niedawno, a właściwie,  bardzo   niedawno   bo   zaledwie kilka dni temu…

przyczesałam  się ze szczególną troską, bardziej  starannie niż zwykle  namalowałam  urodę  i pobiegłam  do   kolejki  SKM, która  miała  mnie zawieźć   na spotkanie  ze znajomymi w  centrum Warszawy…

trochę  padało, trochę wiało - nie wiedzieć  czemu, jak  zwykle w oczy,  ale co się   dziwić:     marzec.
lekko  zgoniona, bo  z powodu  braku parasola  gnałam    galopem   od  Dworca  Śródmieście, przez   Chmielną  dotarłam   do miejsca przeznaczenia .

I wszystko ładnie , i wszystko pięknie .

miło i ciepło

podczas  powitań,  jedna z  bardziej   zaprzyjaźnionych  Ew mówi:   słuchaj  Marta, masz  coś dziwnego  pod okiem …

pierwsza myśł :   rozmazałam sie!  lustro!  szybko do  lustra !

znalazłam, przyjrzałam się    dokładnie:  
nie, nie   rozmazałam  się…  

po  prostu i  najzwyczajniej  w świecie   moja cera   postanowiła okazać swoją witalność i  siłę  w kolorze  dziwno- fioletowo-brązowym,

jak  w rodzince Adamsów

w trosce  o swój własny dobrostan,  bo przecież      mógłby  mi się  trafić jakiś   zabłąkany  osinowy  kołek,  zwłaszcza   rano,  kiedy  nie   zawsze zdązę   urodę  namalować…

postanowiłam co   następuję:


DSC00039
DSC00042


1. porcja soku  rano,
2. duża butelka   wody  mineralnej  w ciągu dnia

odkurzyłam  sokowirówkę i   wiruję dzielnie: 
- marchewkę  z jabłkiem
- marchewkę
-  jabłko z burakiem
- marchewkę  z  imbirem
-  seler  z  jabłkiem
- seler  z  marchewką
- marchewka z pietruszką

najbardziej   lubię  selera  z  marchewką,  burak  tez  jest  dosyć  ciekawy… 

pozostaje tylko czekać aż przestanę ludzi  straszyć

powtarzam  to  zdanie      rok  w rok,  odkąd pamiętam.  
wiosna    była zawsze  moją ulubioną porą  roku…   przy czym  powody   dla których  tak  bardzo  ją  lubię    mogą  być  dla niektórych    lekko dziwne…  bo że ptaszki,  że  kwiatki  to wiadomo … 
dla mnie  jednak   nie ma  nic  lepszego  niż  zapach     rozmarzniętej  ziemi, jej  kolor, dotyk…  
nauka mówi , ze to    zapach    rozwijających  śluzowców, ale nie bądzmy  nieprzyjemnie konkretni.  to zapach  Życia  (tak, właśnie  przez duże  Ż),    wielkiej  wygranej   nad złym   czasem, a także zapach  bezpieczenstwa i stałości , bo  choćby nie   wiadomo co,  wcześniej     lub   później   wiosna  przychodzi  zawsze…

I cóż  z tego, ze  podczas    wygrabiania mierzwy   człowiek   ucheta się jak   perszeron   przy  pługu…  

cóz z   tego,  ze    gumiaczek   może nie do końca  wytworny…
jest  pięknie…

***
w   takim oto  dobrym  nastroju , na te przyszłe , piękne dni    wydziergałam     sweter-  ponczo – wdzianko    mocno  asymetryczne : Asymmetric Pullover


DSC09918
DSC09930
DSC09933
DSC09944
DSC09946
DSC09962

wytwór  iście   wiosenny  ponieważ    rękawy nie mieszczą  się  pod  żadną  kurtką .

sweter   jest   zbudowany   na   bazie   prostokątów -    jeden   z rogów  został   “ścięty” na   podkrój   szyi,  krawędż  jednego z  boków   tworzy    szew  grzbietowy rękawa , a   z   drugiej  strony     należało  dobrać oczka   na   kimonowy rękaw.   
w  sumie -   proste , a    wdzięczne. 
jest  szansa , że się polubimy…

Dziergałam  z   własnoręcznie  ufarbowanego   Merino  Aran,   druty  4,5 mm

a gdyby  do   tego  swetra mieć     jeszcze     tyłek  lepiej pasujący   do  rurek    to    byłoby    fantastycznie … 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

About me

Instagram

Translate

Obserwatorzy