niedawno

/
21 Comments

niedawno, a właściwie,  bardzo   niedawno   bo   zaledwie kilka dni temu…

przyczesałam  się ze szczególną troską, bardziej  starannie niż zwykle  namalowałam  urodę  i pobiegłam  do   kolejki  SKM, która  miała  mnie zawieźć   na spotkanie  ze znajomymi w  centrum Warszawy…

trochę  padało, trochę wiało - nie wiedzieć  czemu, jak  zwykle w oczy,  ale co się   dziwić:     marzec.
lekko  zgoniona, bo  z powodu  braku parasola  gnałam    galopem   od  Dworca  Śródmieście, przez   Chmielną  dotarłam   do miejsca przeznaczenia .

I wszystko ładnie , i wszystko pięknie .

miło i ciepło

podczas  powitań,  jedna z  bardziej   zaprzyjaźnionych  Ew mówi:   słuchaj  Marta, masz  coś dziwnego  pod okiem …

pierwsza myśł :   rozmazałam sie!  lustro!  szybko do  lustra !

znalazłam, przyjrzałam się    dokładnie:  
nie, nie   rozmazałam  się…  

po  prostu i  najzwyczajniej  w świecie   moja cera   postanowiła okazać swoją witalność i  siłę  w kolorze  dziwno- fioletowo-brązowym,

jak  w rodzince Adamsów

w trosce  o swój własny dobrostan,  bo przecież      mógłby  mi się  trafić jakiś   zabłąkany  osinowy  kołek,  zwłaszcza   rano,  kiedy  nie   zawsze zdązę   urodę  namalować…

postanowiłam co   następuję:


DSC00039
DSC00042


1. porcja soku  rano,
2. duża butelka   wody  mineralnej  w ciągu dnia

odkurzyłam  sokowirówkę i   wiruję dzielnie: 
- marchewkę  z jabłkiem
- marchewkę
-  jabłko z burakiem
- marchewkę  z  imbirem
-  seler  z  jabłkiem
- seler  z  marchewką
- marchewka z pietruszką

najbardziej   lubię  selera  z  marchewką,  burak  tez  jest  dosyć  ciekawy… 

pozostaje tylko czekać aż przestanę ludzi  straszyć


You may also like

21 komentarzy:

  1. Życzę wytrwałości i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Soczki z pewnoscia nie zaszkodza a i pomoga zmeczonej zima cerze i cialu. A ten nietwarzowy kolorek to z pewnoscia wina deszczu i moze rozwodnionego makijazu? Teraz wszyscy chodza jak jakies wyblakle zombi, wlacznie ze mna. Wole nie patrzec w lustro, bo taka bladziocha. Oj chcialoby sie troszke wiecej slonca. Powodzenia w kuracji soczkowej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszą pomóc- innej opcji nie dopuszczam:) trzeba wrzucić wyższy bieg, doprowadzić się do ładu i składu... rozleniwił się człowiek przez zimę , zapyział

      Usuń
  4. wooooooooow! Postanowienie brzmi znakomicie i pysznie:):):)

    Pozdrawiam serdecznie

    wloczkowefikumiku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jedno z pierwszych tak przyjemnych postanowień, więc będzie łatwo wytrwać... tylko mycie mojej sokowirówki jest może mniej atrakcyjne... ale za to ile surowca na kompost, ho, ho ..

      Usuń
  5. hihi fajny wpis :) pewno też powinnam wrócić do diety soczkowej , możę nie ze względu na kolor ale na kilogramy zimowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję- tak po cichu to i mnie ten drugi cel przyświeca:)

      Usuń
  6. już przy kolejce SKM myślałam, że się jakiś horror zdarzy. budujesz napięcie jak nieodżałowany Alfred H. ;-) zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kocham SKM miłością wielką, praktycznie nie uzywam juz samochodu do jazdy do centrum.. spacerek człowiek zrobi do stacji, książkę w spokoju przeczyta.. i nie meczy się z wyszukiwaniem miejsca na parkowanie .
      przypomniały mi się czasy, kiedy dojeżdzałam na uczelnie - 1,5 h w jedną stronę - ileż ja wtedy lektur nadgoniłam:)

      Usuń
  7. Mniam... uwielbiam takie soczki ale cholera nie chce mi się wirować... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wirowanie to jeszcze, jak Cię mogę , ale mycie całego ustrojstwa, tych siteczek , plasticzków , bleeee

      Usuń
  8. Kochana, zapraszam z porcyjką do mnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma sprawy, naszykuję dwojaki czy coś :)

      Usuń
  9. O masz nie wiedziałam że wywołam takie life changes:D a swoja drogą to polecam korektor rozświetlający pod oczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze, ze w jedynym słusznym kierunku:)
      i zaraz się zastrzelę , bo miałam ten korektor na sobie - taki w pstrykaczu, silnie wytworny...

      Usuń
    2. No i chciałam dobrze a wyszło jak zwykle ;-)

      Usuń
    3. dobrze chciałaś i dobrze wyszło:) bo jak stan taki krytyczny, ze korektor nie pomaga , to czas na przyjacielska interwencję :)

      Usuń
  10. ach no i jeszcze dodam że strasznie sie ucieszyłyśmy że przyszłaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja się ucieszyłam, dobrze było zobaczyć znajome twarze :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy