o tym, ze jest coś takiego jak służba zdrowia, Mysza wie doskonale. Ona też wie o Myszy. od lat unikają się wzajemnie , a przy nieoczekiwanym spotkaniu, starannie unikają kontaktu wzrokowego. wszyscy żyją sobie szczęśliwie, w spokojności wielkiej.
ale: przyszła kryska i na Myszę. musiała grzecznie i w pokorze wielkiej podjąć próbę naprawy nadszarpniętych stosunków między nimi. trzeba było iść do lekarza.
dzień pierwszy: numerków brak. bo ustawa będzie, bo blady strach padł na wszystkich.
Mysza tak właściwie to na chodzie jest, poczeka
dzień drugi: numerków brak. powody, jak powyżej. dowiadywać się trzeba, może przyjmie. godziny przyjęć całkiem dzikie, w domu dzieci sztuk dwie , świeżo po chorobie, nie ma z kim zostawić, żeby godzinki pod gabinetem odprawiać.
Mysza to właściwie na chodzie jest – poczeka.
dzień trzeci: numerków brak.
Mysza to już nie tak całkiem na chodzie jest.
Mysza dzwoni do prywatnej służby zdrowia, żeby wizytę domową umówić. uzasadnia uprzejmie swą prośbę. następnie oznajmia się Myszy, ze lekarz nie przyjedzie, gdyż mija się to z celem. należy udać się na najbliższą izbę przyjęć, względnie dzwonić po karetkę. oczywiście lepiej dojechać samemu, bo to szybsze i pewniejsze.
Mysza doszła do głębokiego przekonania, ze więcej chorować nie będzie:)
bo chyba nie umie…

22 komentarze:
W podobny sposób mój mąż nauczył się stawiać bańki i przyrządzać różne lecznicze mikstury... Nie ma lekko.
Dużo zdrowia życzę!
Uśmiać się można tylko czy wypada? Zdrowia i jeszcze raz zdrowia życzę !!!
taaaa, skąd my to znamy, dużo zdrowia Ci życzę, a w zasadzie cierpliwości, pozdrawiam
Aż wstyd się przyznać, ale ubawiłam się po pachy:)))
Jutro mnie czeka bliskie spotkanie...Może się uda, bo u nas nie ma numerków:)
Dużo zdrowia dla Myszy:)))
Cos bardzo nie halo z organizacją .W mojej poradni lek rodzinnego to co moze poczekac umawiam na wizyte z wyprzedzeniem z reguły dzwonie dzień wcześniej i jest rezerwa dla nagłych zachorowań,jak mnie dopada coś ostrego przyjmują od reki .
Ela - dzięki:)zdolny chłopak z Twojego Męża:) podziwiam i może na szybki kurs się zgłoszę?
Wioletta - a jak tu się nie śmiać? jeśli coś jest tak durne, to trzeba się śmiać:)
Igraszki z włóczką - cieszę się ,ze mnie rozumiesz:) dziękuję za życzenia - na samą myśl o wizycie u lekarza, czuję jak zdrowieję
5.monika - powodzenia! oby poszło Ci o wiele lepiej niż mnie:)
3nereida - jeeeeeju... to w naszym kraju nad Wisłą , może być tak pięknie? a może to NZOZy noszą znamiona normalności?
w mojej przychodnie nie ma rezerwacji - trzeba bladym switem ustawić się w ogonku przed rejestracją - wtedy jest szansa na dostanie się do lekarza, z sezonie zachorowań innego sposobu nie ma. teoretycznie można dzwonić w celu umówienia wizyty, ale mnie nigdy się nie udało, kiedy tego potrzebowałam. jeśli ktoś musi pilnie odwiedzić lekarza, musi najpierw wepchnąc sie do gabinetu z innym pacjentem zeby otrzymać zgodę na wyciągnięcie karty, a potem czeka się w poczekalni do u.... smierci, bo przecież w międzyczasie przychodzą inni pacjenci, którzy są na tzw "prawie" i wcale nie mają ochoty, czemu sie nie dziwię, przepuszczać kogokolwiek
masz rację : zła organizacja, albo diabeł wie co jeszcze
Mysza, mnie w takiej sytuacji poratował...weterynarz. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że bez antybiotyku się nie obędzie. Wet osłuchał fachowo moje rzężące płuca, wypisał augmentin ( razem z lekiem osłonowym, a jakże ), zaordynował dawkę. I już. Po trzech dniach byłam jak nowa:-)))
sie trzymaj Kobieto... i się nie puszczaj ;-)
Zdrówka Kochana! I dużo cierpliwości. I Cię ściskam mocno na Nowy Rok.
I właśnie tym to sposobem choć przewlekle i ponoć poważnie chora od kilkunastu lat radzę sobie coraz lepiej przy mininalnym kontakcie ;)
Trzeba tylko nabrać wprawy czego szczerze życzę (choć najlepiej to zdrowia!) ;)
Mam nadzieję, że zdrowie powróciło!!!
Niestety w naszym kochanym kraju trzeba mieć dużo zdrowia, żeby chorować :(
Nie chorować, tego Tobie i sobie życzę :)
Zaglądasz Ty Kochana czasami do skrzynki mailowej???
Asia i Wojtek - niezłe, zakręcone, ale niezłe:) w sumie... człowiek to nie roślina ino zwierz i to pełną gębą, więc dlaczego miał nie pomóc:) ale to trochę przerażające jest...chociaz nie - nowa nadzieja zaświtała:))))) nie wyrabiam ze śmiechu:)))
spręzyna - ja na samą myśl o lekarzu zdrowieję:)))) w try miga!
edi-bk - dziękuje za życzenia:) trochę Was zaniedbałam przez to wszystko, ale cieszę się niezmiennie ,ze jesteście ze mną
bachud - w takim razie.. to ja Tobie zdrowia zyczę. i obyś nie musiała więcej wprawy nabierać. trzymam kciuki i pozdrawiam z całej siły
Rene - moja Rene mi się objawiła:)
nie chorować - to moje noworoczne postanowienie. małe śmierdziuchy po dwadzieścia sztuk w paczce, poszły w odstawkę!
zagladam codziennie - rozumiem ,ze mam zajrzec z tzw pomyslunkiem...
zajrzałam! dziekuję serdecznie za pamięć:)
pozdrawiam
Oni cię nie chcą,bo podejrzewają czym się to może skończyć! Boją się! Lecz się sama a nie zawracaj głowe zarobionej służbie.
RENE-ona zagląda na skrzynkę po uprzednim powiadomieniu telefonicznym!
Ps. Jak śmierdziuchy poszły w odstawkę to czym mi dzisiaj dmuchałaś w słuchawkę DWUKROTNIE??Zużytym powietrzem??
Laura - niby Waga, a taki Baran:)
jak się po schodach leci do telefonu
to jak mam niby dychac?:))))
ino jak słoń, chociaz mysza
a ze mi się czasem na privie coś gubi to nie dziwota - tyle gruponów, banków i innych badziewi mi na niebo wlata, ze swięty by sie w tym wszystkim orientował:)
Rene potwierdzam Myszę trza w ucho sluchawką ;-)raz wystarczy ;-)Laura to się nazywa "wzdychanie" a nie dmuchanie... he he he ;-)
witam po przerwie i zdrówka życzę! Domowej roboty nalewki i inne sprawdzone sposoby babuni juz pewnie przetestowałaś, ale nie zaszkodzi kuracji tych kontynuować ;)
Ech, wielki miną zanim nagdonie blogowe zaległości... ciekawe czy tym razem zostanę z wami dłużej...
Myszo, dobrzy ludzie dobrze Ci radzą, co by domowe sposoby stosować :) Zdrowiej szybko!
Ja nie dzwonię, choć gadać mi się chce dużo bardziej niż pisać, ale nie chcę na koszty narażać. Domowego nie posiadam :(
Dobrze, że na bloga Mysza zagląda :)))
Rene - musze zaglądać Wewnętrzny Imerator każe ;) plan mi się zrodził wielki i wspaniały, poproszę Czcigodnego ,żeby mi słuchawki do skype kupił w końcu porządne - takie bez kabelków, żebym mogła gadać i działać jednocześnie:)bo z tymi kablastymi nie idzie mi wytrzymać - podrywam się znienacka, tyłek juz na dole a głowa przy biurku ciągle tkwi:)))
spręzyna - Ty tu nie dogaduj moja koleżanko ulubiona, Ty się ucz;))))
Zulka - wierze w domowe sposoby, wierzę:) tylko,ze moje naturalne lekarstwa jeszcze nie osiągnęły gotowości do spożycia:)
Jagienka - ty się nie stresuj tym nadganianiem, bo blogowstrętu nabierzesz i co? tak nas zostawisz nieboraczki biedne:))))
pokazuj swoje cudności a my będziemy się delektować w dawkach dużych lub malutkich:)
Mysza, bardzo polecam Ci homeopatię i wszelkie alternatywy. Korzystam z tego od 10 lat - ja moje "stare konie" (24 i 30 lat), nawet mój niedowiarek-Małż, ze skutkiem nie dość, że tańszym, to jeszcze dobrym. Bardzo fajny blog - tak a'propos.
Pozdroofka i zdroofka :)
Żagoda (bo dziś po francusku)
http://www.blogroku.pl/informacje/rekodzielo-nie-zginelo,4985846,artykul.html
ty tu po lekarzach a tobie w gazetach piszą
Prześlij komentarz