zagapiłam się przepotwornie… dotarło właśnie do mnie ,ze nie nastawiłam świątecznego piernika. uuuaaaaa!
powinnam była zrobić to mniej więcej 2 tygodnie temu. żeby miał czas dla siebie … żeby mógł dojrzeć i mocy urzędowej nabrać. zgroza i skaza na reputacji:)) jeśli człowiek przez cały rok bezwstydnie obija się po kuchni, wykorzystując ją absolutnie niezgodnie z przeznaczeniem, zapycha ją kłębami wełny i zgrzewkami octu, to musi przyjść taki czas, kiedy wykazać się należy. wychodzi na to ,ze to ma być właśnie teraz. żeby nie wyłamywać się zanadto z ogólnego nastroju przedświątecznego – piekę. bo piec lubię. nie trzeba tego robić codziennie, a efekt przedsięwziętych działań zawsze robi wrażenie na domownikach, bo: albo jest smacznie, albo powstaje ulubione domowe ciasto – z zakalcem . tak czy inaczej, mam miłe poczucie, ze spełniam się w roli “strażniczki ogniska domowego” :)
nie porzuciłam więc swojej nadziei - zrobiłam ciasto na wspomniany już piernik. jest juz na emigracji w spiżarni. wygląda tak:
jak stalaktyty w jakiejś jaskini. jest jasny, bo miałam pod ręką miód akacjowy, a ten jest baaardzo jaśniutki… ale nie będę wydziwiać. w tym roku przepis wzięłam z jednego z moich ulubionych blogów : Moje wypieki
pozostaje mi tylko trzymać kciuki, żeby gotowe ciasto nie otruło nas wszystkich;)
skoro jesteśmy już przy piernikach: lubię mieć choinkę udekorowaną tradycyjnie, po domowemu – z ciastkami, długimi cukierkami, orzechami… i tu rodzi mi się rok w rok konflikt międzypokoleniowy:)) bo pełna dekoracja nie jest w stanie dotrwać nawet do Wigilii – jest pożerana natychmiastowo przez dzieciarnię i psa pasibrzucha.
pies pasibrzuch jest groźniejszy, bo wyżera na bezczela… a potem leży i choruje. pomyślałam sobie więc tak: dam ci ja pierniczki , cholero jedna, dam …
i zrobiłam pierniczki z masy solnej:)))
masę barwiłam kawą inką, wysuszyłam, przeszlifowałam z lekka i polakierowałam.
to będzie niespodzianka.
prawdziwe pierniczki zostaną powieszone wyżej i dam inny kolor wstążeczki… bo te prawdziwe też być muszą. podkradanie łakoci z choinki to całkiem spora część fajnego dzieciństwa:) a chichoczące dzieciaki to połowa radości ze Świąt

23 komentarze:
W domu moich rodziców choinkę ubierało się (i nadal ubiera) dopiero w Wigilię, wcześniejsze dekorowanie drzewka zawsze było uznawane za przedwczesne, a drzewko stało sobie kolorowe od 24 grudnia do Trzech Króli. Tp jest metoda na niezjedzenie wszystkich ozdób! *^v^*
ja ubieram nieco wcześniej, bo w Wigilie jestem zwykle urobiona po pachy i obawiam się ,ze miły zwyczaj ubierania choinki potraktowałabym jako kolejny, czasochłonny obowiązek... ale rozbieram juz tradycyjnie, tka jak u Twoich rodziców, w dzień Trzech Króli
i pozostaje jeszcze pies żarłok...
Ty Niedobroto, pieska chcesz masą solną uraczyć :( Powycinaj gwiazdki z plastrów kiełbachy i na dole choinki popowieszaj, niech psina poczuje świąteczny nastrój!
Ja sobie obiecałam, że pierniczki zrobię i też zapomniałam nastawić ciasta :((((
Rene - gryzaka wielkiego zawsze dostaje ta nasza psina kochana:)
nie jestem az taka okropna , za jaką uchodze;))))
a ja zrobiłam to ciasto dwa lata temu, i nie byłam specjalnie zachwycona...za bardzo wyczuwam w nim smak sody, i przeszkadza mi:(
więc zrobię jakieś pierniczki, tym bardziej, że zamówiłam sobie obłędne wycinaczki;) ale z jakiegoś zwyczajniejszego ciasta, które można zrobić tuż przed.
A moje ciasto dojrzewa juz od poczatku listopada,ale nie ten przepis . Jestem ogromnie ciakawa jak wyjdzie bo fotki ma smakowite . Malosolne pierniczki chociaz piekne i takie dopracowane to jest OSZUUUUSTWO . Nawet psu sie tak nie robi ;)
Ale sprytny plan obmyśliłaś. Obawiam się jednak, że pies nie da się nabrać na ten numer. Przypuszczam, że lakierowane pierniczki nie pachną tak smakowicie, korzennie, jak te właściwe? :)
Pierniczki z masy solnej zamawiam! Raz będzie coś ladnego,czego nikt nie zeżre o!
inka- o masz! ale mi stresa dołożyłaś:) nie dość ,ze w biegu to i potencjalne paskudztwo:))ale mam za swoje - trzeba się zorganizować i przede wszystkim porządek w karteluszkach z przepisami mieć - żeby potem w panice nie odtwarzać przepisu:)
a jakie wycinaczki , jakie? pochwal się, bo ciekawość mnie zżera:)
3nereida - zorganizowana kobieta z Ciebie:) zazdroszczę i podziwiam, bo u mnie prawie zawsze przygotowania są na ostatnią chwilę i we właściwym czasie nie mam nawet siły cieszyć się tymże właściwym czasem:)
piesek nie będzie miał źle , nie ma obawy:)
Gazela - właśnie ma się nie nabrać:) kiedyś pociągnął choinkę tak, ze cala się przewróciła , bombki potłukły, a główny winowajca posiusiał się ze strachu....
Laura - dziękuję, przyjmuję do wiadomości:) i działam
Ja w zeszłym roku też nastawiłam ciasto na początku grudnia i pierniczki wyszły pyszne.
W poszukiwaniu ciekawych foremek zajrzyj do tego sklepu http://skladrzeczy.pl/
a wyglądają jak prawdziwe! ja się dałam nabrać to i pies się da! pięknie wyszły!
Cholewa, ja też zapomniałam! Trudno, w tym roku bedzie tylko piernik i tyle! Ale z tym wyżeraniem, chichotem dziecków i pustymi opakowaniami po cukierach to masz absolutna, całkowitą racje:-)))
Malinkowa - miód mi lejesz na serce:)
i dzięki za namiar - wypatryzłam sobie fajne snieżynki i aniołka - wstyd przyznać, nie mam aniołka!
Alejandra - dzięki:) chociaż psu to nie w smak:)
edi-bk - no własnie - muszą chichrac, bez dzieciaków w rodzinie jakoś tak dziwnie cicho i nieswojo w swięta. i głownie ze względu na nie człowiek męczy sie z tą całą oprawą:)
tylko zapachu świątecznego chyba nie uda mi się podrobic: bedzie jechalo octem, farbą i mokrą wełna:)))w dalszym ciągu zbieram kasę na przysposobienie garazu do moich farbiarskich potrzeb:) i ciesze się na to bardzo:)
Choinka tylko do Trzech Króli?
Tak krótko
Uwielbiam jak świeci nocą i nie lubię się znia rozstawać. I jak nie opada to stoi, czasmi aż do lutego
Wyglądają prawdziwie, aż cieknie ślinka;) Chyba i ja jutro poważnie porozmawiam z mamą, bo zeszłoroczne pierniczki były robione na tydzień przed wigilią i jeszcze w sylwestra łamaliśmy na nich zęby:)
Nie przejmuj się! Ja sie kiedyś zagapiłam i tylko dwa tygodnie dojrzewało. Po prostu pierniczki mniej wyrosły, ale też były pycha! Mam swój własny przepis od wielu lat. Ten Dorotus jakoś mi nie pasuje... Ale to kwestia przyzwyczajenia jak sądzę.
Kalina - jeśli chodzi o choinkę pomyślałam sobie tak: jeśli chwila ma być wyjątkowa, nie może trwać zbyt długo... i wystawiam choinkę za dzrzwi, gdzie, juz bez ozdób robi za zielony bukiet do wiosny. i rok w rok mam nadzieję,ze choinka kupiona w doniczce wyrośnie w końcu na piękne drzewo:))
zostawiam za to lampeczki - duuuzo, malutkich iskiereczek porozwieszanych po domu w postaci girland wszelkiego rodzaju - z tym nie mogę się rozstać:)))
kajkosz - dzięki:) i obronię kamienne pierniczki - ich obecność to też tradycja:)chowam je wstydliwie do spiżarni i z dziką radością odkopujemy je , kiedy chce się nam czegoś słodkiego, a wszystko zostało już pożarte:)
Ata - daj przepis, plisssssss:) bo teraz to juz się jednak przejmuję:) bo jak ciul ostatni zgubiłam swój przepis:)
A prosiem bardzo! Jest na moim blogu kuchennym:
http://garymoniki.blogspot.com/2010/11/pierniczki-z-szybkami.html
Ata - dzięki, dzięki!!! i przy okazji wyszło jak mało wiem o Szanownych Koleżankach:) toż to utalentowane, ze aż strach:))bardzo się cieszę, bo potrzebuję kulinarnych autorytetów:)))
Ło jessu! Nie mów do mnie autorytet! :-DD A zwłaszcza w dziedzinie kuchennej :-DD
a będę! i już! mnie to nawet do głowy nie przyszło,żeby bloga kulinarnego założyć - ludzie pochorowaliby się od samego patrzenia:)
Ale rodzina żyje? Znaczy nie jest z Tobą tak źle ;-)
Wow, piękne te solniaczki :-) Odgapię z moimi dzieciakami na zajęciach, błagam pozwól (powalona na kolanka, rączki złożone w błagalnym geście ;-)
Zrobiłam już próby na cieście farbowanym farbą, ale te dwukolorowe są boskie.
Prześlij komentarz