czy jeszcze ktoś mnie tutaj pamięta? 
wydawać by się mogło, że  ja zkolei  zapomniałam o istnieniu własnego bloga… albo, że  zapomniałam jak się  bukwy stawia… albo, że zaistniały tzw inne  okoliczności  znajdujące się poza moją kontrolą. to ostatnie, to może trochę…
otóż:
tu uwaga, bo dla wielu poniższe słowa zabrzmią niemalże obrazoburczo:

nie chciło mi się robić na drutach!

nie ciągnęło mnie do tego nic, a nic. a kiedy  brałam  swoje  jestestwo na poufną rozmowę i przypominałam  temużże jestestwu,  zeby się nie wygłupiało, bo  przecież  czujemy się żle  oraz robimy się nerwowe i wredne, kiedy nie orzymamy  swojej dziennej, niezbędnej dawki dziergania, to ono  wołało uparcie – nie kcem!   a przymuszone posuwało sie  do perfidnego sabotażu ; gubiło oczka, myliło wzór…
to przecież można się  wkurzyć niewąsko!!!
a potem wredne jestestwo   szukało wrażeń  i mocno  nadwyrężyło  blacharkę samochodu  własnego,   z bólem  serca  płaconego –  i to  dwukrotnie w ciągu tygodnia ! tu przypomina  mi się  Robert deNiro, mówiący o przypadkach – wypadkach- ‘ no i  niechcący przejechała go ciężarówka – DWA razy” tak też  - jako  przypadek przedstaiwłam to małżonkowi , ale jakby tego nie kupił.
zastosowałam więc wyższą kombinatorykę:  żeby  tak bardzo  na mnie nie było, przywołałam na pomoc medycynę, czyli powędrowałam do okulisty. niestety  okulista nie współpracował,  ueeech, bo wada wzroku jest  ale nie aż taka znowu wielka  , więc mnie to nie usprawiedliwia. i jeszcze okulary trza było nabyć…  wierz tu medycynie!  znam wiele kobiet  wyglądających w okularach pięknie, bajecznie i wspaniale.. czemu więc ja w każdych wyglądam jak nie przymierzająć: półgłowek?
niech już tak  będzie jeśłi tak być  musi – przyniosłam okulary do domu, założyłam, wzięłam druty…
i znalazłam sięw niebie!  pierwsze wrażenie: ktoś wkońcu umył szyby w tym lokalu:)
jestestwo tez było  jakby zadowolone i pozwoliło próbnie wziąć się do roboty.   i kontrolnie, wydziergałyśmy skarpety do spania z  wełny  bardzo osobistej, czyli własnoręcznie ukręconej jesienią  (corriedale  podwójnie skręcone)


owca podpis 113


owca podpis 123 
owca podpis 124
owca podpis 106

gdybym miała ogon  - machałabym nim do  zwichnięcia, gdybym była kotem mruczałabym z  siłą ciągnika ursus, gdybym była  koniem brykałabym  jak  nakręcona… gdybym była  prosiakiem… hm, to nie najlepszy przykład:)
w każdym bądź razie: dostąpiłam iluminacji i poznałam odpowiedż na pytanie; po kiego czorta robić  skarpetki, zamiast iść i spokojnie  sobie kupić:) otóż  skarpetki ze sztucznych tworzyw niech sie schowają, przynajmniej jeśli chodzi o  użytek domowy.  cudnie jest  miec  stopy otulone wełenką… mięciutko, cieplutko, błogo… a tak dziwiłam się, dlaczego amerykanki  tak zawzięcie dziergają  skarpetki… cóz będę dziergac i ja- udzieliła mi się świadomość zbiorowa.
ładne, czy nieładne-  uwielbiam je!
a po zrobieniu  skarpetek jestestwo wpadło w dobry nastrój i pozwoliło jeszcze  pokręcić:



owca podpis 060
i  ukręciło mi  się ponownie corriedale – około 500 metrów  ale nie wiem w ilu gramach,   bo wagi kuchennaj na stanie brak.

wydaje mi sie, ze istnieje   zależnośc pomiędzy błogostanem stóp  a  ogólnym samopoczuciem:)))

pozdrawiam
żeby nie przedłuża:

włóczka znalazła nową  właścicielkę. za sprawą sierotka Radusia, którego zaprzęgłam do roboty jako osobnika w pełni obiektywnego, wełnę otrzymuje:


Ahrana


Radek śmieje się mi tu z boku, że  nie będzie mógł spać spokojnie ze świadomością, że znienawidziła go właśnie ponad setka kobiet;)  ale już  szykuje się  na następną zabawę, podpowiada, że Dzień Kobiet to będzie dobry termin:)

pozdrawiam
marta


p.s Ahrana - proszę o Twoje namiary
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy