muszę to pokazać, muszę!
DSC03375
widzicie jak ładnie?   pomidorki kwitną!   na razie  kwiatuszki pojawiły się nieśmiało na  dwóch krzaczkach,  ale   na innych  pełno jest małych  ślicznych, pączuszków.  zaglądam  do nich  co najmniej  dwa razy dziennie, tu podleję ,tu uszczyknę , a tam pogapię się  jak  sroka  w  gnat…
a papryka rośnie jak na drożdżach :
DSC03379
oby tak dalej, maleńka!  bo  ja tu planuję  mieć    lokalne zagłębie paprykowe:)  papryka jest dobra zawsze i  wszędzie… 
no dobrze,  dobrze, żeby nie było,ze już na zawsze  w tym swoim  foliaku utknęłam…
zorganizowałam też nowy domek dla  moich farbowanych  wełenek:
DSC03476 
byłam dzisiaj dzielna i porządnicka…
podziergam sobie  dzisiaj  bez   wyrzutów sumienia:)
albo  pogrzebię w internecie, bo spragniona jestem -  przez  niemalże tydzień  byłam odcięta od świata
albo  pierogi z truskawkami zrobię…
albo nic nie będę  robić…
coś  wymyślę:)
korzystając z chwilki , kiedy nic na głowę  nie kapie, nie  ciurka, nie  zacina,  złapałam Lolę  pod pachę i nakłoniłam do   pozowania.
tematycznie i  w  ogólnym nastroju  przyodziałam ją  w  chustę z  Kid Classica:
 DSC03273 DSC03275  DSC03278  DSC03276DSC03284 DSC03287

wzór to zmieniona wersja  Mousseux   -  zmieniona, czyli uproszczona…
chociaż  mogłoby się wydawać, ze  z tego wzoru nie da się już nic  ująć – mnie się jednak udało:)
i mam takiego sobie Casuala.
od razu zapowiadam: nie oddam go za żadne skarby świata, nawet jeśli połowa okolicy będzie się przymilać;). pozostanę niewzruszona jak skała,  bo on jest taki…  taki… mój. mówią, że szewc bez butów chodzi, a ja dodaję, ze dziewiarka   nie ma w co się  ubrać ( no może troszkę się zagalopowałam , bo  człowiek-kobieta rzadko kiedy  ma się w co ubrać,   ale ogólny sens jest  chyba jasny:))
kid classic wyraźnie mięknie po  upraniu -  robi się  przytulny i przymilny,  jak  dla mnie – cudny, obłoczkowato-chmurkowaty…
czyli: jestem bardzo  zadowolona  z  tego  udziergu
technicznie: zużyłam  3 motki  kid classica,  dziergałam na  piątkach,  a spinka  to  prezent  od Artysty, który  zgodził się uprzejmie  na wykonywanie ich dla  Zagrody
pozdrawiam
p.s jeszcze nie  leje:)))


diagnoza:  gorączka  serbinowska.  pierwszy opisany  w literaturze przypadek:  Bogumił Niechcic

początek  choroby    jest trudny do  rozpoznania, nawet  przez  osoby doświadczone, albowiem   towarzyszy mu  zespół zachowań   pozornie niewinnych, niekiedy nawet pożądanych społecznie, np:   zwiększona troska  o  spożycie nabiału wśród rodziny  bliższej  i dalszej -  dotyczy  to  zwłaszcza  jogurtów  i kefirów w kubeczkach  400  gramowych

przebieg   choroby:  cechą  wspólną dla wielu  zachorowań jest  burzliwy początek  choroby,   wtedy   też  pojawiają się  zachowania  irracjonalne  i  impulsywne.  izolacja osoby chorej – wskazana ( bardzo skuteczne bywa   odebranie  gotówki i kart  płatniczych  oraz odcięcie od  sieci)

po burzliwej  fazie  początkowej, choroba przechodzi w stan utajony, pozornie bezobjawowy, stan ten trwa   mniej więcej   do końca przedwiośnia.

po tym  okresie   następuje demonstracja  wszystkich  objawów  choroby:

-   bieganie po polu w  gumiakach i rozchełstanym kożuszku

-  zmiana powonienia:  każdy  nawóz naturalny pachnie jak  najlepsza perfuma

- nagłe przygięcie  pleców w kierunku gleby,   często   powiązane  z ugięciem kolan

- kończyny górne   ulegają stopniowemu przekształceniu do    narzędzi  typu pazurki, grabie, łopata

-  ustawianie na oknie  kolekcji  kubeczków po jogurtach , napełnionych ziemią  i rachitycznymi roślinkami

-  codzienne, komisyjne przeglądy  w.w  kolekcji

i  tak dalej… i tym  podobnie….

w  moim  przypadku   doszło  jeszcze  coś takiego:

DSC03169 zagnałam Czcigodnego  do roboty!     w końcu to  inżynier,  niech   konstruuje… niech się wykazuje :)

DSC03171

  opłaciło się:DSC03183ten  maluszek u dołu  to moje osobiste maleństwo, wyhodowane  z  nasionka. zdjęcie zrobiłam  zaraz po    wysadzeniu do tunelu,    mniej więcej dwa tygodnie temu. teraz jest  o niebo większy i zieloniutki  jak   trzeba:)

DSC03178DSC03176

do moje mini  poletko

mam tylko jedną zagwozdkę: jak, u licha,  pomieszczę w ogrodzie  18 gatunków dyni,  kupionych  w burzliwej fazie gorączki serbinowskiej? 

a żeby nie było, że całkiem  odpłynęłam  w stronę  gleby, nawozu i słomy z  gumiaków:

obrusik  sobie uszyłam :

DSC02535

DSC02528

i  dziergadeł też trochę mam , ale to może potem…

pozdrawiam

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy