tak mi się wczoraj zrobiło , tak mi się wczoraj objawiło, ze  zgłosiłam się do konkursu na blog  roku 2011 w kategorii “moje zainteresowania i pasje”.  ot , chwila i impuls.
przysłano mi  link  zgłoszeniowy, który należy umieścić  na blogu, pewnie dobrze byłoby w niego też poklikać:)))
następnie grzecznie poczekam  na ostateczną akceptację zgłoszenia do konkursu. mam nadzieję ,ze wszystko pójdzie jak należy, bo   chyba padnę ze śmiechu jeśli  mnie  nie przyjmą:  u mnie wszystko jest możliwe…  nie ekscytuję się  więc nadmiernie, uwierzę  kiedy zobaczę:)

ekscytuję się natomiast tym:
cascade 11.11 005
udało i się  wymieszać kolor beżowy, mając do dyspozycji barwniki w  kolorach podstawowych:)
proporcje na tzw “oko” – gdyby ktoś mnie zapytał, jak to zrobiłam, musiałabym nieźle pogłówkować. hmmm… ileż to razy obiecywałam sobie specjalny kajet na  sekretne  receptury farbiarskie?  ze sto. najmarniej. 
może to będzie moje  postanowienie noworoczne?
pozdrawiam
od  piątku jestem  szczęśliwą posiadaczką pistoletu. 
określenie “szczęśliwa” brzmi nieco dziwnie, więc od razu wyjaśniam, żeby nie było, ze mam mordercze instynkty i jeszcze  się tym chwalę. 
zatem:  kupiłam sobie  pistolet, ale na klej.  i od piątku zadaję sobie pytanie, jak  mogłam się bez niego  obywać przez tak długi czas. widziałam oczywiście  to cudo w rękach  florystów, którzy wyczyniali przy jego pomocy cudeńka prawdziwe  (z rodzaju takich przy których człowiek  popada w  pełne podziwu  odrętwienie).  myślałam jednak  sobie, ze  to przyrząd mocno profesjonalny, więc na pewno  kosztowny no i ten gorący klej… przy mojej zręczności   wypadek  murowany- uszkodzenia ciała albo pożar
ale:
stałam sobie ostatnio w kolejce w  sklepie papierniczym. trochę zaczynało mi się już nudzić, więc  uważnie rozejrzałam  się po pólkach. i ona tam był!  za  25 złotych. myślę sobie: spróbuję – jeśli nawet nic z tego nie  będzie, to   ten wydatek mnie nie zabije.
pistolecik działa jak złoto,    rąk mi nie upiekło,  nie skleiło, więc bawię się w najlepsze.
nagle  wszystkie, pozornie bezsensownie przyciągane z lasu rzeczy  znalazły swoje zastosowanie -  okazuje się ,ze  nie ma rzeczy nieprzydatnych, a solne pierniczki  są jak znalazł:)
półeczka dostała więc  nową , świąteczno – zimową dekorację:
DSC01406 
i jest jeszcze drugie “dzieło”
DSC01410
oczywiście, zdaję sobie sprawę ,ze daleko mi do profesjonalistów, ale bawię się świetnie;)   przy okazji  “oswajam” takimi drobiazgami  nasz dom, tchnący  pustą  przestrzenią  rodem ze stepów:) bo mnie pierdółki są potrzebne  do szczęścia. i fengszuja  też  lepiej przy pierdółkach lata:)
pozdrawiam
będzie się działo, będzie się  farbowało…
urobię się po  łokcie, po pachy,  nawet po szyję jeśli zapał mocno mnie  schwyci.  a szanse są na  to spore,  bo właśnie
odebrałam  wielkie pudło z  cudnościami, ze  och i ach!

DSC01307
to wszystko   korci  mnie, aż strach
gdyby nie silne postanowienie
ze w domu zapanuje lśnienie
ze  ubranie uprasowane i czyste
ze potrawy nie spalone, lecz soczyste
ze  roześmiana dzieci gromada
radości  szczególnej  nada
gdyby nie to postanowienie…
a jutro:
w   czarującą  wiedźmę  się zmienię,
nie podchodź! w miejscu  jak zaklęty stój!
tu w kotle  bulgoce wywar mój,
tu  opar trujący i znój.
tu  pod dłońmi wyrasta tęcza ,
tu  pragnienie zadręcza,
tu życia nić pajęcza  tężeje,
tu myśl kolorem istnieje,
tu tajemne eliksiru składniki
bajeczne  mają dać wyniki.
krąg tajemny dla mnie stworzony,
zdejmuje szaty matki, zony
tu  w  kotle  inne życie się rodzi,
wydobywam je  z  otchłani,
całuję,
z dobrymi życzeniami wysyłam w świat

jak widać,  dość poważnie targają mną emocje. ale  jak tu  zachować spokój  w obliczu  tych wszystkich  wspaniałości… tych alpak  z jedwabiem, tych  cudnych  lace’ów  całkiem  innych niż do tej pory…  no nijak się nie da! co  ja, z kamienia? to dla mnie jak prezent,  muszę się nacieszyć, zanim dopadnie mnie ponura biznesowa  rzeczywistość, zanim zacznę martwić  się  o przyszłość
i żeby już  tak całkiem cudnie   dzisiaj było:  rozstawię sobie świeczuszki własnej roboty, włączę muzyczkę … będzie  milutko.
DSC01234
zagapiłam się  przepotwornie…   dotarło właśnie do mnie ,ze   nie  nastawiłam    świątecznego piernika.  uuuaaaaa!
powinnam była zrobić to  mniej więcej  2 tygodnie temu.  żeby miał czas dla siebie …  żeby mógł dojrzeć i mocy urzędowej nabrać.   zgroza i skaza  na reputacji:))   jeśli człowiek   przez  cały rok bezwstydnie  obija się po kuchni,  wykorzystując  ją  absolutnie niezgodnie  z przeznaczeniem, zapycha ją  kłębami wełny i  zgrzewkami octu, to  musi przyjść  taki czas, kiedy wykazać się należy.   wychodzi na to ,ze to ma być właśnie  teraz.  żeby nie wyłamywać się zanadto z ogólnego nastroju przedświątecznego  – piekę. bo  piec lubię.  nie  trzeba  tego robić codziennie,  a efekt  przedsięwziętych działań zawsze robi wrażenie na domownikach, bo: albo  jest  smacznie, albo  powstaje  ulubione domowe ciasto – z zakalcem . tak czy  inaczej, mam miłe  poczucie, ze  spełniam się w roli  “strażniczki ogniska domowego” :)
nie porzuciłam więc  swojej nadziei -  zrobiłam ciasto na wspomniany  już  piernik.   jest juz na emigracji  w  spiżarni. wygląda  tak:

DSC01244
jak  stalaktyty  w jakiejś  jaskini. jest jasny, bo miałam  pod  ręką miód akacjowy, a ten jest baaardzo  jaśniutki… ale  nie będę wydziwiać. w tym roku przepis  wzięłam z  jednego z moich ulubionych blogów : Moje wypieki
pozostaje mi tylko  trzymać kciuki, żeby  gotowe ciasto  nie  otruło nas wszystkich;)

skoro jesteśmy  już przy piernikach:  lubię  mieć choinkę  udekorowaną   tradycyjnie, po domowemu – z ciastkami,  długimi  cukierkami, orzechami…  i tu  rodzi mi się rok w rok  konflikt międzypokoleniowy:))  bo  pełna dekoracja nie jest  w stanie  dotrwać  nawet do  Wigilii – jest pożerana natychmiastowo przez dzieciarnię i  psa pasibrzucha.
pies pasibrzuch jest groźniejszy, bo wyżera na  bezczela… a potem  leży i  choruje.  pomyślałam sobie więc  tak: dam ci ja pierniczki , cholero jedna, dam …
 DSC01260
 
DSC01258

i zrobiłam  pierniczki  z masy solnej:)))
masę barwiłam  kawą inką,  wysuszyłam,   przeszlifowałam z lekka   i polakierowałam.
to będzie niespodzianka.
prawdziwe   pierniczki zostaną powieszone wyżej i  dam inny  kolor wstążeczki… bo te prawdziwe  też być muszą.   podkradanie  łakoci  z choinki to  całkiem spora część  fajnego dzieciństwa:) a  chichoczące dzieciaki to  połowa radości ze Świąt
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy