… bo  udało mi się  uszyć  śniadaniówkę  z laminowanej bawełny, mała rzecz , a cieszy:

DSC05793 DSC05796 DSC05804 

ośmielę się  nawet na stwierdzenie, że   nawet  jest  toto podobne do  tego  co chciałam  osiągnąć, jestem więc   silnie zadowolona.  szczęście zaś pogłębia fakt, ze  w ogóle dobrnęłam  do końca…    obiektywnie rzecz  biorąc  prosta rzecz: uszyć  coś na kształt kieszonki z zakładką na  dole, lamówkami i   naszytym rzepem.  roboty w tym wszystkim  najwyżej na  pól godzinki. ale ja , jak to  ja  spędziłam  nad  tym “dziełem”    ze dwie  godziny, bo maszyna,  jeszcze niedawno ukochana Brotherka, chociaż  właściwie  Sisterka,  robiła wstręty : ustawienie  naprężenia nici  to dla niej  tylko sugestia, więc  można olać. szew zaczynamy ładnie ,  przed końcem  zaś dajmy się ponieść fantazji, popętelkujmy trochę, a co? jeśli  dołożymy do tego    paskudne krzywulce  na szwach  (to juz   prezent  ode mnie )  i idące za tym  wielokrotne prucie, to   dziw  bierze, że   przez  okno nie  wyleciała śniadaniówka, a   Sisterka tuż za  nią… miałam chwilową niepoczytalność , spowodowaną silnym afektem…

czy któraś z Was zna może   kogoś  z  Warszawy lub okolic , kto przemówiłby  Sisterce do rozumu?  tak  po naprawczo-serwisowemu?

Dziękuję wszystkim  za zainteresowanie   bałwankową zabawą. było mi niezmiernie miło, kiedy   patrzyłam  na  rosnącą liczbę  komentarzy i   życzeń:)
a żeby nie wystawiać nerwów  wszystkich  zgromadzonych  na ciężką próbę,   przechodzę  niezwłocznie  do   najbardziej interesującej   części:
nowym właścicielem  bałwanka  jest  osoba , która   pozostawiła   19 z kolei  komentarz,


Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2012-11-03 170730.bmp



czyli  Piuma (Asia)
serdecznie gratuluję, na  pewno  powstanie coś  pięknego:)
proszę o kontakt w celu  ustalenia szczegółów dotyczących wysyłki:  myszoptica@poczta.onet.pl


jeszcze raz dziękuję za  udział w zabawie,
pozdrawiam
czy wiecie,ze minęły  cztery lata  od  moich pierwszych  blogowych  wpisów?   
cztery  lata od  zapadnięcia na    ostrą  “knitozę”
przeleciało…
z tej okazji pragnę  podziękować  wszystkim ,którzy  znajdują chwilkę  żeby tu zajrzeć…ze wszystkie  miłe słowa i wsparcie -  serdecznie  dziękuję:)
a   z racji tego, ze już  jutro ma  padać śnieg, a  Dzieciaki   zaczynają przebąkiwać  o  lepieniu bałwana,  trzeba  przypomnieć sobie  to i owo.  
ustawiłam więc , swojego,   bałwana  “spersonalizowanego” – takiego lubię
 DSC05555DSC05558  DSC05537
bałwan zbudowany  jest z  trzech kłębków  Rowan Tweedu w kolorze  Nidd  -   jest uroczy i słodki, milutki  i cieplutki, w odróżnieniu od pozostałych członków rodziny  bałwanów;)
a żeby było juz całkiem sympatycznie  i rocznicowo:   oddam go w dobre ręce, zatem  bawmy się w  Candy:
-warunkiem   udziału w zabawie  jest pozostawienie   komentarza pod   tym wpisem.
-komentarze anonimowe nie będą   brane pod uwagę  w  losowaniu
-zapisy trwają  do 2 listopada
-losowanie  3 listopada
-będzie mi miło, jeśli wspomnicie  o  candy  na swoim  blogu
-jeśli   szczęśliwy los tak zdecyduje – wyślę bałwana za granicę

zapraszam do zabawy
jeszcze raz dziękuję:)
pozdrawiam
czyli :
po ostatnim  poście i   Waszych miłych komentarzach, doszłam  do  wniosku, że  z  tego  całego  szycia  może  i coś  będzie…   zwołałam zatem  zebranie    Jestestwa, Miecia  i tego   gostka z    Wydziału  Zdrowego Rozsądku.
demokratycznie, przewagą  jednego  głosu,  podjęliśmy decyzję  o  kupnie      overlocka.   pozostało nam   zatem udać  się   zwiady, co  byłoby   dla nas  najlepsze ?   i prawie na wstępie    poddaliśmy się    frustracji, bo   oczywiście, jak to  zwykle   bywa,  najbardziej  spodobało się nam  cudeńko za  parę  tysiączków  ( mamy rozmach w planowaniu, oj, mamy)  -    gdyby  jeszcze gotował… albo  chociaż sprzątał…. wzięlibyśmy tę  kandydaturę na poważnie…
ale poszliśmy na kompromis i   kupiliśmy  to:
DSC05510

i powiem  Wam , ze  nie jesteśmy tacy głupi…. 
fajne urządzenie.   poradziłam sobie nawet  z  osławionym  nawlekaniem  całego  ustrojstwa i   szyję, co prawda  na razie  umiem  ustawić  tylko  jeden rodzaj szwu, ale i tak  jest  pięknie:)
od razu obrzuciłam   brzegi nowego  wytwora:
DSC05513
lamowanie  będzie   czystą przyjemnością: wszystko śliczniutkie, równiutkie…    siedziałam  przed   tą narzutą i   pławiłam się  w  ogólnym zadowoleniu:)
będę mogła powiedzieć więcej , kiedy  przeczytam  ponownie instrukcję, tym razem  z większym zrozumieniem:)))
a  na zakończenie:
trochę  większy kawałek   Dzidziowej  kołderki (tak   z  80%), w dalszym ciągu  czekamy na  całość, najlepiej “ wkładką “ w środku
DSC05478
a  na na koniec- taki prawdziwy:
ma być zimno…  trzeba zrobić nową  czapkę: zakochałam się  w Rosebud   z  Brooklyn Tweed’u
Rosebud4_medium2
mam  nadzieję,ze Jared, nie  pogniewa się za   “pożyczenie” zdjęcia – działam  w wielki  afekcie….no  i  Miecio znowu się przyczepił:)
pozdrawiam
uwaga: będzie róziowo:
… bo to  ma  być dziewczyneczka.  tak wiem, wiem, ze stereotypy są szkodliwe, ale  jest  coś takiego  w małych dziewczynkach , że same z siebie kochają kolor róziowy….  moje  tak mają…. a  jeśli  dorzucić do tego    garść  cekinków i koralików – zapanuje  błogość  i szczęście  ogólne.  
zatem  na  hasło: dzidzia zaczęłam  gromadzić   szmatki w słodziutkich , pastelowych kolorach, które  następnie musiały odleżeć swoje, w celu nabrania “mocy urzędowej” … w  sobotę  uświadomiłam sobie, ze zgrozą,  ze nie mogę dłużej  odkładać szycia, zatem z pełną determinacją  zabrałam  się do pracy…

DSC05462DSC05469      DSC05488
DSC05483
posiedziałam  nad tym , nie  powiem…     zrobiłam wszystko co mogłam , żeby Dzidzia mogła   wypoczywać w  komfortowych  warunkach.   a, ze nie mam  wielkiej wprawy w szyciu,  to  trochę to  trwało…
najważniejsze ,ze się udało - zdążyłam:  dzisiaj   rano  przekazałam  kołderkę   w   dobre ręce, które zawiozą   ją  w dalekie kraje, do Dzidzi. 
nie pokazuje  kołderki w  pełnej  krasie,  bo  mam  obiecaną  relację z miejsca  przeznaczenia – będzie  to  również znaczyło, że Kurier dotarł szczęśliwie:)
zatem  czekamy…
i mogę powiedzieć nie  tylko w swoim imieniu – trzymamy kciuki.
do zobaczenia  Kurierze!
see you later!

…  a  kiedy  jestem  już jestem tak zmęczona, tak  urobiona po łokcie, po szyję, a może nawet czubek głowy… kiedy ręce  wyciągają mi się  jak   u   innych braci  naczelnych, a nogi  są wiadomo  gdzie… 

wtedy  właśnie przypomina mi się    cytat, którego sens  brzmi  mniej więcej tak: i kiedy On  jest dla mnie taki podły, taki niedobry... to myślę  sobie: chciałaś rudego – masz rudego -  i od razu jestem szczęśliwa…

to przypominanie   nie jest przypominaniem ot tak sobie.  gdzieś  z najdalszych bruzdach mózgu zaczyna się zabawa w  analogię: chciałaś roboty to  ją  masz! 

zatem nie  narzekam  więcej

i mam :

zaproponowano mi     farbowanie   partii  motków dla   dużego  odbiorcy, na próbę.

no to  farbowałam:

DSC05246

DSC05252

dzisiaj zapakowałam  i wysłałam.  klamka zapadła

niedługo  powinny pojawić się  w e-dziewiarce

ale to   nie koniec   z  rudymi  - historia była to taka:  pewnego  dnia   przewijam sobie  wełenki zalewając się łzami na okoliczność  śmierci dr  Greena z  Ostrego Dyżuru, a tu  dzwonek. nieoczekiwanie. dwa razy;) znaczy:  listonosz.   “zagranicę  przyniosłem” rzekł   i  wręczył mi przesyłkę. ki diabeł?  katalogi jakieś czy co? gazety?  pomyłka?

nic z tych rzeczy…

w środku znalazłam  to:

DSC05258 

wyobraźcie sobie, ze  Tinkusia   zadała sobie tyle trudu, ze  narysowała dla  mnie przepiękną kopię  plakatu Elvgrena.   - możecie to sobie wyobrazić?

słuchajcie ,  co się potem działo…  łezki uronione nad  dr Greenem  przekształciły  się  w    dwie  fontanny w  dwie  Niagary… ze  takie ładne, że nie znając mnie tak  bardzo trafiła w mój gust, ze Jej się chciało…odwadniałam się  tak przez mniej więcej pół godziny, czyli   wzruszyłam się klasycznie

Tinkusiu  - bardzo, ale to  bardzo dziękuje:)   

juz  wiem gdzie    będzie wisiał.

pozdrawiam

 

 

 

 

'

…wykazałam się  ostatnio taką dozą konsekwencji  i samozaparcia, ze jestem  z siebie  bardzo zadowolona i będę  bezwstydnie  dopraszać się  o pochwały….
sprawa dotyczy bowiem włóczek:
postanowiłam  zmniejszyć   swoje “prywatne” zapasy  włóczek,  bo   ich wielkość  nie świadczy  zbyt  dobrze  o  stanie mojego umysłu, jeśli mam  być brutalnie szczera. dojrzewam powoli  do   myśli o  odsprzedaniu  lwiej części, ale to tak powolny proces, ze w  międzyczasie popełniłam  cztery! (cztery! ) projekty bez wyciągania  łapek w  stronę sklepowych półek.  są to : pokazywana już  Nadmorska I ,  w kolejce czekają :  chusta Nadmorska II,  Karoliniasty ogoniasty sweterek, no i   moja świeża miłość: Eisen. ten ostatni   wyglądał dzisiaj rano tak:
DSC04723 DSC04718 DSC04730

teraz jest juz uprany  i  leżakuje, w celu osiągnięcia  “pełnej  dojrzałości”
zapowiada się ,ze  będzie  to  bardzo miły  sweterek nad-spódniczkowy. akurat takiego potrzebuję , bo  zbliża się jesień,  a  ja kupiłam sobie   śliczne kaloszki , do których należałoby   nosić  rurki, ale aż tak nieprzytomna nie  jestem, żeby je  założyć, więc spódniczka będzie idealnym rozwiązaniem. 
przymiarki wypadały  nawet, nawet…. nie powiem…  ale cała prawda wyjdzie  po praniu:)   dopóki nie założę takiego  gotowego na grzbiet,  zakładam  pojawienie się wszelkiego rodzaju kataklizmów  dziewiarsko-okolicznościowych:)zamawiam zatem na jutro słoneczko i ciepełko!
…i kolejną porcję konsekwencji proszę:)
to już najwyższy czas na   ujawnienie  się z   moim wakacyjnym wytworem,  jeśli nie chcę zmieniać  nazwy z  “nadmorska”   na “ archaiczno- próchniczna”.    
dodatkowo , tak mi się  te kropelki  z  otaczającą aurą skojarzyły…niestety.
DSC04200 DSC04203 DSC04207 DSC04243
wyprodukowałam  toto nad morzem,   jednym okiem patrząc  na   jedno dziecko, drugim  na   drugie dziecko, trzecim   podziwiałam   “okoliczności przyrody” , a czwartym  śledziłam wzór  - w myśl zasady : dla chcącego nic trudnego:)
20120710042
a ja chciałam , oj jak bardzo, chciałam  mieć tę chustę.  chorowałam na nią , odkąd  zobaczyłam ją  u  Bietas
co ja poradzę, ze wpływowy człowiek  jestem?    ale jak tu się oprzeć ?  nie da się!  a ja z pokusami walczę w taki sposób, ze im ulegam:))
metryczka: wzór to  Dew Drops , włóczka  to Silky  Merino  Fingering z mojej  Zagrody, miałam   dwa motki , końcówkę z  jakiegoś farbowania,  to  wystarczyło  na duuuuzą  chustę.  druty?   to chyba były 4,5  ,  nie mam miarki, a  numeracja była na żyłce, więc    kwestią czasu było to ,ze się zetrze…   mam  zatem “artystyczny” nieład
pozdrawiam
….  z wielką przyjemnością    zauważam,  że  pomimo   rozwoju technologii,  pomimo istnienia  kuszących  gier  komputerowych,  konsol wszelkiego typu, a zwłaszcza  tematycznych  kucyponkowych i barbinkowych  kanałów   w telewizji, jest w dzieciach   coś   co nie ulega zamianie   od   lat, może i  wieków:  miłość do   cudnego, mazistego   błotka, miłość do beztroskiej, swobodnej zabawy, kiedy można się porządnie  ubrudzić…

DSC03741 DSC03762 DSC03750


to nie może  być przypadek, to musi być genetyka:)
jak widać, moje  Młode mają  właśnie    wyjątkowe nasilenie    tych  uczuć –  daj   im  wodę , daj im miskę … będą  tak siedziały  dopóki  przekupstwem , bądź   groźbami  nie  nakłoni się  ich do   posiłku:   przecież   nie czas jeść , kiedy  błoto wysycha!
tak naprawdę: ucieszyłam się , ze  dzieciaki   potrafią się  jeszcze tak  bawić….   
pamiętam, że  sama przepadałam   z domu na długie godziny, kiedy nad  tak zwanym Kanałkiem,   gdzie wspólnie  z dzieciakami z sąsiedztwa ,wznosiliśmy  błotne konstrukcje  dla  Smerfów ,  a   pobliskie poidło dla krów pełniło funkcję   Wielkiego  Jeziora…  to był  fantastyczny czas:)
eeehhhhh…..
teraz  jestem  już  całkiem  duża,   w błocie taplają sie moje dzieci,
ja  bawię się już nieco inaczej:
z  prawdziwą przyjemnością donoszę , że  ostatecznie i  definitywnie  wyprowadziłam się z farbowaniem z kuchni. policzyłam sobie ostatnio,  że   w swojej “karierze”  ufarbowałam  już   prawie  1000  motków  wełny , co daje  około 100 kg .   trudno  uwierzyć….   jednak  ślady  na  meblach  wskazują, że to prawda:  pomimo  stosowania folii, jako ochrony mam  zniszczone  blaty i fronty szafek, nawet  garnek  ucierpiał -  zrobiła się  w nim dziura:  śmieję się, ze przefarbowałam  gar na wylot,  ale to pewnie ujawniła się  wada fabryczna  powstała przy  odlewaniu stali;)
teraz urzęduję w  garażu, co napawa  mnie wielką nadzieją,  bo przecież   Steve   Jobs  również zaczynał w tym  miejscu:) paru innych, skromniejszych, tez by się znalazło, ale   po co mam się  ograniczać w marzeniach?  pojechałam więc na całego:)
na razie jest  dosyć  ciężko, bo   nie   mam  podłączonej  bieżącej   wody, ani odpływu…  ale od czego mamy piękne lato?  płuczę wełnę w  ogrodzie.    wczoraj zaś, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności,  weszłam  w posiadanie   używanych , ale porządnych  mebli kuchennych,   w tym  pięknej dużej szafki z  osadzonym juz   zlewem i płytą gazową   i ze stalowym  blatem - prawdziwe  cudo!    mam nadzieję, ze będzie  mi dobrze służyła;)  czekam  z niecierpliwością, na dzień  kiedy będę mogła ją   zainstalować u  siebie:)
ale  mam szczęście:)
pomimo mało komfortowych  warunków,  pierwsze motki opuszczają  już pracownię:

DSC04316
DSC04261

więc  chyba im ta  miejscowa sparta nie przeszkadza…
będzie dobrze:)
… gdybym  mogła  postępować   w całkowitej zgodzie  ze swoją Wewnętrzną Naturą  ten  post wyglądałby   mniej więcej tak:
-wyhodowałam owieczkę,  o runie cudnym  i  miękkim
-ostrzygłam owieczkę
- przygotowałam  runo do przędzenia
- uprzędłam
-wydziergałam
ale:
jako  przysposobiony   mieszczuch muszę się zadowolić  łatwiejszą i przyjemniejszą częścią planu:
-farbowaniem
-przędzeniem
-dzierganiem
co daje w efekcie  to:
DSC01839
DSC03810 DSC03813 DSC03815
i jak  tu nie lubić  przędzenia?  mozolne toto , pracochłonne,  ale jakie satysfakcjonujące…
jestem zauroczona    grą kolorów, przenikają się , uzupełniają… one ze sobą tańczą:)  jestem  bardzo mile zaskoczona efektem ,  bo  czesanka pochodziła  z  moich pierwszych farbowań i   jej wygląd nie zachęcał mnie do  pracy …   musiała  odleżeć  swoje na  półce, aż do  chwili  kiedy  naszła  na mnie   przemożna chęć  przędzenia , a nic  innego nie  było na podorędziu:)
metryczka:
wzór: Mousseux z lekką modyfikacją:  “mereżka”  przerabiana  była prawymi oczkami na prawej stronie, lewymi na  lewej,  wełna  Corriedale  2-ply  uprzędziona przeze mnie,  druty 4,5   i jeśli będę przerabiała ten wzór  jeszcze raz,   inaczej  rozwiążę kwestię “szwu” środkowego… takie całkiem   gładkie  byłoby, moim zdaniem,  fajniejsze
i  mały off:
rosną w oczach:)))) i mają kolegów:…
DSC03802

...truskawki…

bo o nich w czerwcu  być musi: patrzę na nie,  wącham, zajadam, pałaszuję, łasuję, gotuję ,piekę…

nic  więc dziwnego w tym , że  nawet  kiedy siadam do maszyny do szycia,  musi   się to zakończyć …. truskawką

    DSC03706

DSC03728

DSC03724

wyszło na to, że  przy okazji moja ulubiona półeczka  otrzymała nową,   letnią dekorację

następne w kolejce  są gruszeczki…. i   obrus na stół ogrodowy…i  poduszki…i  makatka…  i… setka innych rzeczy.

innymi słowy:  wpadłam w ciąg szycia:)

 

wzór: Tilda  “Sew pretty homestyle”

muszę to pokazać, muszę!
DSC03375
widzicie jak ładnie?   pomidorki kwitną!   na razie  kwiatuszki pojawiły się nieśmiało na  dwóch krzaczkach,  ale   na innych  pełno jest małych  ślicznych, pączuszków.  zaglądam  do nich  co najmniej  dwa razy dziennie, tu podleję ,tu uszczyknę , a tam pogapię się  jak  sroka  w  gnat…
a papryka rośnie jak na drożdżach :
DSC03379
oby tak dalej, maleńka!  bo  ja tu planuję  mieć    lokalne zagłębie paprykowe:)  papryka jest dobra zawsze i  wszędzie… 
no dobrze,  dobrze, żeby nie było,ze już na zawsze  w tym swoim  foliaku utknęłam…
zorganizowałam też nowy domek dla  moich farbowanych  wełenek:
DSC03476 
byłam dzisiaj dzielna i porządnicka…
podziergam sobie  dzisiaj  bez   wyrzutów sumienia:)
albo  pogrzebię w internecie, bo spragniona jestem -  przez  niemalże tydzień  byłam odcięta od świata
albo  pierogi z truskawkami zrobię…
albo nic nie będę  robić…
coś  wymyślę:)
korzystając z chwilki , kiedy nic na głowę  nie kapie, nie  ciurka, nie  zacina,  złapałam Lolę  pod pachę i nakłoniłam do   pozowania.
tematycznie i  w  ogólnym nastroju  przyodziałam ją  w  chustę z  Kid Classica:
 DSC03273 DSC03275  DSC03278  DSC03276DSC03284 DSC03287

wzór to zmieniona wersja  Mousseux   -  zmieniona, czyli uproszczona…
chociaż  mogłoby się wydawać, ze  z tego wzoru nie da się już nic  ująć – mnie się jednak udało:)
i mam takiego sobie Casuala.
od razu zapowiadam: nie oddam go za żadne skarby świata, nawet jeśli połowa okolicy będzie się przymilać;). pozostanę niewzruszona jak skała,  bo on jest taki…  taki… mój. mówią, że szewc bez butów chodzi, a ja dodaję, ze dziewiarka   nie ma w co się  ubrać ( no może troszkę się zagalopowałam , bo  człowiek-kobieta rzadko kiedy  ma się w co ubrać,   ale ogólny sens jest  chyba jasny:))
kid classic wyraźnie mięknie po  upraniu -  robi się  przytulny i przymilny,  jak  dla mnie – cudny, obłoczkowato-chmurkowaty…
czyli: jestem bardzo  zadowolona  z  tego  udziergu
technicznie: zużyłam  3 motki  kid classica,  dziergałam na  piątkach,  a spinka  to  prezent  od Artysty, który  zgodził się uprzejmie  na wykonywanie ich dla  Zagrody
pozdrawiam
p.s jeszcze nie  leje:)))


diagnoza:  gorączka  serbinowska.  pierwszy opisany  w literaturze przypadek:  Bogumił Niechcic

początek  choroby    jest trudny do  rozpoznania, nawet  przez  osoby doświadczone, albowiem   towarzyszy mu  zespół zachowań   pozornie niewinnych, niekiedy nawet pożądanych społecznie, np:   zwiększona troska  o  spożycie nabiału wśród rodziny  bliższej  i dalszej -  dotyczy  to  zwłaszcza  jogurtów  i kefirów w kubeczkach  400  gramowych

przebieg   choroby:  cechą  wspólną dla wielu  zachorowań jest  burzliwy początek  choroby,   wtedy   też  pojawiają się  zachowania  irracjonalne  i  impulsywne.  izolacja osoby chorej – wskazana ( bardzo skuteczne bywa   odebranie  gotówki i kart  płatniczych  oraz odcięcie od  sieci)

po burzliwej  fazie  początkowej, choroba przechodzi w stan utajony, pozornie bezobjawowy, stan ten trwa   mniej więcej   do końca przedwiośnia.

po tym  okresie   następuje demonstracja  wszystkich  objawów  choroby:

-   bieganie po polu w  gumiakach i rozchełstanym kożuszku

-  zmiana powonienia:  każdy  nawóz naturalny pachnie jak  najlepsza perfuma

- nagłe przygięcie  pleców w kierunku gleby,   często   powiązane  z ugięciem kolan

- kończyny górne   ulegają stopniowemu przekształceniu do    narzędzi  typu pazurki, grabie, łopata

-  ustawianie na oknie  kolekcji  kubeczków po jogurtach , napełnionych ziemią  i rachitycznymi roślinkami

-  codzienne, komisyjne przeglądy  w.w  kolekcji

i  tak dalej… i tym  podobnie….

w  moim  przypadku   doszło  jeszcze  coś takiego:

DSC03169 zagnałam Czcigodnego  do roboty!     w końcu to  inżynier,  niech   konstruuje… niech się wykazuje :)

DSC03171

  opłaciło się:DSC03183ten  maluszek u dołu  to moje osobiste maleństwo, wyhodowane  z  nasionka. zdjęcie zrobiłam  zaraz po    wysadzeniu do tunelu,    mniej więcej dwa tygodnie temu. teraz jest  o niebo większy i zieloniutki  jak   trzeba:)

DSC03178DSC03176

do moje mini  poletko

mam tylko jedną zagwozdkę: jak, u licha,  pomieszczę w ogrodzie  18 gatunków dyni,  kupionych  w burzliwej fazie gorączki serbinowskiej? 

a żeby nie było, że całkiem  odpłynęłam  w stronę  gleby, nawozu i słomy z  gumiaków:

obrusik  sobie uszyłam :

DSC02535

DSC02528

i  dziergadeł też trochę mam , ale to może potem…

pozdrawiam

Blog Archive

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy