… a  przede  wszystkim  brak   rozwagi  I  opanowania?   łatwo   mi to  jednoznacznie  ocenić  -  teraz ,  po fakcie . 
nie dalej niż trzy  tygodnie temu  sprawy miały  się    jednak  zgoła  inaczej ,   niewinnie  i  beztrosko.  
a  wszystko  przez to, ze  zmiękło mi serce ….  ulitowałam się….   wyciągnęłam  z  czarnej  otchłani    worek   z     czesanką . I to  nie  byle  jaką -  to  była  alpaka z  jedwabiem.  a   że czas   był  wyjątkowo  niesprzyjający  i zabiegany  ,   zaplanowałam   sobie  odświeżająco-  relaksujący    seansik  przy  kołowrotku.

I  zaczeło się :

jedna szpula , druga szpula , trzecia szpula…
jeden dzień , drugi dzięń,  trzeci  dzień …

siedziałam  przy  kołowrotku w   każdej  wolnej  chwili,   sprzątanie    nie  ucieknie, w  kuchni  specjalizuję   się w  daniach  szybkich  I przyjemnych.

Seansik skończył się  po     sześciu  motkach  grubasów , podwójnie  skręconych . łącznie   skręciłam  około  900 gramów  gotowej   przędzy


DSC08202
DSC08211

DSC08214


no  dobrze ,  ale  gdzie tu zbrodnia ?  a gdzie  kara ?

juz tłumaczę:    w  zapalczywości  swej i   całkowitym  braku  umiarkowania   w   przędzeniu ,  prawdopodobnie  na skutek  niewłaściwej  pozycji   I  nadmiernego przeciążenia ,  naderwałam  sobie  w   kręgosłupie   COŚ.   I to  COŚ    spowodowało  tak  cholerny  ból  ,ze   zaryzykowałam  spotkanie  z   medycyną Winking smilewłasciwie to  tylko  ruszanie oczami okazało się  bezbolesne .    na  szczęście  medycyna stanęła na   wysokości  zadania  i    wróciłam    do  domu z   jakimiś     lepszymi    pigułami.   I z  zaleceniem  ,zebym sie  u licha jasnego,  oszczędzała!  I  moze  nawet     zawarła  bliższą    I   bardziej   długotrwałą znajomość z  medycyną.  no, żesz!!!!  tyle  lat  udawało nam  się   nie zbliżac  do siebie  zanadto  , a  tu  taka  siurpyza!  rozczarowanie  wielkie !
 tym  bardziej, ze robienie  na   drutach jest  chwilowo,  hm … niezbyt przyjemną czynnością.


a  mówią ,ze głupota nie boli…    racja  -  nie boli.  Nap…….  jak  jasna cholera! we wszystkich   możliwych  obszarach


ps.  ale  wełna   udała mi się  całkiem , całkiem ….

Hania    nadała   sprawę :  potrzebna   jest   żólta wełna.  
mówisz i masz  -  dostałam  całkiem  świeżą dostawę  wełny od  Zitrona,  (z tego   powstaje  poźniej  mój   Unique  i Sock). wiec    zabrałam się   do  pracy  od razu.    
dobrze  mi szło:  pewnie przez  to , że podczas  odwojania  wełny ze szpuli  konczyłam oglądać  House’a .  koniec końców ,  zamiast   zamówionych   czterech   ufarbowałam     trzydzieści  motków  w  róznych odcieniach  żółci  ... 
mamy zatem        cytrynę ,  słonecznika,   zółc  róży  herbacianej ( to się  chyba nazywa żółć  neapolitańska, ale nie dam sobie głowy  uciąć)
 
DSC07853
DSC07871
DSC07875
musi  jeszcze tylko ociupinkę  podeschnąć  :  wystarczy  dla   Hani  i   dla  innych spragnionych   żółtej  wełny





Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy