czasem lubię o sobie myśleć,że  przezorna i roztropna kobitka ze mnie – i nie przeszkadzają mi  w tym wcale a wcale   zamierzchłe, a także całkiem  nowe zdarzenia  dowodzące niezbicie,   iż  to nie zawsze  jest prawdą. ryzykując  w tym miejscu  całkowitą utratę twarzy i  resztek godności, przytoczę w tym miejscu  najświeższe zdarzenie   rodem z filmu -  i zapewniam, ze   moje szczytowe, jak sądziłam  osiągniecie w postaci niedomkniętych  drzwi w myjni automatycznej to mały pikuś.   nie sądziłam ,ze uda mi się to kiedykolwiek przebić…  ale  jak wiele razy poprzednio, myliłam się…
otóż:
mój  Czcigodny i ja  odwoziliśmy znajomego do  domu. w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w znajomych delikatesach, z dużym , wygodnym parkingiem… zrobiliśmy, co zrobić należało  i ruszyłam grzecznie za Czcigodnym w kierunku samochodu. dotarłam. wsiadłam. poprawiłam płaszczyk,  dałam upust próżności poprawiając włoski… rozejrzałam sie dookoła , konstatując, ze ładnie  wyczyszczono wnętrze samochodu po ostatnim przeglądzie.
no dobrze, ale gdzie mój  Czcigodny?  rozglądam się….. i widzę, mojego własnego  Męża  siedzącego w samochodzie obok – dodam; w naszym samochodzie!
wlazłam komuś do auta!   a drobiazgi w postaci jasnej tapicerki i ładu  ogólnego  w ogóle nie  skłoniły mnie do zastanowienia:) jak to dobrze, że w środku nie było  właściciela, bo spaliłabym się chyba ze wstydu:)  albo, mógłby być tak samo przytomny jak ja, sądząc po tym , ze nie zamknął samochody mieszkając   w Polsce …i  mogło by być naprawdę ciekawie;)
żyjecie jeszcze, czy śmiech już Was zadusił?
bo ja  ledwo żywa do domu wróciłam… nie zdziwiłam się bynajmniej, że coś takiego mi się przydarzyło,  bardziej niezwykłe  było to, że dopiero teraz:)
niech mi jęzor uschnie, niech nigdy więcej  wełny nie kupię jeśli to nieprawda…
i w tak radosnym nastroju, porzuciłam wszelkie odpowiedzialne prace domowe, wymagające kontaktu z  gazem, wodą albo urządzeniami elektrycznymi , jako zbyt niebezpiecznymi dla mnie (każdy pretekst dobry1), i pochowałam niteczki w  kamizelce      wg wzoru Goodale
 DSC08172 DSC08113 DSC08107 

po farbowaniu   merino dk na zamówienie, zostały mi dwa moteczki… a ze pomyślałam sobie, ze   dwóch to nikt nie kupi, zabrałam się za dzierganie kamizelki – i udało się – wystarczyło idealnie – zostało mi może ze trzy metry włóczki.
wzór podoba mi się  baaardzo:)   zrobię jeszcze jeden  -  bardziej sweterkowaty,  z szarej wełny tweedowej,  tzw fabrycznej, kupionej na e-bayu  dawno temu
pozdrawiam i idę spac – ciekawe, co wydarzy się jutro?
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy