zdarzenie

/
35 Comments
czasem lubię o sobie myśleć,że  przezorna i roztropna kobitka ze mnie – i nie przeszkadzają mi  w tym wcale a wcale   zamierzchłe, a także całkiem  nowe zdarzenia  dowodzące niezbicie,   iż  to nie zawsze  jest prawdą. ryzykując  w tym miejscu  całkowitą utratę twarzy i  resztek godności, przytoczę w tym miejscu  najświeższe zdarzenie   rodem z filmu -  i zapewniam, ze   moje szczytowe, jak sądziłam  osiągniecie w postaci niedomkniętych  drzwi w myjni automatycznej to mały pikuś.   nie sądziłam ,ze uda mi się to kiedykolwiek przebić…  ale  jak wiele razy poprzednio, myliłam się…
otóż:
mój  Czcigodny i ja  odwoziliśmy znajomego do  domu. w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w znajomych delikatesach, z dużym , wygodnym parkingiem… zrobiliśmy, co zrobić należało  i ruszyłam grzecznie za Czcigodnym w kierunku samochodu. dotarłam. wsiadłam. poprawiłam płaszczyk,  dałam upust próżności poprawiając włoski… rozejrzałam sie dookoła , konstatując, ze ładnie  wyczyszczono wnętrze samochodu po ostatnim przeglądzie.
no dobrze, ale gdzie mój  Czcigodny?  rozglądam się….. i widzę, mojego własnego  Męża  siedzącego w samochodzie obok – dodam; w naszym samochodzie!
wlazłam komuś do auta!   a drobiazgi w postaci jasnej tapicerki i ładu  ogólnego  w ogóle nie  skłoniły mnie do zastanowienia:) jak to dobrze, że w środku nie było  właściciela, bo spaliłabym się chyba ze wstydu:)  albo, mógłby być tak samo przytomny jak ja, sądząc po tym , ze nie zamknął samochody mieszkając   w Polsce …i  mogło by być naprawdę ciekawie;)
żyjecie jeszcze, czy śmiech już Was zadusił?
bo ja  ledwo żywa do domu wróciłam… nie zdziwiłam się bynajmniej, że coś takiego mi się przydarzyło,  bardziej niezwykłe  było to, że dopiero teraz:)
niech mi jęzor uschnie, niech nigdy więcej  wełny nie kupię jeśli to nieprawda…
i w tak radosnym nastroju, porzuciłam wszelkie odpowiedzialne prace domowe, wymagające kontaktu z  gazem, wodą albo urządzeniami elektrycznymi , jako zbyt niebezpiecznymi dla mnie (każdy pretekst dobry1), i pochowałam niteczki w  kamizelce      wg wzoru Goodale
 DSC08172 DSC08113 DSC08107 

po farbowaniu   merino dk na zamówienie, zostały mi dwa moteczki… a ze pomyślałam sobie, ze   dwóch to nikt nie kupi, zabrałam się za dzierganie kamizelki – i udało się – wystarczyło idealnie – zostało mi może ze trzy metry włóczki.
wzór podoba mi się  baaardzo:)   zrobię jeszcze jeden  -  bardziej sweterkowaty,  z szarej wełny tweedowej,  tzw fabrycznej, kupionej na e-bayu  dawno temu
pozdrawiam i idę spac – ciekawe, co wydarzy się jutro?


You may also like

35 komentarzy:

  1. Usmialam sie bardzo bardzo :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiałam się, chociaż nie jesteś aż tak wielkim ewenementem w tej dziedzinie... ~^^~ Moi znajomi podjechali pod przychodnię, skąd koleżanka miała tylko wziąć przygotowaną receptę, nie było gdzie zaparkować, więc ona poszła do środka, a on wolno przejeżdżał dookoła budynku, celując w moment, aż ona wróci. Ona wybiegła na ulicę, zobaczyła najeżdżający wolno pojazd, szybko wskoczyła do środka i... obrzuciła śmiertelnie oburzonym spojrzeniem obcego faceta za kierownicą i prawie mu zrobiła awanturę! A auto wcale nie było ich, facet też na kogoś czekał i tak wolno przejeżdżał, a ICH samochód z mężem koleżanki był akurat kawałek za nim. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahah - dlatego m.in. życie jest piękne :D
    Kamizelka świetna.

    OdpowiedzUsuń
  4. haaahahaha:) pięknie:) mi ostatnio jakieś dziewczątko wsiadło do autka, kiedy stałam przy ulicy pod blokiem i czekałam na kolegę. ona szła, i z daleka widziałam, że się patrzy na mnie intensywnie, po czym zbliża do auta, zbliża, BLIŻEJ, w końcu wsiadła, spojrzała, i dopiero w tym momencie zajarzyła, że to NIE TO auto:D

    piękna ta kamizelka, i od razu pomyślałam o wersji sweterkowej, bo mi zawsze w ręce zimno:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiałam sie. Kamizelka piękna:)

    OdpowiedzUsuń
  6. dobre:) moja imienniczka niedawno otwierała drzwi mieszkania pilotem do samochodu:(
    kamizelka super,szczególnie kieszonki:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo zabawna historia, i jakie zrządzenie losu, że upatrzyłaś sobie akurat niezamknięty samochód.
    Kamizelka śliczna i w kolorze jaki lubię.

    OdpowiedzUsuń
  8. dobre... dobre, chociaż jeżeli chodzi o auta to ja mam bardzo podobnie, odróżniam kolorami, kiedyś naszą toyote pomyliłam z passatem sąsiada bo kolor był identyczny i na dodatek zaparkowane obok siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marta! Tego mi było trzeba na początek dzisiejszego dnia:) Wzoraj po wyjściu z pracy wpadłam w panikę, że buchnęli mi samochód, bo nie było go w stałym miejscu!!! Dopiero po chwili sobie przypomniałam, że w międzyczasie jeździłam, i zaparkowałam za rogiem:):) pozdrawiam, i rozumiem:):) Iza

    OdpowiedzUsuń
  10. ciężko było doczytać do końca, gdyż łzy mi oczy zalały ze śmiechu :D dziękuję za zapewnienie dobrego humoru przez cały dzień ;)

    Przygoda godna mojej Mamuśki, która razu pewnego pomyliła schodki, wlazła do banku i od pani w okienku zażądała naprawy okularów, a stojąc w kolejce myślała sobie: ale skmputeryzowali tego optyka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. pimposhka - a zebyś wiedziała, jak uśmiał się Radek - juz myslałam,że będzie niezbedna pierwsza pomoc, bo się biedaczyna zadusi:)

    Brahdelt - nie jestem jedyna! coż z ulga....

    gocha - dzięki:) na pewno nie jest monotonnie...

    inka- juz widzę ten sweterek. chyba nie będę kończyć tych rozgrzebanych robótek , a wezmę się za niego. w przeciwnym razie moja silna słaba wola będzie wyc jak potępieniec i konflikty wewnętrzne wywoływać:)
    mimusia-1 - dziękuję pięknie:)

    jagnieszka - :) a dlugo tak stałą z tym pilotem?

    Muna - dziękuje imieniu kamizelki:) i wyszło na to, ze mam dar do znajdowania otwartych samochodów... dobrze,że nie mieszkam w bloku:0

    Anna - to była bardzo podobna sytuacja - oba srebrne, stojące obok siebie:0

    OdpowiedzUsuń
  13. A co to byl za samochod? Bo jak jakis lepsiejszy to trzeba bylo brac :-)))

    OdpowiedzUsuń
  14. życzę sobie i innym byś pisała zawsze, zeszłego lata trafiłam do Ciebie i jestem uzależniona bardzo podoba mi się Twój styl ubierania myśli w słowa - pozdrawiam Karina
    PS przepraszam za usunięcie poprzedniego ale coś pokręciłam:))

    OdpowiedzUsuń
  15. To nie jesteś osamotniona w myleniu samochodów. Ja, dopóki się nie nauczę na pamięć wzrokową, jak wygląda ten, co ma mnie wieźć, to też tak mam :) Kamizelka oczywiście świetna!

    OdpowiedzUsuń
  16. No kochana! Można za coś takiego Cię uwielbiać! I podaj mi rekę, bo ja po miesiącu mieszkania w swojej adaptacji strychu, któregoś dnia wlazłam znow na 5 piętro, lekutko... bardzo lekutko zdziwiło mnie, ze tak czysto pod progiem i że moj mąż zdążył klatke schodową pomalować ukrywając łataninę z gipsu, po czym wkur.... się okropnie bo nie mogłam SWOIM kluczem drzwi otworzyć. I już miałam kopa zasadzić, zeby w domu usłyszeli, aż nagle.... na drzwiach zobaczyłam numer, a na moich jeszcze nie było. No i numeracja inna....
    Wlazlam jedną kamienicę wczesniej.

    OdpowiedzUsuń
  17. nie ma co kończyć, skoro dusza jęczy o ten właśnie:)
    ja mam z pińcet rozgrzebanych, a są takie włóczki i takie projekty, dla których się rzuca wszystko;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Posta przeczytalam u Ciebie wczoraj wieczorem. Dzis w poludnie sobie o nim przypomnialam. Odwozilam tesciowa na dworzec, czekamy na pociag gadu gadu a tu sie okazalo, ze nie stoimy na tym peronie co trzeba i jej pociag odjechal! Nawet nie zauwazylysmy.
    Na szczescie nastepny pociag miala za godzine a w domu nikt specjalnie nie czekal wiec spoko. :))

    Globtroterko Ja raz wrocilam z Polski i na parkingu na lotnisku nie moglam znalezc auta. Stoje jak slup soli i juz wybieram numer do parkingowego, ze mi auto buchneli jak sie okazalo, ze z autobusu wysiadlam nie po tej stronie co trzeba i auto moje stalo za miedza.
    A moja znajoma, co mieszka w Wawie pojechala do centrum samochodem, w miedzyczasie zapomniala, ze pojechala samochodem i wrocila do domu autobusem nieswiadoma, ze auto w centrum zostawila. :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj Myszo...
    Myślę, ze nie jest jeszcze tak źle...gdybys z obcym chłopem odjechała i dopiero rano w cudzym łózku zorientowała się, że cos jest nie tak, to wtedy byłby problem...tak tylko małe roztargnienie:))

    OdpowiedzUsuń
  20. czytałam przy porannej kawie....mój komputer ucierpiał, pękłam ze śmiechu :D:D:D:D:D

    przeagentka jesteś!

    OdpowiedzUsuń
  21. Od razu mi się lżej zrobiło jak poczytałam posta i komentarze .Myślałam ,ze ze mna cos nie teges , a tu coś nie teges z całym światem . SUPER.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale sie ubawiłam, tez bym się pewnie zdziwiła jak byłabym na Twoim miejscu.kamizelka super.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jaka to ulga że to nie tylko ja taka zakręcona jestem:)

    Kiedyś kilka lat temu, gdy jeszcze mieszkałam w ciepłych krajach, umówiłam się z moim ówczesnym pracodawcą, że mnie z pod kawiarni odbierze do pracy. Problem w tym, że nie wiedziałam jakim samochodem on jeździ. A nawet gdyby mi powiedział markę to i tak nic by mi to nie mówiło. No więc stałam sobie i sączyłam kawę. Patrzę a tu jakieś auto wolno podjeżdża na parking. Nie namyślając się wiele podeszłam i wsiadłam. Po czym spojrzałam na kierowcę i wcale mi do śmiechu nie było jak zobaczyłam, że to jakiś zupełnie obcy facet. Nie muszę chyba dodawać, że gość się dławił ze śmiechu....

    Kocham czytać Twoje bo bloga!

    Kamizelka boska!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ze śmiechu aż się popłakałam...Łzami zalałam... dzieci wystraszyłam.
    Kamizelka śliczna.

    OdpowiedzUsuń
  26. Martuś, cudowna jesteś! A ja myślałam,że mojej przyjaciółki nic nie przebije! Wdzianko już pochwaliłam ale wracając do tematu- a na prywatnego maila tego zdjątka też nie??? Obiecuję , że nikomu nie pokażę i dołożę swoje w równie boskim wydaniu! Uściski przeogromne.

    OdpowiedzUsuń
  27. matko jedyna! przed chwilą pracowicie odpowiedziałąm na każdy z komentarzy, nacisnęłam - publikuj komentarz - i wszystko zniknęło! protestuję:) ja się tak nie bawię... a skleroza nie pozwoli napisać tego tak samo - buuuuuu...

    OdpowiedzUsuń
  28. idę odtajać na świeżym powietrzu,potem pogadam ze skleroza, aby napisać ponownie:)

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja słyszałam o takim przypadku- mama mojej koleżanki tak zrobiła i jeszcze za kierownicą siedział cudzy mąż- oburzona się go spytała "co pan tu robi"- i dopiero gdy on z oczami jak 5 zł spytał ją o to samo zorientowała się że to nie ten samochód :))

    OdpowiedzUsuń
  30. Czas na wyznanie: Marta, kocham Cię po prostu :))))

    OdpowiedzUsuń
  31. jesteś genialna:) Witaj w klubie:)
    Niedawno wsiadłam sąsiadowi do auta - inna marka, kolor, wielkość... no bo mój mąz miał podjechac pod bramę. Podjechał trochę dalej, bo pod bramą stał sąsiad.:)
    Ale mi było głupio - sasiad siedział w aucie. Polewke miał potem cały blok:)

    OdpowiedzUsuń
  32. To z samochodem - cudo, szkoda, ze goscia nie bylo w srodku....ja kiedys z corka kupilysmy w Ikei szafe, mala waska, ale 2 metrowa w pion. z wystawy, przeceniona z 200 cos na 25, dokladnie ta, co ja Kasia chciala...no i dopiero jak wyszlysmy za drzwi zorientowalam sie, ze szafa to mi raczej do samochodu osobowego nie wejdzie...wzdluz parkingu do odbioru, tak jakos dalej stal dostawczy samochod i zza niego wyszla para starszawa (w porownaniu ze mna, hrehre), ja bez namyslu podlecialam do faceta, zlapalam za klapy i mowie - moze mi pan szafe zawiezc? zaplace! oboje zaniemowili...okazalo sie, ze oni zza tego dostawczego po prostu przechodzili...a kierowca dostawczego wlasnie wysiadal....

    nie mowiac juz jak do sklepu Impresja w Piasecznie wpadlam w przedzien Wigilii juz po zamknieciu, w pedzie, zastanawiajac sie w biegu jak tu namowic wlascicieli sklepu na sprzedaz mi przedmiotu juz po zamknieciu, co powiem, ze trzeba leciec, bo swiatelko widzialam i owszem...prawie wyrwalam drzwi z zawiasow, za mna gonia jeszcze dwie osoby zasapane, za drzwiami stala pani i pan i rozmawiali - wyraznie na wyjsciu. I tu im wpada baba jak tajfun ,,,zaskoczyli mnie obecnoscia tak bliska, ze zupelnie zapomnialam, co mialam powiedziedz i wrzasnelam wiszac na tych zawiasach - ja po rybe!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    no bo wczesniej widzialam super ceramiczna rybe na sciane i jakos sie zgapilam z kupieniem, etc etc...TAK zglupieli od tej ryby, ze facet sam skikal po chybotliwym stole, na ktorym i na polce pod bylo PELNO szklanych naczyn, zeby mi te rybe zdajc ze sciany. Dostalam upust, chyba dla draki ;))

    Kiedys kolezanka przyjechala i dojechala do stacji kolejowej w Durham. Ktorej nie znam osobiscie z bliska. wiem, gdzie jest i tyle. zaparkowalam srednio legalnie wedle drzwi i czekam. pociag przyjechal, pojechal, kolezanki nie ma. dzwonie do niej, a ona, ze cholera, czeka i czeka. a ja, ze ja tez cholera czekam i czekam...opisala, gdzie stoi, ide patrze - nie ma, dzwonie i warcze- do cholery, mialas stac i czekac!!! a ona, ze owszem stoi i czeka i mnie widzi.GDZIE Ty mnie widzisz???? na drugim peronie, gdzie byl taki sam kiosk...najgorsze bylo to, ze ani ona ani ja nie widzialysmy przejscia zadnego z jednego peronu na drugi.....

    kamizelka SWIETNA!

    p.s. szafe wepchnelam do swojego samochodu. do polowy wystawala, ale Kasia ja w objeciach trzymala i jechalam denerwujaco powoli.

    OdpowiedzUsuń
  33. Kochana Ty się nie zadręczaj...
    Ja na egzaminie praktycznym na prawko wsiadłam se na miejscu pasażera i czekałam cierpliwie na kierowcę ;) no! lepiej trochę?!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Super kamizelka, a zdarzenie boskie! Muszę przyznać, że pocieszyłam się cztając ;-)

    OdpowiedzUsuń
  35. usmialam sie do lez...pozdrawiam serdecznie,e.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy