.. czyli przytargałam z Szarotkowa  kolejny kłębek wełny estońskiej.  tym razem połączenie   żywej czerwieni, bordo i różu…  brzmi ryzykownie?  brzmi.
nie taki jednak diabeł straszny, jak go malują, zestawienie, aczkolwiek  odmienne od  wszystkiego  do czego jestem przyzwyczajona,  daje się    dość łatwo zaakceptować. 
i mam   dodatkowy zastrzyk energii podczas  szarego przedwiośnia:)  
i będę bezpieczna na drodze:)))


MARZEC 101
MARZEC 105

wzór to Swallowtail
wełna estońska,  kupiona od  Małgosi na Szarotkowie, druty  nr 4 , zuzyłam  ok 100 gramów wełny
cóz ja na to poradzę, że  prosto z jesienno zimowej depresji popadam w wiosenne osłabienie?  i   każda malutka , nawet  taka  tyci-tyci przeszkoda , ba  nawet nie przeszkoda, tylko utrudnienie urasta to rangi  problemu na skalę wszechświata?   i przytłacza , i przygniata,  i dusi…  i jak   robić swoje z tak niewyobrażalnie wielkim garbem na plecach?  z całą pewnością trudno. 
i nawet na drutach robić się nie chce…
jakkolowiek zabawnie bądz idiotycznie to  nie brzmi,  brak chęci dziergania traktuję  z całą powagą na jaką  mnie stać:)  a to dlatego ,że  to   bardzo ważny  wskaźnik  dobrostanu psychiczno-emocjonalnego – przynajmniej u mnie.  no bo jak to tak:   nie chce ci się robić tego, co  w innych  okolicznościach daje tyle radości?  znaczy się:  nie jest dobrze…
i dzięki takiej z pozoru głupiej, błahej rzeczy wiem, że  należy  COŚ zrobić. a to  już bardzo dużo…
i wiem już skąd  biorą się te  piekielne pobudki  o   trzeciej nad ranem… (to za wczesnie nawet dla mnie.  i  ileż  razy można oglądać powtórki  “ seksu w wielkim mieście” ?)
i  cały  ten  bałagan powoli zaczyna się  układać - przestawiam się na działanie:  realizuję zadanie – wydostać się z dołka. można wyskoczyć , jeśli ktoś potrafi, można  budować  konstrukcje wspomagające, można się wyczołgać, można wypełznąć .. nie ważne jak, byle się wydostać (oczywiście   niewskazane  są tu czynności przeczące zdrowemu rozsądkowi, moralnie niepewne lub szkodzące zdrowiu:))  moja ulubiona metoda to “ małe kroczki”
na początek-  kroczki do  lasu:) dotlenić się porządnie, bo mówiąc  obrazowo i  może niezbyt elegancko: co może wymyślić mózg, który zaczyna  kisić  się we własnym  sosie? jak ma właściwie oceniać sytuację?  jak ma mnie  prowadzić? 
przewietrzyć drania!  
do  dzieła!
o  szóstej   rano w lesie jest  pięknie… o innych porach  też, ale teraz jest tylko dla mnie… mam więc czas zeby  spokojnie, nie myśleć o niczym…  niektórzy  zalecają przytulanie sie do brzóz w celu zaczerpnięcia energii życiowej,  próbowałam  tego nawet ale po  dwudziestu sekundach   takich przytulanek   czuję się  jak  …   przyjmijmy: niespełna rozumu.dałam sobie zatem  spokój.  zrobiłam   za to parę zdjęć, ze specjalną dedykacją dla Sów:))

CONVAR25          CONVAR16 CONVAR36  MARZEC 076
CONVAR66

nawet kiedy patrzę na te zdjęcia, robi mi się lepiej – nie chodzi o to ,że są   dobre czy coś z tych rzeczy…  po prostu  przypominam sobie jak było:) fajnie powłoczyć się bez widocznego celu.. a  ostatnio wstaję na tyle wcześnie, że i spieszyć się nie muszę… i tak wrócę na czas…

na zakończenie  coś “na temat” , troszkę od czapki , ale już od kilku dni   to zdjęcie wisi na ravelry, więc należy zakończyć temat, zeby nie   stracić o sobie nowo-zbudowanej ,  dobrej opinii:))

 5519011991_f6676cef9d
“moja” wełna bfl sock, niecałe dwa motki, druty 3,5
teraz  czas  na dołączenie  kolejnych kroczków – uporządkuję   biurko! będzie się działo…
pozdrawiam
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy