…wykazałam się  ostatnio taką dozą konsekwencji  i samozaparcia, ze jestem  z siebie  bardzo zadowolona i będę  bezwstydnie  dopraszać się  o pochwały….
sprawa dotyczy bowiem włóczek:
postanowiłam  zmniejszyć   swoje “prywatne” zapasy  włóczek,  bo   ich wielkość  nie świadczy  zbyt  dobrze  o  stanie mojego umysłu, jeśli mam  być brutalnie szczera. dojrzewam powoli  do   myśli o  odsprzedaniu  lwiej części, ale to tak powolny proces, ze w  międzyczasie popełniłam  cztery! (cztery! ) projekty bez wyciągania  łapek w  stronę sklepowych półek.  są to : pokazywana już  Nadmorska I ,  w kolejce czekają :  chusta Nadmorska II,  Karoliniasty ogoniasty sweterek, no i   moja świeża miłość: Eisen. ten ostatni   wyglądał dzisiaj rano tak:
DSC04723 DSC04718 DSC04730

teraz jest juz uprany  i  leżakuje, w celu osiągnięcia  “pełnej  dojrzałości”
zapowiada się ,ze  będzie  to  bardzo miły  sweterek nad-spódniczkowy. akurat takiego potrzebuję , bo  zbliża się jesień,  a  ja kupiłam sobie   śliczne kaloszki , do których należałoby   nosić  rurki, ale aż tak nieprzytomna nie  jestem, żeby je  założyć, więc spódniczka będzie idealnym rozwiązaniem. 
przymiarki wypadały  nawet, nawet…. nie powiem…  ale cała prawda wyjdzie  po praniu:)   dopóki nie założę takiego  gotowego na grzbiet,  zakładam  pojawienie się wszelkiego rodzaju kataklizmów  dziewiarsko-okolicznościowych:)zamawiam zatem na jutro słoneczko i ciepełko!
…i kolejną porcję konsekwencji proszę:)
to już najwyższy czas na   ujawnienie  się z   moim wakacyjnym wytworem,  jeśli nie chcę zmieniać  nazwy z  “nadmorska”   na “ archaiczno- próchniczna”.    
dodatkowo , tak mi się  te kropelki  z  otaczającą aurą skojarzyły…niestety.
DSC04200 DSC04203 DSC04207 DSC04243
wyprodukowałam  toto nad morzem,   jednym okiem patrząc  na   jedno dziecko, drugim  na   drugie dziecko, trzecim   podziwiałam   “okoliczności przyrody” , a czwartym  śledziłam wzór  - w myśl zasady : dla chcącego nic trudnego:)
20120710042
a ja chciałam , oj jak bardzo, chciałam  mieć tę chustę.  chorowałam na nią , odkąd  zobaczyłam ją  u  Bietas
co ja poradzę, ze wpływowy człowiek  jestem?    ale jak tu się oprzeć ?  nie da się!  a ja z pokusami walczę w taki sposób, ze im ulegam:))
metryczka: wzór to  Dew Drops , włóczka  to Silky  Merino  Fingering z mojej  Zagrody, miałam   dwa motki , końcówkę z  jakiegoś farbowania,  to  wystarczyło  na duuuuzą  chustę.  druty?   to chyba były 4,5  ,  nie mam miarki, a  numeracja była na żyłce, więc    kwestią czasu było to ,ze się zetrze…   mam  zatem “artystyczny” nieład
pozdrawiam
….  z wielką przyjemnością    zauważam,  że  pomimo   rozwoju technologii,  pomimo istnienia  kuszących  gier  komputerowych,  konsol wszelkiego typu, a zwłaszcza  tematycznych  kucyponkowych i barbinkowych  kanałów   w telewizji, jest w dzieciach   coś   co nie ulega zamianie   od   lat, może i  wieków:  miłość do   cudnego, mazistego   błotka, miłość do beztroskiej, swobodnej zabawy, kiedy można się porządnie  ubrudzić…

DSC03741 DSC03762 DSC03750


to nie może  być przypadek, to musi być genetyka:)
jak widać, moje  Młode mają  właśnie    wyjątkowe nasilenie    tych  uczuć –  daj   im  wodę , daj im miskę … będą  tak siedziały  dopóki  przekupstwem , bądź   groźbami  nie  nakłoni się  ich do   posiłku:   przecież   nie czas jeść , kiedy  błoto wysycha!
tak naprawdę: ucieszyłam się , ze  dzieciaki   potrafią się  jeszcze tak  bawić….   
pamiętam, że  sama przepadałam   z domu na długie godziny, kiedy nad  tak zwanym Kanałkiem,   gdzie wspólnie  z dzieciakami z sąsiedztwa ,wznosiliśmy  błotne konstrukcje  dla  Smerfów ,  a   pobliskie poidło dla krów pełniło funkcję   Wielkiego  Jeziora…  to był  fantastyczny czas:)
eeehhhhh…..
teraz  jestem  już  całkiem  duża,   w błocie taplają sie moje dzieci,
ja  bawię się już nieco inaczej:
z  prawdziwą przyjemnością donoszę , że  ostatecznie i  definitywnie  wyprowadziłam się z farbowaniem z kuchni. policzyłam sobie ostatnio,  że   w swojej “karierze”  ufarbowałam  już   prawie  1000  motków  wełny , co daje  około 100 kg .   trudno  uwierzyć….   jednak  ślady  na  meblach  wskazują, że to prawda:  pomimo  stosowania folii, jako ochrony mam  zniszczone  blaty i fronty szafek, nawet  garnek  ucierpiał -  zrobiła się  w nim dziura:  śmieję się, ze przefarbowałam  gar na wylot,  ale to pewnie ujawniła się  wada fabryczna  powstała przy  odlewaniu stali;)
teraz urzęduję w  garażu, co napawa  mnie wielką nadzieją,  bo przecież   Steve   Jobs  również zaczynał w tym  miejscu:) paru innych, skromniejszych, tez by się znalazło, ale   po co mam się  ograniczać w marzeniach?  pojechałam więc na całego:)
na razie jest  dosyć  ciężko, bo   nie   mam  podłączonej  bieżącej   wody, ani odpływu…  ale od czego mamy piękne lato?  płuczę wełnę w  ogrodzie.    wczoraj zaś, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności,  weszłam  w posiadanie   używanych , ale porządnych  mebli kuchennych,   w tym  pięknej dużej szafki z  osadzonym juz   zlewem i płytą gazową   i ze stalowym  blatem - prawdziwe  cudo!    mam nadzieję, ze będzie  mi dobrze służyła;)  czekam  z niecierpliwością, na dzień  kiedy będę mogła ją   zainstalować u  siebie:)
ale  mam szczęście:)
pomimo mało komfortowych  warunków,  pierwsze motki opuszczają  już pracownię:

DSC04316
DSC04261

więc  chyba im ta  miejscowa sparta nie przeszkadza…
będzie dobrze:)
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy