ponieważ  chwilowo nic nie leci z nieba ani nie  jest  przygnębiająco buro-zgniło,  wykorzystuję  okazję  i przedstawiam dwie siostry   z jednego kłębka:
siostra starsza:
DSC01891 DSC01878
oraz siostra  młodsza, nieco mniejsza (z racji wieku) , wspomagana resztką  Kashmiru w kolorze   biało- smietankowym
 DSC01917
  DSC01922
kłębek  rodzicielski  pochodził od Małgosi, którą spotykam  na Szarotkowie.  
obie siostrzyczki mają  bardzo prosty wzór- właściwie to  wełna sama go sobie  wybrała., zazdrośnica jedna nie chciała  konkurencji:) i ja też  z reguły lubię rzeczy  proste, więc zgodziłyśmy się bez problemu.
będę się otulać  i zatulać, do wypęku:)
pozdrawiam
słowo się  rzekło: zgłosiłam się do konkursu Blog Roku, a  skoro się zgłosiłam , to wypada  powalczyć:)
bardzo proszę o Waszą pomoc, jeśli macie jakiekolwiek pozytywne skojarzenia związane z  Zagrodą i Myszą, zagłosujcie ! 

Aby zagłosować, wyślij SMS na numer 7122, w treści podając numer H00239
Koszt SMS to 1,23zł brutto.
Uwaga! W numerze bloga znak 0, to cyfra zero. Pamiętaj, także, aby nie wstawiać w SMS spacji!
głosujemy do 19  stycznia

trzymajcie kciuki,
dzierganym do góry!
… że  jednak przyjdzie. znaczy: zima przyjdzie. 
wszelkie oznaki rozmemłania i rozmiamlania odeszły   w  niebyt.  zaczęła zaś kołatać się w głowie myśl  o czapce.
hmmm…. czapka ubiegłoroczna  jakaś  taka,  niezbyt odpowiednia.  ciekawe dlaczego  wydawało mi się kiedyś ,  ze jest taka  przyjemna i twarzowa?  toż to  ostatnia maszkara!
myśl,  kochana myśl….  będzie zimno,  czółko zmarznie,  może nawet uszka… a  ta młodość twoja to już nie  pierwszej świeżości jest, trzeba  o siebie dbać ;))
na szczęście w tym  właśnie, krytycznym momencie spłynęło  łaskawie jedno z moich olśnień: jest czapka!  właściwie:  zezwłok   czapki,   wydziergany   przezornie ( któżby  się tego spodziewał?) jesienią.
znalazłam.
zszyłam.
uprałam
wysuszyłam  w tempie iście olimpijskim
i już:
DSC01685 DSC01642  DSC01678   DSC01716
DSC01735
DSC01738

technikalia:  wzór  to Kat Kim Hargreaves. . oryginalnie  czapka  wykonana jest z  Kid Classic, ale    chwilowo mam  tylko kolor beżowy ( a jakoś tak nie widzę siebie w beżu przy twarzy) więc  załatwiłam  zastępstwo. padło na  moje farbowanki: Merino Ulubione podciągnięte  z wyrzutami sumienia z  zagrodowych półek
chwilowo jestem zadowolona.  niechcący udało mi się  nawet być  na czasie z  kolorem, pomarańczowo – rudym, zdecydowanym , ale nie  oczo-wyrazistym:)
a  za rok   zapraszam do czytania posta o  tematyce zbliżonej … juz nawet mogę  podać tytuł:   “gdzie ja miałam  oczy?'”
pozdrawiam
Mysza

Koleżanki  drogie  uprzejmie doniosły, że  piszą o człowieku.   nakazały pochwalić się niezwłocznie. 
zatem się chwalę: zerknijcie tutaj
baaaaardzo  miło mi z tego powodu , nawet  nie będę próbowała kokietować .  sympatyczne uczucie.  skrzydełka    u stóp wyrosły mi na  kilka chwil :)
nie chciałam  chwalić dnia przed zachodem słońca,  żeby  potem nie było… i tam mam   dygotki,  ze  pies z kulawą nogą   na mnie nie zagłosuje. 
w ogóle fajny dzień  dzisiaj miałam:   spotkało mnie dużo małych przyjemności :  dostałam  dobre wieści od znajomych,   czarny kot pobiegł wzdłuż drogi, a nie w poprzek,  znalazłam parę groszy, o których sądziłam, ze dawno już wydałam, a  w sklepie, w  którym robimy codzienne zakupy pojawił się ajvar
pozdrawiam

o  tym, ze   jest coś takiego jak  służba zdrowia,  Mysza wie  doskonale.  Ona też wie o Myszy. od  lat   unikają  się wzajemnie , a przy  nieoczekiwanym spotkaniu, starannie  unikają kontaktu wzrokowego.  wszyscy żyją sobie szczęśliwie, w spokojności wielkiej.
ale: przyszła  kryska i na Myszę.  musiała  grzecznie i w pokorze  wielkiej   podjąć próbę  naprawy  nadszarpniętych stosunków między nimi.  trzeba  było iść do  lekarza.
dzień pierwszy: numerków brak.  bo   ustawa będzie, bo  blady strach padł na wszystkich.  
Mysza   tak właściwie to na chodzie jest, poczeka
dzień drugi: numerków brak. powody, jak   powyżej.  dowiadywać się trzeba, może przyjmie. godziny przyjęć całkiem dzikie, w domu  dzieci sztuk  dwie , świeżo po chorobie, nie ma z kim zostawić,  żeby godzinki   pod gabinetem odprawiać.
Mysza  to właściwie na chodzie jest – poczeka.
dzień trzeci: numerków  brak. 
Mysza to już nie tak całkiem na chodzie jest.
Mysza  dzwoni do  prywatnej służby zdrowia, żeby  wizytę domową umówić. uzasadnia  uprzejmie  swą prośbę.  następnie  oznajmia się  Myszy, ze   lekarz  nie przyjedzie, gdyż mija się to z celem.  należy udać się   na najbliższą izbę przyjęć, względnie dzwonić  po karetkę. oczywiście lepiej dojechać samemu, bo to szybsze i pewniejsze.
Mysza doszła  do  głębokiego przekonania, ze więcej chorować nie będzie:)   
bo chyba nie umie…
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy