farbą i na kołowrotku:))) Skarpetki świetne, wełenka jak marzenie... no i też się zastanawiam z ilu kilogramów;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Współczuję przygód z samochodem,dobrze, że Tobie nic się nie stało- tak przynajmniej wywnioskowałam. Skarpetki przepiękne i wcale się nie dziwię Twojemu zadowoleniu, na marginesie prosiaczki też potrafią się cieszyć, sama nie raz widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Skarpety udane, no bardzo udane, no niech tam - wspaniałe!
    A czemu ci się nie chciało z przodu ukręcić warkoczków?

    OdpowiedzUsuń
  28. Napiszę jak Rene. Z trudnem sobie przypominam, jak Ty się dziewczynko nazywasz :))
    I dlaczego tak mało tu tych wpisów, nie wiem!
    Laura Cię męczy,byś podawała jej dane metry ,kilogramy,gramy ( pewnie jaki wywaid prowadzi i to nie biały)a mnie wystarczy słowo. Pisz :)
    Okulary mam też nowe - od miesiąca - masakra! Żle i z nimi, i bez nich. Umrę zanim je zaakceptuję.

    Skarpety śliczne,choć podziwiam wszystkich,którzy potrafią spać w skapetkach. Nie umiem!

    OdpowiedzUsuń
  29. alez ja lubię Cie czytać!!!!!
    :))))

    OdpowiedzUsuń
  30. Piękna robota! O wełence nie wspomnę... kolorki cud-miód! ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Takie skarpetki to nie pod pierzynę tylko między ludzi . Cudne są i ten splocik z tylu jak szew na jedwabnych Maryski Monroe . Cudo

    OdpowiedzUsuń
  32. Rewelacyjne skarpety i na pewno ciepłe, co wełna to wełna przecież :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy