…czyli    wyrabiamy resztki. 

już  jakiś czas  temu okazało się , że   nawet  te łądne  kartonowe pudła  z  Leroy   mają  swoją pojemność… ale  czy to  dało  mi do  myślenia ?  czy to mnie  zraziło?  czy skłoniło do refleksji?   no  gdzieżby!  kierując  sie   swoistą logiką    przeniosłam   kartony do  garderoby,   bo  stoi toto   puste…  ja   tam  nie zaglądam, to  nie denerwuję się nadaremnie.   w  kanciapie zrobiło   się zatem   wolne  miejsce    - ustawiłam  więc  koszyk  wiklinowy   na  przydasie  wszelkiego  rodzaju… bo to ładne I pożyteczne  będzie… 

domyślacie się  już dalszego  ciagu?

tak,  z koszyka  wysypują się  motki…   głównie końcówki  z farbowań, które  trzymałam   na  wszelki wypadek , jak również dlatego, że w  chwili  , kiedy  je tam   odkładałam ,  widziałam  w nich   czapki ,szaliki,  skarpety    itp.   I  ja miałam  te   czapki,  szaliki, skarpety   wydziergać . w końcu  lubię , czyż nie ?

I jak   to się  już tak  ostatecznie    wysypało ,  ogarnęły  mnie wyrzuty  sumienia … że   leń, że  wariatka …  I inne  takie raczej nieprzyjemne

no to się wzięłam, to się zawzięłam :  wyciągnęłam  motek   amarantowego  Deliciousa .  zaczęłam dziergać  tunikę dla  Ali.

w okolicy  brzuszka   rozczuliłam się  jakie  to   mam  duże dziecko    I że   jeden  motek   to  jednak mało…. potrzebny kolejny  amarantowy.   nic z tego ,   amarantu  brak!    na szczęście   napatoczyła mi   się popielata Baśka .   pasowało   pod względem  grubości, zatem    nie rozpraszam  sie,  dziergam , dziergam, dziergam ….

udało sie! 

dwa motki  przetworzone!

DSC09226DSC09229DSC09230

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy